TK nie podzielił argumentów, że Granat "może być pod presją przedstawicieli Kościoła katolickiego". Trybunał zaznaczył, że brak było uzasadnienia, jakiego rodzaju presja mogłaby być wywierana. Przyznał, że sędzia jest kierownikiem katedry prawa konstytucyjnego UKSW, ale jest to uczelnia państwowa, podległa Ministerstwu Edukacji Narodowej, a nadzorowi Kościoła - na podstawie odrębnej umowy - podlegają tylko wydziały kościelne.
Powołując się na przepisy ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, TK podkreślił, że wnioskodawca nie udowodnił, iż Mirosław Granat lub jego bliska osoba brali udział w pracach Komisji Majątkowej, doradzali lub osiągali z tego tytułu inne korzyści.
Decyzję w tej sprawie TK podjął w trzyosobowym składzie: Andrzej Rzepliński (przewodniczący), Stanisław Rymar oraz Marek Zubik.
Prezes TK Andrzej Rzepliński zdecydował o niewyłączaniu także sędzi Teresy Liszcz. Przyznał, że była ona posłanką X kadencji, jednak nie brała aktywnego udziału w debacie parlamentarnej czy pracach komisji podczas dyskusji nad nowelizacją ustawy powołującej Komisję Majątkową. W ocenie TK "sam udział w głosowaniu nie rozstrzyga o wydaniu aktu normatywnego" (w takim przypadku jest przesłanka do wyłączenia sędziego - PAP). TK zaznaczył, że sędziowie są niezawiśli i podlegają jedynie konstytucji.
O wykluczenie z orzekania dwóch spośród pięciu sędziów wyznaczonych do sprawy wnioskował jeden z inicjatorów wniosku lewicy poseł Sławomir Kopyciński (SLD). Według SLD sędzia Granat był związany zawodowo z Uniwersytetem kardynała Stefana Wyszyńskiego i Katolickim Uniwersytetem Lubelskim, przez co istnieją "uzasadnione wątpliwości co do jego bezstronności". Z kolei sędzia Liszcz, jak wskazywał SLD, jako posłanka "brała czynny udział w stanowieniu ustawy o stosunku państwa do Kościoła katolickiego". Kopyciński wskazywał, że wówczas nie zgłaszała ona zastrzeżeń do projektu ustawy.
TK zdecydował o odroczeniu rozprawy. Termin zostanie podany później. Na poniedziałkowej rozprawie zostało odczytane pismo marszałka Sejmu z 20 stycznia. Marszałek wnosił w nim o odroczenie posiedzenia TK, informując, że nowelizacja ustawy o stosunku państwo-Kościół, przewidująca likwidację Komisji, wejdzie w życie 1 lutego. Komisja przestaje istnieć 1 marca. Sejm, obok wnioskodawcy i Prokuratora Generalnego, jest stroną postępowania przed Trybunałem.
Do wniosku marszałka przychylili się wnioskodawcy. Przedstawiciel Prokuratora Generalnego pozostawił decyzję w tej sprawie do uznania TK.
Wniosek SLD w sprawie konstytucyjności Komisji Majątkowej został złożony w 2009 r. Posłowie lewicy kwestionują konstytucyjność Komisji i fakt, że od jej decyzji nie ma odwołania. Ponadto podkreślają, że Komisja Majątkowa funkcjonuje jak sąd, a nie jest organem niezawisłym. Kwestionują m.in. to, że jej skład może być zmieniony i że nie ma kryteriów powoływania jej członków.
Ustawa z 17 maja 1989 r. o stosunku Państwa do Kościoła katolickiego w RP określiła zasady stosunku Państwa do Kościoła, w tym jego sytuację prawną i majątkową. Komisja Majątkowa przez ponad 20 lat działalności rozpatrywała wnioski dotyczące przywrócenia lub przekazania własności nieruchomości lub ich części. W jej 12-osobowym składzie zasiadało po sześciu przedstawicieli MSWiA i sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski. Zajmowała się ona zwrotem majątków, które zgodnie z ustawą z 1950 r. nie podlegały nacjonalizacji, gdyż nie przekraczały 50 hektarów. Często jednak je odbierano, nie wystawiając żadnych pokwitowań.
W 12-osobowym składzie Komisji zasiadało po sześciu przedstawicieli MSWiA i sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski. Media donosiły też, że nie weryfikowano wycen gruntów przedstawianych przez rzeczoznawców Kościoła - miały być one zaniżane.
W TK znajduje się także wniosek rzecznik praw obywatelskich, złożony w grudniu ubiegłego roku. RPO kwestionuje brak dwuinstancyjności Komisji Majątkowej. Irena Lipowicz zwróciła także uwagę, że samorządy, które nie mają statusu uczestnika postępowania przed Komisją Majątkową, często muszą zwracać mienie wcześniej zabrane przez państwo. Przed Komisją w imieniu samorządów wypowiadał się rząd.
Prokuratura Apelacyjna w Warszawie w listopadzie ub. roku wszczęła śledztwo z zawiadomienia SLD wobec domniemanych przestępstw w Komisji Majątkowej. Na początku października poseł SLD Sławomir Kopyciński złożył wniosek, według którego prokuratura powinna zbadać wszystkie postępowania Komisji w ciągu 20 lat jej działalności. Poseł uważa, że członkowie Komisji - orzekając ws. zwrotu Kościołowi majątku - wielokrotnie przekraczali uprawnienia i poświadczali nieprawdę.
Według posła Kopycińskiego powołującego się na dane Komisji, od początku działalności przekazała ona Kościołowi ponad 500 nieruchomości za ponad 24 mld zł i grunty rolne o powierzchni 76 tys. ha.
Zdaniem sekretarza KEP bp. Stanisława Budzika, sumy podawane przez Kopycińskiego są nieprawdziwe. Według biskupa w ramach prac Komisji Majątkowej Kościół otrzymał z budżetu 107,5 mln zł odszkodowania za mienie utracone w PRL.
Według danych, przekazanych przez współprzewodniczącego Komisji Majątkowej ze strony rządowej Józefa Różańskiego, kwota odszkodowań i rekompensat za mienie zabrane Kościołowi opiewa na około 140 mln zł. Według MSWiA przed Komisją Regulacyjną do Spraw Gmin Wyznaniowych Żydowskich wszczęto 5504 postępowania; 1928 postępowań zostało zakończonych całkowicie lub częściowo. Wysokość rekompensat i odszkodowań opiewa na blisko 56 mln zł.

Elżbieta Dominik (PAP)