"W dalszym ciągu uważam, że najbardziej prawdopodobny termin, jeśli chodzi o podwyżkę stóp, to IV kwartał tego roku. Jednocześnie zdecydowanie zaznaczam - bilans ryzyk jest taki, że to może być wcześniej niż później" - powiedział Bratkowski w wywiadzie dla PAP.

"Niezależnie od tego, co zrobimy w tym roku, nie grozi nam popełnienie dużego błędu, że się bardzo spóźnimy. Nie wierzę w jakieś gwałtowne przyspieszenie wzrostu gospodarczego w Polsce. Będzie ono następowało w sposób bardzo stopniowy. Jest jednak szansa, że będzie ono trochę szybsze niż sądziliśmy wcześniej. Może już w II albo w III kwartale wzrost gospodarczy wyniesie około 3,0 proc. Gdyby to było w II kwartale, to w zasadzie już w III kwartale należałoby się nastawić na podwyżkę stóp" - dodał.

Ważna struktura wzrostu PKB

Członek RPP zaznacza, że z punktu widzenia oceny właściwego momentu zacieśnienia polityki pieniężnej ważne nie jest wyłącznie tempo wzrostu gospodarczego, ale także struktura tego wzrostu.

"Tak długo, jak wzrost jest napędzany przez eksport netto i ewentualne pewne ożywienie inwestycyjne, sytuacja jest nieco bardziej bezpieczna. Inna sytuacja będzie wtedy, gdy zobaczymy większe przyspieszenie w płacach i w zatrudnieniu. Na razie tego nie widać. Zatrudnienie rośnie, ale bardzo pomału. Płace - raz jest trochę mniej, raz trochę więcej, ale to w dalszym ciągu jest bardzo umiarkowany wzrost" - powiedział.

"Jeśli chodzi o dane makroekonomiczne, jeden miesiąc jest trochę lepszy, drugi trochę gorszy. Sytuacja w Unii Europejskiej w dalszym ciągu nie wygląda zbyt dobrze. Wszystkie pozytywne zaskoczenia biorą się z tego, że nasza gospodarka lepiej dostosowuje się do tej sytuacji, znajduje sobie nowe możliwości zbytu. Ale też nie można oczekiwać cudów. Dlatego w dalszym ciągu uważam, że bardziej prawdopodobny, jeśli chodzi o podwyżkę stóp, jest IV kwartał niż III" - dodał.

Zdaniem Bratkowskiego opinie na temat tego, że zacieśnienie polityki pieniężnej zostanie odłożone do 2015 roku wydają się zbyt pesymistyczne, biorąc pod uwagę perspektywy wzrostu polskiej gospodarki.

"Wydaje mi się, że uda nam się w III-IV kwartale osiągnąć całkiem przyzwoity wzrost gospodarczy. Powyżej 3,0 proc. w IV kwartale. Być może w III. A nie jest całkiem wykluczone, że już w II. Choć to byłoby zaskoczenie. W całym 2014 roku powinno to być między 2,5 a 3,0 proc. Coraz bliżej 3,0 proc. widzę cały rok" - powiedział.

Członek RPP uważa, że wzrost PKB rzędu 3,0-3,5 proc. nie oznacza jeszcze silnej presji inflacyjnej.

"Natomiast jest to sygnał, że za chwilę możemy dojść do 4,0 proc. lub powyżej. I tu zaczyna się już moim zdaniem obszar, w którym trzeba być wyjątkowo ostrożnym. Choć mogę też sobie wyobrazić sytuację, w której mamy 4,5 proc. wzrostu PKB, z czego kontrybucja eksportu netto jest np. 1,5 proc., inwestycji 1,0 proc. i my w dalszym ciągu stoimy w miejscu i patrzymy, co się dzieje, bo np. dodatkowo umacnia nam się złoty i trzyma to wszystko jeszcze bardziej w ryzach" - powiedział.

"Myślę, że wzrost konsumpcji powyżej 4,0 proc. to byłby sygnał, że już najwyższy czas, abyśmy to zaczęli hamować" - dodał.

Umiarkowany optymizm

Bratkowski podsumowuje, że jest umiarkowanym optymistą, jeśli chodzi o polską gospodarkę.

"Przebieg ożywienia gospodarczego może być nieco lepszy niż nasze dotychczasowe prognozy. Nie wydaje się przy tym, żeby to oznaczało jakiś istotnie gorszy scenariusz, jeśli chodzi o inflację. W związku z tym możemy mieć dodatkowe korzyści bez istotnych kosztów. Nie wydaje się - przy tych wszystkich uwarunkowaniach - abyśmy mieli się martwić, że inflacja minie cel z dużą szybkością i pogna dalej. W podstawowym scenariuszu wydaje się, że inflacja będzie rosła odrobinę szybciej niż poprzednio zakładaliśmy. De facto będzie to oznaczało, że trochę szybciej znajdzie się w korytarzu dopuszczalnych wahań. I dobrze" - powiedział.

"To wszystko razem może jednak oznaczać, że powinniśmy zacząć działać trochę szybciej niż się dotychczas wydawało. Na razie mimo wszystko uważam, że jednak będzie to IV kwartał. Jest to dla mnie centralny scenariusz. Może to się nieco przyspieszyć. Prawdopodobieństwo, że się opóźni jest moim zdaniem zdecydowanie mniejsze" - dodał.

