Do wskazania podmiotu odpowiedzialnego za zakażenie COVID-19 trzeba wykazać bezpośredni związek pomiędzy obecnością w lokalu wyborczym a zachorowaniem. Udowodnienie, że ktoś zaraził się właśnie tam, a nie w autobusie czy w windzie byłoby bardzo trudne.

Wójt, burmistrz lub prezydent miasta odpowiadają za odpowiednie przygotowanie lokalu wyborczego. W czasie pandemii szczególne zasady bezpieczeństwa w lokalach wyborczych określone zostały rozporządzeniem ministra zdrowia z 15 czerwca 2020 r. w sprawie wykazu środków ochrony osobistej związanej ze zwalczaniem epidemii COVID-19 dla członków obwodowych komisji wyborczych oraz szczegółowych zasad bezpieczeństwa sanitarnego w lokalu wyborczym. Wśród rygorów związanych z bezpieczeństwem są m.in. ograniczenia osób przebywających na danej powierzchni i wietrzenie pomieszczeń.

 


Samorządy chcą określenia odpowiedzialności

Samorządowcy oczekują określenia odpowiedzialności. Jak podkreślają, rozporządzenie nie wprowadza wymogu instalowania osłon w każdym lokalu wyborczym, a tam, gdzie to będzie konieczne, nie musi ona być wykonana z pleksi. Ze względu na to, że pierwotny, bardziej rygorystyczny kształt projektu został zmieniony, organizacje samorządowe wystąpiły o opinię GIS w tej sprawie. Wobec obecnej dynamiki zachorowań samorządowcy oczekują jednoznacznej odpowiedzi, kto odpowie za ewentualny wzrost liczb zachorowań.

Zofia Gajewska, adwokat z kancelarii Dubois i Wspólnicy podkreśla, że jeśli jednostka nie wywiąże się ze swoich obowiązków i lokal nie zostanie należycie przygotowany do tego, aby bezpiecznie, bez ryzyka zarażenia, oddać w nim swój głos w wyborach, będzie ponosić odpowiedzialność. Jak wyjaśnia, to odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez niezgodne z prawem zaniechanie przy wykonywaniu zadań z zakresu władzy publicznej (stanowi o tym art. 417 par 2 w zw. z par. 1 kodeksu cywilnego).

- Jeżeli na skutek takiego nienależytego przygotowania lokalu wyborczego dojdzie do zarażenia, a następnie choroby czy śmierci wyborcy, czyli wywołania rozstroju zdrowia, to obowiązek naprawienia szkody obejmuje wszelkie wynikłe z tego powodu koszty, jak koszty leczenia, renty, zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę, czy koszty pogrzebu, o czym stanowią art. 444 i następne k.c. – tłumaczy.

Obywatel jest narażony

W związku ze stanem epidemii, obywatel udając się do lokalu wyborczego, jest narażony na zakażenie Covid-19. Jest też prawdopodobieństwo, że lokale mogą zamienić się w ogniska koronawirusa i zwiększyć zagrożenie. Jak podkreśla dr Aneta Sieradzka z Kancelarii Prawnej Sieradzka Partners, jest to sytuacja, w której władza naraża obywateli na zakażenie się, co może prowadzić do utraty zdrowia lub życia.

- Dlatego też każdy, kto wykaże, że zakaził się w lokalu wyborczym, ponadto wskaże na zaniedbania w lokalu polegające np. na braku środków ochrony, środków dezynfekcyjnych czy nie dbanie o zachowanie należytej odległości i dopuszczalnej ilości osób przebywających w lokalu, może wystąpić o odszkodowanie na gruncie art. 77 ust. 1 Konstytucji z którego wynika, że odszkodowanie przysługuje za każde niezgodne z prawem działanie władzy publicznej – mówi.

Wskazuje też na art. 417 Kodeksu cywilnego, który precyzuje, że za szkodę wyrządzoną przez zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej ponosi odpowiedzialność Skarb Państwa. - Obywatele dostrzegając w lokalu wyborczym nieprawidłowości w zakresie braku środków ochrony, mogą także zawiadomić sanepid, co stanowi ryzyko nakładania kar na samorządy, odpowiedzialne za organizację wyborów – dodaje Aneta Sieradzka.  

Trudno dowieść, że zakażenie wystąpiło właśnie w lokalu

Mec. Zofia Gajewska zauważa jednak, że teoretycznie istnieje możliwość domagania się na drodze sądowej naprawienia szkody wyrządzonej takim zawinionym działaniem jednostki samorządu terytorialnego, ale najtrudniejszym może okazać się dowodowe wykazanie faktu, iż do zarażenia, a skutkiem tego następnie choroby lub śmierci wyborcy doszło właśnie w lokalu wyborczym.

Jej zdaniem pozwana jednostka samorządu broniąca się przed takim powództwem będzie podnosić, iż do zakażenia nie doszło w lokalu wyborczym, a np. w tramwaju, którym wyborca podróżował do lokalu. - Dowodowe wykluczenie tej okoliczności, na podstawie dzisiejszej wiedzy o koronawirusie będzie bardzo trudne. Taki wyborca musiałby wykazać przed sądem, że przez 14 dni przed wyborami nie miał z nikim kontaktu i nigdzie nie wychodził, więc zarazić mógł się wyłącznie w lokalu wyborczym - podkreśla.

Czytaj też: Kłamstwo co do stanu zdrowia mocno ryzykowne>>

Samorządowcy czują odpowiedzialność

Prezydent Sopotu Jacek Karnowski podkreśla, że samorządy są odpowiedzialne za organizację lokali wyborczych, a więc także za zdrowie wyborców, którzy przyjdą głosować oraz za członków komisji wyborczych. – Ludzie zarażają się chorobą, która zbiera śmiertelne żniwo, chcemy wiec wiedzieć, jak ta procedura ma wyglądać – mówił podczas konferencji prasowej zorganizowanej przez Unię Metropolii Polskich. Jak dodał, taka informacja powinna także trafić do obywateli. Jak mówił, już wiadomo, że konieczne były zmiany w lokalach wyborczych, żeby dostosować je do wymogów sanitarnych określonych w rozporządzeniu.

Prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz również podkreśliła, że samorządy muszą mieć na względzie bezpieczeństwo mieszkańców i członków obwodowych komisji wyborczych. Zdaniem prezydenta Szczecina Piotra Krzystka wybory są dla samorządów dużym wyzwaniem organizacyjnym, ale sobie poradzą. - Te wybory będą inne, praca w komisji będzie wymagała większej elastyczności, jest też ogromna odpowiedzialność właścicieli lokali, np. konieczność dezynfekcji powierzchni – mówił.

Zobacz też: Stan nadzwyczajny w części Polski blokowałby wybory w całym kraju>>

Dr Aneta Sieradzka dodaje też, że formalnie stan nadzwyczajny nie obowiązuje, bo nie został wprowadzony, natomiast w rzeczywistości istnieje od kilku miesięcy, na co wskazują wprowadzone liczne niekonstytucyjne zakazy czy zalecenia. - Nie wiadomo, jak długo ten stan jeszcze potrwa, co można traktować jako zaniechanie władzy - uważa.

- Po tegorocznych wyborach prezydenckich możemy się spodziewać wielu pozwów przeciwko Skarbowi Państwa - mówi. Jak dodaje, przykładem mogą być praktyki Europejczyków, gdzie pozwany został samorząd w Tyrolu czy pozew zbiorowy przeciwko premierowi Hiszpanii i 22 ministrom w jego rządzie.