Firmy publikują właśnie sprawozdania finansowe. Z dokumentów wynika, że wiele podmiotów, dzięki pandemii i skierowaniu pracowników do pracy zdalnej, ograniczyło wydatki na energię i materiały. Biura stoją puste, komputery są wyłączone, nikt nie drukuje dokumentów, nie gotuje wody na herbatę. W tym samym jednak czasie rosną wydatki pracowników na energię elektryczną w domu. Część firm zdecydowało się, co prawda, w jakiś sposób rekompensować swoim załogom wzrost wydatków, jednak wiele tego nie robi.

Pewnym rozwiązaniem problemu miały być przepisy o pracy zdalnej i nałożenie na pracodawców obowiązku zwrotu kosztów. Prace nad projektem utknęły jednak w martwym punkcie. Kwestia ta nabiera dodatkowego znaczenia zwłaszcza teraz – gdy – po pierwsze – ceny energii elektrycznej rosną, a po drugie – przybywa zachorowań na Covid-19, co spowoduje, że jeszcze więcej firm zdecyduje się na skierowanie pracowników do pracy zdalnej. Konieczne jest także doprecyzowanie przepisów dotyczących kwestii podatkowych.

 

Zwrot wydatków od pracodawcy możliwy, ale co z podatkiem?

Niektórzy pracodawcy zdecydowali się na wsparcie swoich pracowników i zaczęli zwracać im pieniądze za prąd czy internet. Ma to być forma rekompensaty za używanie domowych urządzeń. Przyjęcie takiego rozwiązania dopuszczają przepisy prawa. Nie wiadomo jednak, jak obliczać wartość wypłacanego świadczenia, zwłaszcza w kontekście ewentualnego przychodu i konieczności zapłacenia dodatkowego podatku dochodowego. Warto też podkreślić, że praca w domu może wiązać się nie tylko z korzystaniem z prywatnego sprzętu. Powoduje, że pracownicy ponoszą chociażby wyższe koszty prądu, wody czy innych mediów.

Nie do końca jednak wiadomo, jak takie zwroty traktować dla potrzeb podatkowych. Interpretacje podatkowe potwierdzają, że nie jest to przychód i podatku płacić nie trzeba. Nie ma jednak gwarancji, że w przypadku ewentualnej kontroli takie podejście nie zostanie przez skarbówkę zakwestionowane. Zwracają na to uwagę eksperci.

- Także katalog zwolnień, zawarty w art. 21 ust. 1 ustawy o PIT (m.in. pkt 11, 11a i 13) ze swoimi warunkami zapisanymi w przepisach BHP, odrębnych ustawach, przepisach wykonawczych, wyliczaniem ekwiwalentów pieniężnych na mglistych zasadach, mogących podlegać w każdej chwili zakwestionowaniu przez organy kontrolujące, wydaje nieadekwatny do sytuacji, w jakiej obecnie znalazło się wielu pracowników – podkreśla Agnieszka Czernik, doradca podatkowy.

Zobacz procedurę w LEX:  Ziółkowski Paweł, Ryczałt za sprzęt używany do pracy zdalnej w dobie pandemii koronawirusa >

Zobacz również: Pracownikom zdalnym trudno uniknąć podatku od dofinansowania do rachunków >>

 

Ekwiwalenty zwolnione z podatku po spełnieniu warunków

Przypomnijmy - zgodnie z treścią art. 21 ust. 1 pkt 13 ustawy o PIT kwota wypłaconego ekwiwalentu korzysta ze zwolnienia od podatku dochodowego po spełnieniu łącznie następujących warunków:

  • ekwiwalent musi być wypłacony w pieniądzu,
  • kwota wypłaty powinna być ekwiwalentna co do wartości za używanie odpowiedniego sprzętu,
  • narzędzia, materiały lub sprzęt muszą stanowić własność pracownika,
  • narzędzia, materiały lub sprzęt należące do pracownika muszą być wykorzystywane przy wykonywaniu pracy na rzecz pracodawcy.

