Luka w przepisach pozwala na agitacyjną samowolkę
Mimo że od ujawnienia afery Cambridge Analytica upłynęło prawie siedem lat, nie ma za bardzo pomysłu, jak zapobiegać dezinformacji i brudnym, przedwyborczym sztuczkom w internecie. Przepisy zliberalizowano, co sprawia, że agitację wyborczą de facto może prowadzić każdy. Ten brak transparentności jest problematyczny - utrudnia prześledzenie, ile w rzeczywistości wydano na prowadzenie kampanii i z jakich źródeł pochodziły pieniądze.




























