Jak informuje zastępca dyrektora wydziału edukacji łódzkiego magistratu Dorota Gryta, z zebranych w Łodzi danych wynika, że na tę chwilę rodzice aż 26 proc. 6-latków zdecydowało o posłaniu w roku szkolnym 2016/2017 swojego dziecka do szkoły. Do klas pierwszych trafią dzieci, które zostały odroczone w ubiegłym roku (w Łodzi to 1228 dzieci), oraz dzieci z rocznika 2010, których rodzice zdecydują o zapisaniu ich do szkoły. W tej chwili w Łodzi może to być 1381 dzieci.

"Z danych wynika, że na ten moment udałoby się utworzyć minimum 105 oddziałów klas pierwszych, zakładając, że liczyłby one maksymalną liczbę uczniów, czyli 25" - mówi Gryta. Zaznaczyła jednak, że zgodnie z przyjętą strategią, wydział edukacji będzie "preferował tworzenie większej liczby mniej licznych oddziałów".

Zwróciła uwagę, że w bieżącym roku szkolnym oddziały klas pierwszych liczą średnio po 22 uczniów; przy takim założeniu w przyszłym roku szkolnym można utworzyć minimum 119 oddziałów.

Jak informuje Urząd Miasta Łodzi w roku szkolnym 2016/2017 zaplanowano w Łodzi utworzenie 13 oddziałów przedszkolnych w szkołach podstawowych. Jeżeli będzie konieczność dalszego tworzenia tych oddziałów, będą one powoływane w postępowaniu uzupełniającym.

Magistrat przyznał, że w nadchodzącym roku szkolnym można w Łodzi uruchomić ponad 17,4 tys. miejsc w przedszkolach publicznych. Obecnie do tych placówek uczęszcza prawie 15 tys. dzieci - 5191 dzieci urodzonych w 2010 r., 4942 urodzonych w 2011 r., 4231 urodzonych w 2012 r. i 595 urodzonych w pierwszej połowie 2013 roku (czyli 2,5-latków).

"Jeżeli dzieci urodzone w roku 2010 (czyli tegoroczne 6-latki) pozostaną w przedszkolach, z puli ponad 17,4 tys. miejsc wolnych zostanie niespełna 2,5 tys. Według danych ewidencyjnych populacja dzieci, które w nadchodzącym naborze wezmą udział, jako 3-latki to ponad 5,5 tys. dzieci. Oznacza to, że jeśli 6-latki zostaną w przedszkolach, miejsc mogłoby zabraknąć dla ponad 3 tys. 3-latków, nie byłoby też miejsc dla 2,5-latków" - wyjaśnia Joanna Wojtkun z Urzędu Miasta w Łodzi.

Przypomniała, że w Łodzi od kilku tygodni prowadzona jest kampania informacyjna "Miasto szkół dla maluchów", ukazującą zalety wynikające z posyłania 6-latków do szkół. W ramach akcji miasto, a także same szkoły zachęcają do posyłania dzieci do szkół w wieku sześciu lat i wykorzystywania stworzonej specjalnie na ich potrzeby infrastruktury. Łódź wydała ponad 5 mln zł m.in. na dostosowanie sanitariatów do potrzeb sześciolatków i 550 tys. zł na doposażenie szkół.

W jednej z łódzkich szkół zorganizowano "jednodniową szkołę" dla sześciolatków. Dzieci, które przyszły do placówki miały m.in. zajęcia z elementarzem, komputerowe, plastyczne. Zjadły też obiad. Bawiły się w świetlicy.

Kampanię popiera łódzki oddział ZNP. Jego prezes Marek Ćwiek wyjaśnia, że związkowcy będą zachęcać rodziców dzieci sześcioletnich, które korzystały z opieki przedszkolnej bądź mają pozytywną opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej, aby wysyłali je do pierwszej klasy.

Prezes zwrócił uwagę, że w połowie lutego tego roku łódzki ZNP przeprowadził na terenie woj. łódzkiego ankietę dotyczącą skutków wprowadzenia obowiązku szkolnego dla dzieci 7-letnich. Badaniem objęto 95 proc. regionu. "Wyniki otrzymaliśmy od dyrektorów szkół podstawowych lub wydziałów edukacji" - mówi Ćwiek.

Wynika z nich, że w woj. łódzkim planowano w nadchodzącym roku szkolnym otworzyć 1111 klas I, gdyby do szkoły poszły sześciolatki. Jeśli nie podejmą one nauki, to ta liczba klas spadnie do 474. W samej Łodzi byłoby to odpowiednio - 245 i 93.

Ćwiek zaznaczył jednak, że otrzymane przez związek wyniki mogą ulec zmianie w przypadku, gdy większa liczba 6-latków rozpocznie edukację szkolną.(PAP)