Problem pojawia się już w zakresie pierwszego warunku, dotyczącego ekwiwalentu. Grzegorz Symotiuk, doradca podatkowy w kancelarii TAX PFK, zwraca uwagę, że problemem może być wyliczenie jego wartości takiego ekwiwalentu. Jak bowiem policzyć zużycie komputera przez okres pracy zdalnej, czy np. zużycie prądu przez taki sprzęt (chociaż tutaj teoretycznie jest to możliwe)? - Mam głęboką nadzieję, że w związku z zaistniałą sytuacją organy podatkowe nie będą wymagały szczegółowych uzasadnień i kalkulacji wyliczonego ekwiwalentu, o ile będzie on na racjonalnym poziomie – wskazuje Grzegorz Symotiuk.

Sprawdź w LEX: Czy w przypadku telepracy, ustalając dodatek na sprzęt oraz za media, należy go różnicować ze względu na ilość dni przepracowanych z domu? >

 

Ulga na internet tylko przez dwa lata

Jakimś rozwiązaniem może się także wydawać zmiana przepisów dotyczących ulgi internetowej. Nie rozwiąże to jednak problemu innych kosztów. Z ustawy o PIT wynika, że podatnicy mogą odliczyć od dochodu poniesione przez siebie wydatki na internet, w wysokości nieprzekraczającej w roku podatkowym kwoty 760 zł. Co istotne, ulgę na internet można odliczyć tylko w dwóch następujących po sobie latach, jeżeli w okresie poprzedzającym te lata nie korzystano z tego odliczenia.

Sprawdź w LEX: Czy ekwiwalent za sprzęt pracownika podlega PIT, ZUS i zajęciom komorniczym? >

- Zmiana charakteru ulgi na internet z obowiązującej przez dwa lata na ulgę nieograniczoną czasowo stałaby się rozwiązaniem problemu wyłącznie w odniesieniu do wydatków ponoszonych na sieć internetową. Powstaje pytanie, co z pozostałymi wydatkami (energia elektryczna, materiały biurowe, środki czystości, wyposażenie) oraz metodami określania wysokości limitów – zwraca jednak uwagę Agnieszka Czernik.

Zobacz również: Praca i nauka z domu, ale korzyści podatkowe ograniczone >>

Zdaniem naszej rozmówczyni, być może najlepszym rozwiązaniem, uwzględniającym różnorodność ponoszonych kosztów, jak również rozmaitość wykonywanych zawodów wśród osób świadczących pracę w trybie zdalnym, byłoby stworzenie kolejnego wariantu kosztów uzyskania przychodów dla pracowników, poprzez dopisanie punktu 5 do art. 22 ust. 2 ustawy PIT, z którego wynikałoby, iż koszty uzyskania przychodów wynoszą 1000 zł miesięcznie, a za rok podatkowy łącznie nie więcej niż 12 000 zł – w przypadku, gdy podatnik uzyskuje przychody z ramach pracy świadczonej w systemie zdalnym. Teraz koszty pracownicze w podstawowym wariancie (w przypadku pracy u jednego pracodawcy, który ma siedzibę w miejscu zamieszkania pracownika) wynoszą 250 zł miesięcznie.

Podobnego zdania jest także Monika Brzostowska, doradca podatkowy w kancelarii KiB. Zwraca jednak uwagę, że obecnie ustawodawca nie ma interesu w rozszerzeniu stosowania ulgi na internet na okres, w który panuje pandemia, ani umożliwienia ponownego rozliczenia tej ulgi. Koszty internetu nie są teraz wysokie. Jej zdaniem, podatnicy by na tym więc i tak za bardzo nie skorzystali. - Podatnik może odliczyć maksymalnie 760 zł, co nie daje realnie dużego zwrotu – zauważa Monika Brzostowska.