Wniosek o wyrażenie wotum nieufności poparło 11 posłów, 20 było przeciw, nikt nie wstrzymał się od głosu.
Komisja przegłosowała też wniosek posłów PiS o negatywne zaopiniowanie wniosku PO. Ten wniosek poparło 20 posłów, 11 było przeciw; nikt się nie wstrzymał.
Ostatecznie o przyjęciu lub odrzuceniu wniosku o wyrażenie wotum zdecyduje cały Sejm w głosowaniu. Debata nad tym wnioskiem zaplanowana została na czwartek wieczór. Sejm wyraża wotum nieufności większością głosów ustawowej liczby posłów - czyli musi opowiedzieć się za tym minimum 231 posłów.
Wniosek o wyrażenie wotum nieufności posłowie PO złożyli w Sejmie 14 października, w Dniu Edukacji Narodowej. Jednym z głównych powodów są przygotowywane przez resort edukacji zmiany w strukturze szkół. Zgodnie z propozycją MEN w miejsce obecnie istniejących szkół mają być: 8-letnia szkoła podstawowa, 4-letnie liceum i 5-letnie technikum oraz dwustopniowe szkoły branżowe; gimnazja mają zostać zlikwidowane. Zmiany rozpoczną się od roku szkolnego 2017/2018.
Przedstawiając w środę wniosek Rafał Grupiński (PO) podkreślił, że brak jest głębszych przyczyn przeprowadzenia tak radykalnej zmiany systemu oświaty w Polsce. Jak mówił, "główną ofiarą" zmian staną się gimnazja. Zaznaczył, że wniosek o wotum jest motywowany dobrem dzieci.
Zwrócił uwagę m.in. na to, że likwidacja gimnazjów i przywrócenie 8-letniej szkoły podstawowej w miejsce 6-letniej, to skracanie czasu wspólnej edukacji ogólnej z 9 lat do 8 lat. Mówił także, że nie wiadomo, jak po zmianach systemu edukacji będą wyglądać obwody szkół, w jakich szkołach będą uczyć się dzieci, jak placówki będą wyposażone. "Będzie to problemem, kłopotem samorządów, nauczycieli, dyrektorów szkół i rodziców, a nie minister edukacji Anny Zalewskiej" – powiedział Grupiński.
O negatywne zaopiniowanie wniosku PO wystąpiła Marzena Machałek (PiS). Jak uzasadniała, "wnoszenie tego wniosku w momencie, gdy wprowadzana jest ważna reforma edukacji (...) jest wprowadzaniem chaosu i próbą przykrycia ośmiu lat błędnych, fatalnych decyzji dla polskiej edukacji".
Na posiedzeniu komisji opozycja zarzucała minister m.in., że projektowana reforma jest nieprzygotowana, kosztowna i szkodliwa. PiS zapewniał, że Zalewska "doskonale" uporządkuje polską oświatę.
Elżbieta Gapińska (PO) zwracając się do minister edukacji powiedziała: "Upiera się pani przy reformie, chociaż wielu pani kolegów ministrów widzi zagrożenia, jakie z niej płyną. O tych zagrożeniach ostatnio mówił także prezydent Duda, zastanawiając się mocno, czy w takiej formie, jak pani proponuje, reformę może poprzeć".
Mówiła, że reformę krytykują nauczyciele, nie tylko z gimnazjów, dyrektorzy szkół, eksperci zajmujący się edukacją, Związek Nauczycielstwa Polskiego i samorządy. "Zrzeszają się rodzice, który chcą zaprotestować przeciw edu-koszmarowi, jaki pani chce zgotować dla ich dzieci" - poinformowała. "Minister Zalewska, ślepa i głucha na argumenty, brnie w tę ustawę nie zważając na negatywne głosy, jakie płyną" – podkreśliła.
Jacek Protasiewicz (ED) zarzucał, że reforma będzie bardzo kosztowna. "1,5 mld zł, żeby wymienić pieczątki, żeby wymienić tabliczki? Żeby taki absurd realizować 1,5 mld zł w błoto?" – pytał Protasiewicz.
Katarzyna Lubnauer (N) mówiła natomiast, że przygotowywana zmiana jest "zaprzeczeniem idei reformy". Jest to "niszczenie zamiast naprawiania" – oceniła. Podkreślała też, że u podstaw reformy leży błędna diagnoza na temat działalności gimnazjów, brak też jest – według niej - "twardych danych", na których byłaby oparta.
"Nie ma ani jednej przesłanki, by bronić pani minister Zalewskiej. Przepraszam bardzo, pani minister, ale jest pani największą psują ostatnich lat, jeśli chodzi o polską edukację i do tego nie dotrzymuje obietnic" – powiedział Krystian Jarubas (PSL). Jak mówił, minister edukacji obiecała samorządom rekompensatę za odejście od obowiązku szkolnego dla sześciolatków. "Niestety, nie dotrzymała pani słowa" – dodał.

