Nadal nie został opublikowany projekt rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie zmniejszenia zatrudnienia w administracji publicznej. Jego założenia znamy m.in. z tego, że Szef Służby Cywilnej, który otrzymał go do zaopiniowania, przedstawił propozycje przepisów przedstawicielom NSZZ „Solidarność”.

Założenia dotyczą na razie, jak wynika z opisu spotkania przedstawionego na stronie skarbowcy.pl, wyłącznie administracji centralnej – Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i 15 ministerstw. Kolejne rozporządzenia mają dotyczyć administracji w terenie.

 


Przepis z podstawą do zwolnień w urzędach był na początku pandemii

Już w kwietniu na początku pandemii były sygnały ze środowiska urzędniczego, że projekt ustawy o szczególnych instrumentach wsparcia zagraża stabilności pracy pracowników służby cywilnej. Przewiduje bowiem uprawnienie dla Rady Ministrów do redukcji zatrudnienia lub zmniejszenia wynagrodzenia w administracji. Już wtedy Stowarzyszenie Absolwentów Krajowej Szkoły Administracji Publicznej alarmowało, że propozycje naruszają Konstytucję.

We wrześniu była wicepremier Jadwiga Emilewicz zapowiedziała, że nie będzie automatycznego podejścia do zwolnień w administracji, każdy przypadek będzie analizowany osobno, a rząd rozpocznie redukcje od tzw. martwych etatów.

Projekt dla oszczędności, ale bez skutków finansowych

Tomasz Ludwiński, przewodniczący Rady Krajowej Sekcji Administracji Skarbowej NSZZ Solidarność mówi, że związkowcy nie mieli możliwości zapoznania się z projektem, ich wiedza opiera się wyłącznie na informacjach uzyskanych od Szefa Służby Cywilnej. Jak nam mówi, z dyskusji i informacji przekazanej związkowcom wynika, że w ocenie skutków regulacji nie podano skutków finansowych będących następstwem wprowadzenia redukcji. – Nie ma analiz, nie ma badań, jakie będą oszczędności, jest to niedopracowane – podkreśla.  

Projekt na razie nie dotyczy grup spoza administracji centralnej, ale pracownicy administracji skarbowej są świadomi, że następne propozycje dotkną już ich – zapowiedzi takich działań wynikają z uzasadnienia do projektu. Przy czym nie wyobrażają sobie redukcji w ich branży, bo brakuje pracowników przez niskie płace, wysokie wymagania wobec kandydatów oraz już raz dokonaną redukcję zatrudnienia w 2017 roku.

Jarosław Marciniak, prawnik, ekspert HR, właściciel firmy HR Audytor uważa, że brak projektu rozporządzenia jest niezrozumiały, tym bardziej, że misją Rządowego Centrum Legislacji jest dbanie o spójność systemu polskiego prawa i prawidłowy przebieg procesu legislacyjnego. - A prawidłowy przebieg tego procesu powinien uwzględniać faktyczny dostęp do informacji publicznej, który oznacza, że każdy obywatel uzyskuje informację między innymi o działaniach, zasadach funkcjonowania oraz podejmowanych decyzjach organów władzy publicznej - mówi.

Oszczędności na administracji trzeba przemyśleć

Zdaniem Tomasza Ludwińskiego oszczędności na administracji rządowej, która powinna być sprawna, powinny być przemyślane. Podał przykład ograniczenia limitu mianowań urzędników w służbie cywilnej  w przyszłym roku do 30 osób, który ma skutkować oszczędnościami szacowanymi na 7 mln zł. – To demontaż służby cywilnej – ocenia.

Jego zdaniem dobrze byłoby rozważyć wszystkie możliwe rozwiązania przewidziane ustawą COVIDową - redukcję zatrudnienia, ale także okresowe zmniejszenie wynagrodzeń, które i tak  nastąpi w przyszłym roku. - Nie będzie odpisu na fundusz nagród, nie będzie podniesienia kwot bazowych, to znaczne zmniejszenia – mówi Tomasz Ludwiński. Związkowcy spodziewają się, że rozporządzenie wejdzie w życie bez uwzględnienia ich uwag, bo te „od kilku lat nie są brane pod uwagę”.

Jarosław Marciniak, który od wielu lat zajmuje się zarządzaniem ludźmi i pracą, w tym również problematyką optymalizacji zatrudnienia i struktur organizacyjnych, wyjaśnia, że w dużych podmiotach redukcje przynosiły stosunkowo skromne oszczędności - szczególnie uwzględniając koszty odpraw, a zatrudnienie po pewnym czasie i tak wracało do poprzedniego poziomu.

Mimo to działania tego typu są przeprowadzane

Dlaczego? W każdej organizacji pojawiają się potrzeby zwiększania efektywności struktury organizacji, podziału pracy czy dopasowania zatrudnienia do wykonywanych zadań. Oznacza to w praktyce, że z punktu widzenia sprawności struktury warto zaplanować i wdrożyć zmiany w organizacji procesu pracy, zmiany w podziale pracy, przesunięcia wewnętrzne oraz oczywiście - ograniczenie przerostów zatrudnienia.

- Redukcja nie powinna być celem samym w sobie. Chodzi o znalezienie pewnych rezerw i tzw. maksymalizowanie potencjału pracy. Zmniejszenie zatrudnienia zawsze powinno być powiązane z całym wachlarzem działań optymalizacyjnych i od woli i profesjonalnego przygotowania osób zarządzających zależy czy te działania przyniosą pożądany efekt – podkreśla Jarosław Marciniak.

Zobacz też: Podwyżki pensji i zmiany w wykazie stanowisk w kancelarii premiera>>

Urzędnik na rynku – odnajdzie się, czy nie?

A jak dodaje, zadania administracji rządowej są obecnie większe, bo dochodzą obowiązki związane z COVID-em.  - Z punktu widzenia pracownika redukowanego raczej oczywiste jest, że wolałby pozostać w pracy i nawet mieć mniejsze wynagrodzenie – dodaje Tomasz Ludwiński. Jego zdaniem nie jest łatwo obecnie znaleźć pracę na rynku, zwłaszcza przy specyfice pracy w administracji rządowej. Posiadana wiedza i latami zdobywane doświadczenie niekoniecznie będzie przydatne w sektorze prywatnym.

Jarosław Marciniak uważa jednak, że czasy, w których urzędnik nie mógł nigdzie znaleźć pracy poza sektorem budżetowym na szczęście się skończyły. - W trakcie moich projektów dla firm, również w trakcie szkoleń czy zajęć na uczelniach, niejednokrotnie spotykałem osoby, które przeszły do biznesu „z administracji”. Świadomi pracodawcy chętnie zatrudniają ludzi, którzy posiadają nawyki związane z przyswajaniem i stosowaniem przepisów różnego rodzaju, potrafią przestrzegać zasad, umieją redagować dokumenty, prowadzić korespondencję zgodną z oczekiwanymi standardami, którzy dobrze znają pojęcie terminowości - mówi.

Jak dodaje, te kompetencje są pożądane w szeroko pojętych strukturach obsługowych, we wszystkich sektorach, szczególnie w firmach średnich i dużych. - Inna sprawa, że moment jest trudny, rynek pracy od połowy marca zmienił się, znowu mówimy o rynku pracodawcy, w związku z tym stopień trudności pozyskania nowej pracy znacząco się zwiększył. Ale to dotyczy wszystkich osób poszukujących nowej pracy, a nie tylko byłych urzędników - podkreśla.