Prokuratura zarzuca Żukowcowi (zgadza się na podawanie danych i wizerunku w mediach) oszustwo przy uzyskaniu prawie 700 tys. dolarów kredytów w dwóch bankach.

Proces nie może się zakończyć, bo sąd wciąż nie ma jeszcze wszystkich tekstów prawa białoruskiego, o które zwrócił się do Ministerstwa Sprawiedliwości. Chodzi o obowiązujące obecnie i obowiązujące wcześniej, kodeksy karne Białorusi, a także białoruskie kodeksy postępowania karnego. Obowiązujące przepisy białostocki sąd już otrzymał, ale wymagają jeszcze przetłumaczenia na język polski, nadal nie ma jednak kodeksów z 1960 roku.

Białostocki sąd chce - biorąc pod uwagę tezy mowy końcowej obrońcy Andrieja Żukowca - zapoznać się z tymi wszystkimi przepisami i ustalić, czy rzeczywiście doszło do przedawnienia w prawie białoruskim przestępstw zarzucanych oskarżonemu. Dlatego proces, w którym pierwotnie jeszcze w grudniu 2012 roku miał być ogłoszony wyrok, został wznowiony. Kolejna rozprawa ma odbyć się na początku marca.

Żukowiec, który przebywa w Polsce od ponad dziesięciu lat, nie przyznaje się do zarzutów i od początku przekonuje, że nadesłane z Białorusi dowody przeciw niemu są sfałszowane, a sprawa ma związek z jego działalnością w antyłukaszenkowskiej opozycji. Chce uniewinnienia. Prokurator w mowie końcowej zażądał dla Białorusina dwóch lat więzienia w zawieszeniu na pięć lat, 25 tys. zł grzywny i obowiązku naprawienia szkody bankom.

Proces Andrieja Żukowca to jedna ze spraw najdłużej prowadzonych przed białostockim sądem rejonowym. Toczy się w Białymstoku, bo Żukowiec - poszukiwany listem gończym na Białorusi - został zatrzymany w tym mieście w 2001 r., a miejscowy sąd nie zgodził się na wydanie go Białorusi, oceniając, że nie ma on tam szans na uczciwy proces.

Białorusin przedstawił dowody na swoje związki z opozycją antyłukaszenkowską, a sąd uznał, że w tej sytuacji wydanie go Białorusi jest prawnie niedopuszczalne.

Białorusini przekazali materiały w jego sprawie Prokuraturze Okręgowej w Białymstoku, a ta oskarżyła Żukowca. Akt oskarżenia trafił do sądu w 2006 r., ale potem przez kilka lat sprawa krążyła między sądem rejonowym i okręgowym w Białymstoku oraz prokuraturą. Materiał dowodowy był uzupełniany, zmieniała się właściwość sądów.

Ostatecznie w połowie 2010 r. proces ruszył przed Sądem Rejonowym w Białymstoku. Główna jego trudność polegała na tym, że dowody pochodzą z zagranicy. Stamtąd pochodzą dokumenty, które trzeba było przetłumaczyć, stamtąd też byli świadkowie. Przesłuchując ich, sąd korzystał z pomocy prawnej sądów na Łotwie i Białorusi.