Jak IV kwartał, to najprawdopodobniej listopad

Bratkowski pytany, czy w najbardziej według niego prawdopodobnym scenariuszu podwyżki stóp w IV kwartale tego roku można mieć na myśli listopad odpowiedział: "Teoretycznie tak. Ze względów już nie merytorycznych tylko czysto organizacyjnych związanych z rozkładem projekcji i naszych posiedzeń, to on się robi trochę bardziej prawdopodobny niż inne miesiące".

"Choć oczywiście niekoniecznie tak musi być. Mamy co miesiąc przygotowywany tzw. update. Jeśli widzimy, że coś się silnie odchyla od ostatnio opublikowanej projekcji, możemy reagować nie czekając na następną. Wtedy następna projekcja może nam tylko potwierdzić nasze decyzje" - dodał.

Wydłużenie "Forward Guidance" nie będzie możliwe

Zdaniem Bratkowskiego Rada nie będzie miała możliwości wydłużenia obecnego "forward guidance", który obowiązuje do końca półrocza.

"W marcu dostaniemy nową projekcję. Wydłużanie tego okresu o jeden kwartał dużo nie daje. Do końca roku? Projekcja musiałaby być bardzo pesymistyczna, abyśmy mogli z całą pewnością powiedzieć, że do końca roku nic nie będziemy robić. Po co sobie wiązać ręce? Wchodzimy raczej w okres nieco większej niepewności. Trudno tu o twarde zobowiązanie. Dotychczas było to możliwe, w warunkach niskiej niepewności. I nie było w tym nic złego. Obiecywaliśmy rzeczy dość oczywiste. Natomiast teraz to przestaje być już takie oczywiste. Sytuacja robi się trochę bardziej skomplikowana i w związku z tym nasza komunikacja powinna być trochę bardziej dynamiczna i elastyczna" - powiedział.

"Jestem przeciwny, abyśmy obiecywali coś więcej. Z dość dużym prawdopodobieństwem moglibyśmy przedłużyć okres stabilizacji stóp o jeden kwartał. Ale też nie z całkowitą pewnością. Nawet w takiej sytuacji byłoby to moim zdaniem ryzyko" - dodał.

Bratkowski zaznacza jednak, że Rada na pewno nie będzie trzymała rynków w niepewności.

"Oczywiście nie jest tak, że nic nie powiemy na temat tego, co się będzie działo i będziemy trzymali rynek w niepewności. Jest pytanie czy do końca roku będziemy mieli stopy wyższe o 25 czy 50 pb? Jeśli zaczniemy podwyższać stopy trochę wcześniej, to może być 50 pb. Jak zaczniemy w listopadzie, to być może tylko 25 pb" - powiedział.

Wysokie stopy nie powrócą

Bratkowski ocenia, że "w najbliższym czasie" stopy procentowe w Polsce nie powrócą do wysokich poziomów.

"W najbliższym czasie na pewno nie grozi nam powrót do wcześniejszych, wysokich poziomów stóp procentowych. Prawdopodobnie wszyscy będziemy się starali, żeby te podwyżki miały charakter stopniowy i spokojny" - powiedział.

"Oczywiście, jak się zorientujemy, że sprawy potoczyły się znacznie szybciej niż nam się wydawało, wtedy nie można wykluczyć jakiegoś większego, jednorazowego ruchu. Ale to raczej w sytuacji jakiegoś zaskoczenia niż normalnej procedury. Wszyscy się raczej zgadzają, że potencjalne tempo wzrostu PKB jest nieco niższe ze względu m.in. na nasze otoczenie. Stąd też możemy oczekiwać, że nieco niższe mogą być i stopy procentowe" - dodał.

Członek RPP wskazuje, że za niższymi stopami przemawiać może dodatkowo czynnik kursowy.

"Moim zdaniem w momencie, kiedy nieco bardziej wyklaruje się sytuacja związana z +taperingiem+, a także nasza sytuacja fiskalna, to złoty ma dość duży potencjał aprecjacyjny. Może być to czynnik, który dodatkowo +przytrzyma+ nam większy wzrost stóp procentowych, ponieważ spready będą działały antyinflacyjnie i będą hamowały wzrost gospodarczy. Jeżeli mielibyśmy zbyt silne umocnienie złotego" - powiedział.

"Oczywiście mogłoby się wręcz okazać, że to umocnienie będzie na tyle silne, że trzeba byłoby obniżać stopy procentowe. To jest jednak wariant tak samo mało prawdopodobny jak ten, że wzrost gospodarczy będzie na tyle rachityczny, że w 2015 roku będziemy w dalszym ciągu obserwowali i nic nie robili. Całkiem bym tego jednak nie wykluczał. Żyjemy w takim świecie, gdzie rynki są ze sobą powiązane. I jeżeli inwestorzy zaczną reagować na ten spread, to trzeba będzie go zmniejszyć" - dodał.

Bratkowski uważa, że w Polsce nie ma już specjalnie miejsca na "testowanie krańcowych rozwiązań", jeśli chodzi o poziom stóp.

"W miarę, jak Polska zdobywa coraz większą wiarygodność, relacja między naszymi stopami a europejskimi staje się coraz bardziej istotna. Przy mniejszych wahaniach stóp inwestorzy zachowują się spokojniej. Ze względu na otwartość gospodarki czynniki związane z przepływem kapitału będą działały na rzecz utrzymywania stóp na trochę niższym poziomie" - powiedział.

Jacek Barszczewski

jba/ osz/