Trochę gorzej jest w przypadku wyborów do władz krajów (odpowiednik województw), gdzie do urn idzie średnio 35 proc. uprawnionych do głosowania.

Jeżeli porównać te wyniki z innymi wyborami w Czechach, to i tak są one o wiele lepsze niż w przypadku wyborów do Senatu bądź Parlamentu Europejskiego. W obu przypadkach frekwencja wynosi zaledwie ok. 20 proc. Z kolei głosowanie do izby poselskiej i wybory prezydenckie są dużo popularniejsze i bierze w nich udział ok. 60 proc. uprawnionych do głosowania.

Zainteresowanie kandydowaniem w wyborach samorządowych jest zależne od szczebla samorządu. W przypadku gmin do wyścigu o mandaty radnych najczęściej startują działacze zainteresowani działaniem na poziomie lokalnym. W tym roku, szczególnie w Pradze, chęć kandydowania w wyborach do rad gmin zaczęły wyrażać również znane w całym kraju gwiazdy muzyki, filmu i teatru.

Niestety nadal słabą stroną czeskiego samorządu są oddolne inicjatywy obywatelskie dotyczące lokalnych projektów. Najczęściej występują one tam, gdzie problemy na tle narodowościowym – zwłaszcza tam, gdzie jest liczna mniejszość romska. Jednak różnego rodzaju inicjatywy częściej wynikają z pobudek ksenofobicznych i rasistowskich niż z realnej troski o jakość życia w regionie.

Mimo stosunkowo niskiej frekwencji wyborczej Czechy jeszcze nie doczekały się kampanii zachęcających do udziału w głosowaniu. Za to spoty wyborcze i bilbordy coraz częściej odnoszą się do poparcia wspólnych idei i realizowania konkretnych zadań. Jednak i one nie są wolne od wykorzystywania wzajemnych niechęci, resentymentów czy uprzedzeń wobec różnych grup społecznych. (PAP)