"Jesteśmy świetnie przygotowani. Mamy rozpracowaną energetykę każdego kraju europejskiego" - powiedział na konferencji prasowej w Zamościu.

Zdaniem wicepremiera i ministra gospodarki wiążące decyzje w tej sprawie powinny ewentualnie zapaść po szczycie globalnym w Paryżu, w zależności od tego, czy dojdzie do porozumienia z Ameryką i Chinami. "Jeśli z tamtej strony nie będzie elastyczności, to nie zabraknie nam determinacji i powiemy nie" - zapowiedział Piechociński.

Czwartkowo-piątkowy szczyt UE w Brukseli ma uzgodnić nową politykę energetyczno-klimatyczną Unii po 2020 r. Na początku roku Komisja Europejska zaproponowała nowy cel redukcji emisji CO2 w wysokości 40 proc. do 2030 r. (względem 1990 r.). Zaproponowała też ogólnoeuropejski cel udziału energii ze źródeł odnawialnych na poziomie 27 proc. Obowiązujący do 2020 r. pakiet energetyczno-klimatyczny z 2008 r. zakłada 20-proc. redukcję emisji CO2 i 20-proc. udział energii odnawialnej.

Tymczasem polski rząd zapowiada, że nie zgodzi się na dodatkowe koszty polityki klimatycznej UE, w tym podwyżki cen energii. Premier Ewa Kopacz zapewniła, że Polska twardo będzie prezentować swe stanowisko w kwestii redukcji emisji CO2 w UE i nie wykluczyła weta. Minister ds. europejskich Rafał Trzaskowski wyliczył, że "gdyby się zgodzić na te bardziej ambitne cele, cena energii poszłaby w górę o 80 proc.".

Zdaniem Piechocińskiego Komisja Europejska w sprawach klimatycznych jest niekonsekwentna. "Było zapowiedziane, że następna decyzja będzie poprzedzona porozumieniem globalnym. Jest porozumienie globalne? Nie. No to po co już ustępujemy teraz, kiedy trzeba będzie jechać do Paryża za rok i się targować" - powiedział wicepremier.

Piechociński podkreślił, że w ostatnich wyborach do europarlamentu wszyscy "jak Europa długa i szeroka" mówili o ochronie klimatu, ale też o pracy, dochodach, rozwoju przemysłu i reindustrializacji Europy. "W dziale klimat mamy kolejne przyduszenie, szczególnie gospodarek węglowych, mniej technologicznych, a w dziale przemysłu mamy deklaracje i pustkę" - podkreślił.

"Nie oszukujmy się, w pakiecie energetyczno-klimatycznym obok romantycznych wizji i wspaniałych celów, kryją się za nim także konkretne interesy. Gospodarka zapłaci cenę za tworzenie takiego rynku energetycznego, na który Polska się nie zgodzi, (bo) zapłaci bardziej" - powiedział.

Piechociński wskazywał, że nie wszystkie rozwiązania polegające na eliminacji czy ograniczaniu spalania węgla w istocie służą ekologii. Podał przykład cementowni w Polsce "która ma na jedną tonę najmniejszą emisję w Europie". Jeśli zostanie ona zamknięta przekonywał - to cement będzie sprowadzany z Chin lub Białorusi, gdzie emisja dwutlenku węgla jest co najmniej trzykrotnie wyższa.

Wskazał też na energię jądrową, którą uznaje się czystą ekologicznie, ale zapomina się, że do koszty tej energii obejmują utylizację nie tylko odpadów jądrowych, ale także - po 30 czy 40 latach - utylizację całych bloków energetycznych. "W przypadku energetyki brytyjskiej to kosztuje 80 mld funtów z budżetu" – powiedział.

Piechociński na sobotnim spotkaniu z przedsiębiorcami i kolejarzami mówił, że "wielki europejski przemysł przejął polskie pomysły i polskie postulaty", iż pakiet klimatyczno-energetyczny "nie tylko ma być zobowiązaniem wobec przyszłego pokolenia, ale musi być skorelowany z industrializacją, przemysłem, polityką gospodarczą, miejscami pracy i konkurencyjnością Europy".

"Jeśli pójdzie to w tą stronę, że romantycy wybrani jeszcze przed kryzysem z 2009 roku (...) pociągną dalej te kwestie, bez porozumienia globalnego, to Europa popełni harakiri” – przestrzegał.

Piechociński odwiedził w sobotę spółdzielnię mleczarską w Krasnymstawie, fabrykę okien w miejscowości Wierzbie, spotkał się też z kolejarzami Linii Hutniczo-Siarkowej. Wziął też udział w Zamościu w prezentacji kandydatów PSL do sejmiku województwa lubelskiego z okręgu piątego. (PAP)