W oddziale łódzkim było 190 legalnych zabiegów przerwania ciąży, w małopolskim - 184, pomorskim - 173. Śląski NFZ rozliczył ich 108, kujawsko-pomorski - 107, świętokrzyski - 99, opolski - 54, zachodniopomorski – 65 (wcześniej podawano 80; zmiana wynika z rozliczeń między oddziałami NFZ), warmińsko-mazurski - 26 i podlaski - 20. Najmniej zabiegów było w województwie lubuskim - dwa, lubelskim - 5 i podkarpackim - 7.

W Polsce, w myśl obowiązującej ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (z 1993 roku) aborcji można dokonywać, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu lub gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego.

Czytaj: Pacjentka, której odmówiono aborcji, żąda miliona złotych >>>

W opinii Konsultanta Krajowego w dziedzinie Perinatologii profesora Mirosława Wielgosia, na wzrost danych dotyczących legalnie wykonywanej aborcji może mieć wpływ większa dostępność do badań.
- Obejmują one swoim zasięgiem coraz więcej ciężarnych kobiet - powiedział. Zaznaczył jednak, że upowszechnienie badań nie służy tylko przerywaniu ciąży, ale przede wszystkim wykrywaniu wad płodu. Dzięki ich wynikom mogą być podjęte interwencje prenatalne. - W wielu przypadkach umożliwiają one leczenie dzieci jeszcze w łonie matki - wyjaśnił.

Inną przyczyną wzrostu liczby zabiegów może być - jak podkreślił - większa raportowalność szpitali o tym, że na ich oddziałach są wykonywane tego typu świadczenia.

Konsultant krajowy zaznaczył, że kobieta - mając wyniki badań i wiedząc, że jej dziecko może urodzić się ciężko chore lub niezdolne do życia - sama podejmuje decyzję o przerwaniu ciąży w granicach przewidzianych prawem.
- To jest tylko jej decyzja, nikt nie może na nią wpływać, nawet partner. Każda kobieta w tej sytuacji ocenia własne możliwości - fizyczne, psychiczne, ekonomiczne i podejmuje odpowiednią dla siebie decyzję - podkreślił profesorWielgoś.

Także według ordynatora oddziału ginekologiczno-położniczego Szpitala Bielańskiego w Warszawie profesora Romualda Dębskiego większa liczba wykonanych legalnych aborcji jest efektem większej dostępności do diagnostyki i badań prenatalnych. Dodał, że wiele oddziałów ginekologicznych zmieniło swoje podejście po sprawie doktora Bogdana Chazana.
- W efekcie mniej szpitali odmawia aborcji - ocenia Dębski.

Według niego wiele kobiet, w sytuacji gdy badania wykazują wady płodu, jest skłonnych przerwać ciążę. Dębski uważa, że podana przez NFZ liczba rozliczonych aborcji dotyczy głównie tej grupy kobiet, która urodziłaby bardzo chore dzieci. Marginalna jest - jego zdaniem - liczba zabiegów przerwania ciąży będącej wynikiem gwałtu.

Rząd jest zobowiązany do corocznego przedstawiania w Sejmie sprawozdania z wykonania ustawy; zestawienie przygotowuje resort zdrowia. Ostatnie dane dotyczą roku 2011 roku, kiedy to przeprowadzono 669 aborcji i w 2012 roku - 752 zabiegów legalnego przerwania ciąży. Sprawozdanie za 2013 rok nie zostało upublicznione.

Jesienią 2014 roku w ramach konsultacji nad projektem sprawozdania swoje krytyczne opinie do niego opublikowała pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania Małgorzata Fuszara. Według niej w dokumencie brakowało szczegółowych danych dotyczących badań prenatalnych i antykoncepcji, a także szacunków organizacji pozarządowych o liczbie nielegalnych aborcji. Wskazała między innymi, że w projekcie brakuje informacji, ile kobiet skorzystało z badań prenatalnych i ile w związku z tym dokonało legalnego zabiegu przerwania ciąży.

Ustawę o planowaniu rodziny od lat krytykują środowiska feministyczne. Zdaniem ich przedstawicielek ustawa nie spowodowała zmniejszenia liczby aborcji, zaś zwiększyło się ryzyko związane z jej przeprowadzaniem, wzrosła skala podziemia aborcyjnego. Liczbę nielegalnych aborcji organizacje te szacują na przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy rocznie.

Przeciwnicy aborcji tydzień temu ogłosili zamiar zbierania podpisów pod projektem ustawy zaostrzającej przepisy dotyczące przerywania ciąży. To kolejna próba zaostrzenia przepisów dotyczących aborcji podejmowana przez to środowisko. Projekt przewiduje, że za przerywanie ciąży za zgodą kobiety grozić ma kara pozbawienia wolności do lat trzech; taka sama kara grozić ma za pomoc kobiecie ciężarnej w przerwaniu ciąży lub nakłanianie jej do tego. W projekcie zapisano, że kto dopuszcza się tego (przerwania, pomocy w nim lub nakłaniania) "gdy dziecko poczęte osiągnęło zdolność do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”.

We wrześniu 2013 roku Sejm odrzucił poprzedni projekt zaostrzający ustawę aborcyjną, który powstał z inicjatywy Fundacji Pro - prawo do życia. Zebrano pod nim ponad 400 tysięcy podpisów. Jego autorzy chcieli wprowadzenia zakazu tzw. aborcji eugenicznej - gdy występuje duże prawdopodobieństwo upośledzenia płodu lub nieuleczalnej choroby. Ponad dwa lata wcześniej ta sama organizacja złożyła w Sejmie projekt całkowicie zakazujący przerywania ciąży. Został odrzucony.


 

W październiku 2012 roku Sejm odrzucił projekt Ruchu Palikota liberalizujący przepisy dotyczące aborcji (dopuszczał przerwanie ciąży w pierwszych 12 tygodniach), a skierował do dalszych prac projekt Solidarnej Polski wprowadzający zakaz aborcji ze względu na upośledzenie lub nieuleczalną chorobę płodu. Było to możliwe dzięki głosom posłów PO - 40 z nich zagłosowało za skierowaniem projektu SP do komisji, a 28 wstrzymało się od głosu. Niezadowolenie z powodu nieodrzucenia projektu SP wyraził premier, który wykluczył udział PO w "wojnie aborcyjnej"; dwa tygodnie później Sejm projekt odrzucił. (pap)