W środę sąd badał sprawę na niejawnym posiedzeniu. Ogłoszenie postanowienia odroczono do 3 stycznia, bo sędzia chce się jeszcze zapoznać z niejawnymi materiałami.
Zielonogórska prokuratura dwa razy badała sprawę domniemanego stosowania tzw. kontroli operacyjnej za czasów rządów PiS i zawsze dotąd umarzała śledztwo. Ostatnio - w lipcu tego roku, ale decyzja ta nie jest prawomocna, ponieważ Czuchnowski złożył zażalenie na odmowę przyznania mu statusu pokrzywdzonego. Pokrzywdzony - jako strona postępowania - ma prawo zapoznawać się z materiałami śledztwa. Ewentualne przyznanie mu tego statusu nie przesądza o dalszych losach tego śledztwa.
Jak argumentował Czuchnowski w rozmowie z PAP, służby policyjne przeglądały jego billingi, co stanowi nie tylko naruszenie prywatności, ale także tajemnicy dziennikarskiej. Podkreślił, że inny dziennikarz "GW" Bogdan Wróblewski, którego billingi także analizowano, otrzymał taki status w postępowaniu wszczętym w prokuraturze w Warszawie.
Kwestie otrzymywania przez służby i prokuratorów billingów dziennikarzy oraz przepisów prawnych regulujących takie działania stały się głośne po publikacji "Gazety Wyborczej". W październiku dziennik napisał, że w latach 2005-2007 służby objęły kontrolą operacyjną telefony dziesięciorga dziennikarzy różnych mediów.
Taki stan rzeczy ma wynikać z akt śledztwa w sprawie domniemanych nielegalnych podsłuchów za rządów PiS, prowadzonego przez zielonogórską prokuraturę okręgową. Zdaniem "GW", służby sięgały do operatorów po billingi i logowania telefonów, by ustalić źródła informacji dziennikarzy krytykujących ówczesne władze. Byli szefowie ABW i CBA zaprzeczyli tym doniesieniom. W aktach sprawy ma jednak istnieć pismo z CBŚ świadczące, że funkcjonariusze wiedzieli, czyje billingi analizują.
Po raz pierwszy śledztwo w sprawie inwigilacji dziennikarzy umorzono 31 lipca 2009 r. Prokurator krajowy uznał wtedy jednak, że w toku postępowania nie wyjaśniono wszystkich okoliczności i wydał decyzję o jego wznowieniu. W maju 2010 r. Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze po raz drugi umorzyła śledztwo. Uznała, że nie było naruszenia prawa i nie znalazła podstaw do przedstawienia zarzutów.
Po protestach i apelach różnych organizacji dziennikarskich głos w tej sprawie 8 listopada zabrała Prokuratura Generalna. Uznała, że obecnie nie jest możliwa kontrola zasadności tego umorzenia oraz podjęcie decyzji odnośnie ujawnienia materiałów tego śledztwa w zakresie żądanym przez dziennikarzy, bo decyzja zielonogórskiej prokuratury jest wciąż nieprawomocna.
Jak dowiedział się w środę dziennikarz PAP ze źródeł sądowych, obecny na posiedzeniu w SR Warszawa-Śródmieście zielonogórski prokurator Jarosław Kijowski odnosił się do tego stanowiska PG i zarzucił mu, że zawiera "błędne informacje" oraz wyraził obawę, że może to wywrzeć wpływ na sąd. "Razi wypowiadanie się w tej materii bez znajomości dowodów" - stwierdził zielonogórski prokurator. Podkreślił, że śledztwo umorzono nie z uwagi na stwierdzenie "braku znamion istotnej szkody" w działaniu funkcjonariuszy - jak ujęła to PG, lecz wobec stwierdzenia, że policjanci nie popełnili przestępstwa, bo nie wiedzieli, że przeglądają billingi dziennikarza.
Pytany o to rzecznik Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk zapowiedział, że PG zapozna się ze stanowiskiem zielonogórskiej prokuratury i zajmie w tej sprawie stanowisko w późniejszym terminie.
Prokuratura Generalna przyznała w stanowisku z 8 listopada, że obecnie możliwe są różne wykładnie przepisów i od decyzji konkretnego prokuratora zależy, czy billingi takie uzna za wchodzące w zakres tajemnicy dziennikarskiej, czy też nie.
"Prokurator generalny wyraża opinię, że kwestie te należałoby jednoznacznie uregulować w przepisach Kodeksu postępowania karnego" - głosi stanowisko. Dodano w nim, że "dostrzegając wrażliwość tego zagadnienia", prokurator generalny zaleca prokuratorom, aby w sprawach dotyczących tzw. przecieków czynności nie sprowadzały się wyłącznie do uzyskiwania wykazu połączeń dziennikarza, który opublikował informacje ze śledztwa. Prokuratorzy, jak zaznaczono, powinni koncentrować się na innych źródłach dowodowych - na przykład billingach osób podejrzewanych.
Prokuratura Generalna wskazała również na brak precyzyjnych przepisów odnoszących się do billingów dziennikarzy w działalności operacyjnej. "Pomimo że czynności takie wkraczają w sferę wolności i praw obywatelskich, regulujące je ustawy o policji, ABW i innych organach stosujących kontrolę operacyjną wyłączają potrzebę uzyskania zgody sądu na pozyskanie tych danych" - zaznaczyła PG. W związku z tym, jak podkreślono, "prokurator generalny uważa za niezbędne wprowadzenie kontroli sądowej nad tymi czynnościami".

Wojciech Tumidalski (PAP)