Postępowanie zostało umorzone wobec braku znamion czynu zabronionego – poinformowała we wtorek rzeczniczka płockiej prokuratury rejonowej Iwona Śmigielska-Kowalska.

Śledztwo było prowadzone w oparciu o dwa wnioski o ściganie, skierowane w marcu do prokuratury przez pokrzywdzonych, czyli przez adresatów zagubionych przesyłek.

Listów było w sumie 15. Ich nadawcami były m.in. płockie sądy i Prokuratura Generalna, a adresatami podmioty działające na terenie miasta - w tym wyższa uczelnia, ośrodek pomocy społecznej, radca prawny, a także osoby prywatne, m.in. sędzia w stanie spoczynku.

Porzucone listy polecone, które miała dostarczyć Polska Grupa Pocztowa, znaleziono pod koniec stycznia na klatce schodowej bloku w Płocku. Śledztwo, które wszczęła tamtejsza prokuratura, dotyczyło uniemożliwienia osobom uprawnionym zapoznania się z istotną dla nich informacją poprzez niedoręczenie im 15 przesyłek poleconych. Ostatecznie odnalezione listy zostały z prokuratury zwrócone nadawcom.

„W uzasadnieniu prokurator wskazał, iż w sprawie zagubienia listów nie można przypisać umyślności działania osobie, która była zobowiązana, jako przedstawiciel Polskiej Grupy Pocztowej, do dostarczenia tych przesyłek adresatom” – powiedziała PAP Śmigielska-Kowalska. Wyjaśniła, że podstawą do stwierdzenia popełnienia przestępstwa byłoby w tym przypadku ustalenie, że doręczyciel, nie dostarczając przesyłek pod wskazany adres, działał świadomie i celowo.

Śmigielska-Kowalska dodała, że doręczyciel, który zgubił listy, to starszy mężczyzna, który tego dnia wykonywał swe obowiązki po raz pierwszy od rozpoczęcia pracy na podstawie umowy zawartej z Polską Grupą Pocztową. Był wcześniej przeszkolony przez pracodawcę.

„W śledztwie mężczyzna tłumaczył, że roznosząc przesyłki w bloku, odłożył jedną torbę z listami i zapomniał po nią wrócić. Potem szukał zgubionych przesyłek, jednak nie potrafił sobie przypomnieć, gdzie dokładnie zostawił torbę. Zgłosił zagubienie przesyłek pracodawcy, który rozwiązał z nim umowę” – dodała prokurator.

Według kodeksu karnego, kto nie będąc do tego uprawnionym, niszczy, uszkadza, usuwa lub zmienia zapis istotnej informacji albo w inny sposób udaremnia lub znacznie utrudnia osobie uprawnionej zapoznanie się z nią, podlega grzywnie, karze ograniczenia lub pozbawienia wolności do 2 lat.

Śmigielska-Kowalska zaznaczyła, że postanowienie o umorzeniu śledztwa nie jest prawomocne. Od decyzji tej przysługuje zażalenie dwóm pokrzywdzonym, którzy złożyli wcześniej wniosek o ściganie czynu.

Listy znalazła pod koniec stycznia mieszkanka Płocka. Przekazała je do Komendy Miejskiej Policji w Płocku. Były to głównie przesyłki z sądów do osób fizycznych, w tym adwokatów. Kobieta podczas przesłuchania mówiła, że listy, które znalazła, nie znajdowały się w torbie, a były rozrzucone na klatce schodowej.

Okręgowa Rada Adwokacka w Płocku przesłała pod koniec stycznia do ministra sprawiedliwości protest w sprawie formy i sposobu doręczania korespondencji sądowej przez Polską Grupę Pocztową. Rady podkreślała, że obecna procedura przekazywania przesyłek sądowych „nie odpowiada powadze i autorytetowi wymiaru sprawiedliwości, powoduje zakłócenie pracy nie tylko sądów, ale również prokuratur, adwokatów i stron w postępowaniach sądowych”. W opinii płockich adwokatów, doręczana korespondencja nie jest należycie zabezpieczona przed dostępem osób trzecich, co sprowadza ryzyko ujawnienia jej tajemnicy.

Polska Grupa Pocztowa, która w ramach kontraktu ma w latach 2014-15 obsługiwać korespondencję z sądów i prokuratur, informowała pod koniec stycznia, że dostarczyła już 3,7 mln listów i miała jedynie 306 reklamacji. (PAP)