Rolnicy uważają, że populacja dzików jest zbyt liczna i zwierzęta systematycznie niszczą ich uprawy. Twierdzą też, że odszkodowania, jakie otrzymują od organizacji łowieckich, nie rekompensują strat. „To są kwoty można powiedzieć symboliczne. Chcemy nagłośnić ten problem. Domagamy się redukcji populacji dzików i niezależnych komisji, które będą szacować straty” – powiedział jeden z organizatorów protestu Adam Olszewski.

Dodał, że zwierzęta podchodzą coraz bliżej domostw i niszczą różne uprawy, najczęściej plantacje ziemniaków i kukurydzy. Według jego szacunków w tym roku dziki zniszczyły w jego gospodarstwie ok. 10 proc. upraw ziemniaków i nieco mniej pszenżyta.

Protestujący rolnicy (ok. 50 osób) przejechali w kolumnie 10 ciągników w wolnym tempie od miejscowości Rogoźnica do Międzyrzeca Podlaskiego na trasie krajowej nr 2 (prowadzącej do przejścia granicznego z Białorusią w Terespolu). „Protest nie spowodował znacznych utrudnień” – powiedział PAP rzecznik prasowy Komendy Policji Białej Podlaskiej Jarosław Janicki.

Straty zgłaszane są przez rolników do organizacji łowieckich, spisywane w ciągu całego roku, a ostatecznie szacowane w okresie zbiorów. Wysokość odszkodowania zależy od tego, kiedy szkoda powstała, jaki jest jej rozmiar i jakie są ceny zebranych plonów, np. ziemniaków czy zboża.

W okręgu lubelskim średnia kwota odszkodowania waha się od kilkuset złotych do 1,2 tys. zł. „Nie uchylamy się od tego. Tam, gdzie jest dzika zwierzyna, tam będą szkody” - zapewnił PAP przewodniczący Zarządu Okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego (PZŁ) w Lublinie Marian Flis.
Podkreślił, że odszkodowania wypłacane są z funduszu PZŁ, który powstaje ze składek myśliwych i nie otrzymują oni na to żadnych dotacji.

Przewodniczący Zarządu Okręgowego PZŁ w Białej Podlaskiej Roman Laszuk powiedział, że na terenie tego okręgu w jednym obwodzie łowieckim (a jest ich 82) wypłacane odszkodowania to średnio kilkadziesiąt tysięcy rocznie. „ To się różnie kształtuje - w jednym obwodzie to może być 10 tys., a w innym 100 tys. zł" - zaznaczył.

Jego zdaniem problem z dzikami nasilił się na Podlasiu po wprowadzeniu obostrzeń w związku z wykryciem ognisk chorobowych ASF (afrykańskiego pomoru świń). Skupy nie przyjmowały mięsa dzików, a wywóz tego mięsa poza wyznaczoną strefę i zagrożenia był utrudniony – wiązało się to z opłatami m.in. za badania czy przechowywanie mięsa w chłodniach. Dlatego - jak tłumaczy Laszuk - polowań było mniej, z zaplanowanych w poprzednim sezonie łowczym do odstrzelenia ponad 5,6 tys. dzików, odstrzelono niecałe 4 tys. sztuk.

Ponadto od 15 stycznia do 15 sierpnia obowiązuje okres ochronny na lochy. Ogranicza to znacznie ilość polowań, zwłaszcza latem, kiedy roślinność na polach jest wysoka i bardzo trudno jest rozpoznać samicę, a za zastrzelenie lochy w okresie ochronnym grozi myśliwemu utrata uprawnień. „Myśliwi nie chcą ryzykować” – dodał Laszuk. Po 15 sierpnia odstrzał dzików ma być zwiększony.

Poziom planowanego odstrzału dzików jest określany na podstawie stanu zwierzyny na wiosnę i po uwzględnieniu jej przyrostu. W marcu 2014 r. na terenie okręgu Biała Podlaska było ok. 5 tys. dzików, a zaplanowano odstrzelić ok. 6,5 tys. sztuk.

Populacja dzika wzrosła, w lasach na terenie zarządzanym przez Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych w Lublinie w marcu 2013 r. było ok. 19 tys. dzików, a według spisu z 1967 r. - było 2,6 tys. tych zwierząt.

Zdaniem myśliwych wzrost populacji dzików w ostatnich latach, wiąże się m.in. z wprowadzeniem wielkoobszarowych upraw kukurydzy, która jest wysokoenergetyczna. „Coraz młodsze samice dzika rodzą młode, u starszych mioty są większe niż zwykle” – dodał Flis.

O zmniejszenie populacji dzika apelowała też Lubelska Izba Rolnicza. Według Izby pogłowie dzików w ostatnich latach wzrosło (w Polsce wschodniej na tysiącu ha lasu żyje średnio 26 sztuk), zwierzęta niszczą coraz więcej upraw, a obowiązujące zasady szacowania szkód, określone w ustawie Prawo łowieckie, się nie sprawdzają. (PAP)