Joanna Borowiak (PiS) oceniła z kolei, że "wniosek PO o wotum nieufności wobec minister edukacji Anny Zalewskiej (…) jest wnioskiem politycznym, próbą przykrycia przez PO własnych problemów, kryzysu wewnętrznego w partii, a przede wszystkim afery reprywatyzacyjnej". Anna Cicholska (PiS) podkreślała, że "czas najwyższy uporządkować polską oświatę i może to zrobić doskonale minister Anna Zalewska". Z kolei Urszula Rusecka (PiS) zaznaczyła, że nie wszyscy nauczyciele są przeciw reformie. "Reforma jest niezbędna i konieczna" – przekonywała Krystyna Czochara (PiS).
W debacie głos zabrali też przedstawiciele strony społecznej. "Byliśmy przekonani, że będzie pani doskonaliła system (...) na gruzach nie można niczego zbudować" - mówił wiceprezes ZNP Krzysztof Baszczyński. Według niego, sądząc po dotychczasowych działaniach MEN, należy się obawiać reformy oświaty "wprowadzanej w takim tempie". Zadeklarował poparcie Związku dla wniosku o wotum nieufności wobec minister.
Prezes Federacji Inicjatyw Oświatowych, Alina Kozińska-Bałdyga zarzucała MEN, że likwidacja gimnazjów "nie była konsultowana społecznie". "Zawiedliśmy się na MEN" - mówiła, dodając, że w tej sytuacji apel o poważne konsultacje ze stroną społeczną kieruje do parlamentarzystów. Wśród pozytywów w działaniach obecnej minister edukacji wymieniła zwrócenie uwagi na rolę rodziców w systemie edukacji. "I za to dziękuję PiS-owi" - powiedziała.
Dorota Łoboda z inicjatywy "Rodzice przeciwko reformie edukacji" mówiła, że przygotowywana reforma jest "pospieszna" i "krzywdzi dzieci". "Nie chcemy, aby ktokolwiek ratował nasze dzieci przed edukacją" - mówiła, dodając, że rodzice oczekują "poprawy" systemu, a nie jego "niszczenia".
Artur Sierawski, który przedstawił się jako reprezentant KOD i inicjatywy "Nie dla chaosu w szkole", a zarazem nauczyciel historii, zarzucał minister, że dotąd nieznane są podstawy programowe czy podręczniki, z których mieliby korzystać uczniowie po planowanych od przyszłego roku zmianach.
Pozytywnie planowaną reformę oceniała Ewa Krawczyk z Fundacji "Pomóż innym". Jak wskazywała, niż demograficzny i tak wymusiłby zmiany w systemie edukacji. Przekonywała też, że reforma przyniesie "dobrze pojęte oszczędności", a pozostała po gimnazjach infrastruktura zostanie wykorzystana, np. jako dodatkowy budynek szkoły podstawowej. "Będą mniejsze obwody, a więc dzieci nie będą musiały tyle dojeżdżać" - mówiła.
Na zakończenie posiedzenia, przed głosowaniami dot. zaopiniowania wniosku złożonego przez posłów PO, głos zabrała sama minister edukacji. "Bardzo się cieszę, że jestem tu dzisiaj z państwem. Jest to pretekst, by nie tylko dyskutować o edukacji, ale również dementować półprawdy, nieprawdy i kłamstwa, które pojawiły się w uzasadnieniu do wotum nieufności, jak i w przestrzeni medialnej" – powiedziała Zalewska. "Mamy myśleć o dzieciach i ich przyszłości, mamy zadbać o nauczycieli" – podkreśliła.
W swojej wypowiedzi odniosła się m.in. do podnoszonej przez krytyków reformy kwestii zwolnień nauczycieli. Przypomniała, że gdy znoszono obowiązek szkolny dla sześciolatków, podnoszono też kwestię zwolnień. Tymczasem - jak podkreśliła - zmiana ta nie wpłynęła na liczbę nauczycieli.
Zalewska mówiła także, że w wyniku planowanej reformy liczba miejsc pracy dla nauczycieli nie zmniejszy się, tylko zwiększy. Tłumaczyła to tym, że liczba uczniów w systemie edukacji nie zmniejszy się, a klasy w szkołach podstawowych liczą mniej uczniów, niż w gimnazjach. A co za tym idzie, będzie więcej oddziałów klasowych.
Podała również, że większość nauczycieli zachowa pracę na mocy ustawy, gdyż np. nauczyciele szkół podstawowych 6-klasowych staną się nauczycielami 8-letnich szkół podstawowych. Także w przypadku większości gimnazjów nauczyciele i dyrektorzy zachowają pracę na mocy ustawy, gdyż większość gimnazjów funkcjonuje w zespołach szkół. (PAP)