O tyle to dość znamienne, że nowelizacja niczego nie zmieniała w obecnym zatrudnieniu artystów wykonawców, w odróżnieniu od dyrektorów, których obejmie już po roku od wejścia w życie.
Zatem jedyną zmianą, która może coś przynieść, jest pewna namiastka kontraktu dyrektorskiego, w postaci umowy cywilnoprawnej między organizatorem a dyrektorem, która ustalałaby wysokość dotowania teatru w okresie całej kadencji a nie, jak dotąd, na jeden rok budżetowy.
Nie sama ustawa, ale zawartość sporu wokół ustawy nie rokuje dobrze jakiejkolwiek reformie teatrów, bo wynika z niego, że sensowi działania teatru jako instytucji kultury są przypisywane skrajnie różne cele. Chyba też nie idzie o zawartość merytoryczną, która już dawno zeszła na inny plan, inaczej związki artystów wykonawców wykazałyby jakiejkolwiek zainteresowanie proponowanej przez Unię Polskich Teatrów zmianie powodującej, że zatrudnienie na +umowy sezonowe+ miałoby charakter umowy na czas nieokreślony.
Teatr jako instytucja ma troszkę inną specyfikę od innych instytucji kultury, w związku z czym niezbędna jest w dalszym ciągu ustawa o teatrze. Oczywiście pod warunkiem, że istnieje pomysł na to, jakie teatry mamy mieć, bo możemy założyć, że będziemy mieć same teatry bez zespołów – prywatne czy pozarządowe. To zależy od wyboru polityki kulturalnej, a nie zapisu ustawowego. Jeżeli polityka jest jasna, to i zapis ustawowy też.
Mamy kolejną nowelizację, która niewiele wniosła do tej ustawy. W dalszym ciągu nie mamy rozwiązanego ani problemu zatrudniania wykonawców, ani problemów funkcjonowania teatru repertuarowego, opierających swoje działanie o zespół aktorów."(PAP)