O ratyfikowanie Konwencji od dawna apelują organizacje kobiece, broniące praw człowieka oraz pomagające ofiarom przemocy. Na ten temat z premierem Donaldem Tuskiem rozmawiały w marcu przedstawicielki Kongresu Kobiet. O jej ratyfikację upominały się także uczestniczki tegorocznej Manify zorganizowanej w stolicy z okazji Dnia Kobiet.

Konwencję krytykowało natomiast m.in. prezydium Episkopatu Polski. Według biskupów dokument w definicji płci pomija naturalne różnice biologiczne pomiędzy kobietą i mężczyzną, niepokój hierarchów wzbudził też - jak ocenili - "obowiązek edukacji i promowania m.in. +niestereotypowych ról płci+, a więc homoseksualizmu i transseksualizmu". W połowie marca po 364. plenarnym zebraniu KEP biskupi napisali, że w ich ocenie Polska ma już obecnie wystarczające rozwiązania prawne, by przeciwdziałać przemocy wobec kobiet. Jednocześnie zapewnili, że są przeciwni jakiejkolwiek formie przemocy wobec kobiet i wypowiadają się zdecydowanie za równouprawnieniem.

Jednak pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania Agnieszka Kozłowska-Rajewicz przekonywała: "W konwencji nie ma w artykułu, który by uderzał w tradycję; konwencja mówi jedynie, że przemocy nie można usprawiedliwiać tradycją ani religią".

Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej została przedstawiona do podpisu w maju 2011 r. w Turcji. Polska była 26. państwem, które ją podpisało. Ratyfikowało ją dotąd 11 krajów - ostatnio, w końcu kwietnia Andora i Dania.

Konwencja ma chronić kobiety przed wszelkimi formami przemocy oraz dyskryminacji; oparta jest na idei, że istnieje związek przemocy z nierównym traktowaniem, a promowanie równości pomiędzy kobietami i mężczyznami oraz walka ze stereotypami i dyskryminacją sprawiają, że przeciwdziałanie przemocy jest skuteczniejsze.

Dokument nakłada na państwa strony takie obowiązki, jak: zapewnienie oficjalnej infolinii działającej całą dobę dla ofiar przemocy oraz portalu z informacjami, a także odpowiedniej liczby schronisk oraz ośrodków wsparcia; przygotowanie procedur przesłuchań policyjnych; monitorowanie, zbieranie danych na temat przestępstw z uwzględnieniem płci; prowadzenie akcji informacyjnych w zakresie przeciwdziałania takiej przemocy, w tym szkoleń i informacji dla chłopców i mężczyzn.

W związku z konwencją zaistniała konieczność dostosowania polskiego prawa do niektórych jej zapisów. W czerwcu zeszłego roku uchwalono jedną z najważniejszych zmian z tym związanych - w prawie karnym zapisano, że wszczynanie śledztw o przestępstwa przeciwko wolności seksualnej nie będzie uzależnione już od wniosku ofiary, lecz postępowania te będą wszczynane z urzędu. Zmiana weszła w życie w styczniu.

"Pozostała nam m.in. definicja przemocy w rodzinie. (...) Nasze przepisy dotyczące przemocy nie odnoszą się także do byłych partnerów, podczas gdy mechanizm przemocy pomiędzy obecnymi i byłymi partnerami jest podobny, bo dotyczy osób, które są w bliskiej, intymnej relacji" - mówiła Kozłowska-Rajewicz o zmianach potrzebnych jeszcze w naszym prawie.

Na początku grudnia 2012 r. rząd jednomyślnie wyraził zgodę na podpis; zdecydował wtedy także o złożeniu oświadczenia, że będzie stosować konwencję zgodnie z zasadami polskiej konstytucji. Konwencja została podpisana przez nasz kraj 18 grudnia 2012 r.

Polska planuje zastrzeżenia do konwencji. Jedno ma dotyczyć aktów przemocy popełnionych poza granicami Polski przez osoby, które mieszkały w Polsce, ale już nie mieszkają. Inne ma odnosić się do artykułu dotyczącego ścigania gwałtu z urzędu. "Ten artykuł można rozumieć tak, że dotyczy również drobnych przestępstw, takich jak np. uderzenie w policzek. My nie chcemy, żeby drobne przestępstwa były ścigane z urzędu, w związku z tym składamy zastrzeżenie" - mówiła PAP Kozłowska-Rajewicz.

Dodawała, że "jest też propozycja noty interpretacyjnej w odniesieniu do obowiązków konsularnych i kilka innych, czasami dość technicznych i drobiazgowych, ale jednak zastrzeżeń". (PAP)