- Ośrodek jest przepełniony. Jest bardzo źle. Mamy 91 pacjentów na 60 miejsc, o całej sytuacji na bieżąco informowane jest Ministerstwo Zdrowia. W tym momencie nie mamy możliwości przyjmowania kolejnych osób - wskazuje dyrektor.

Gostynin działa na podstawie ustawy z 22 listopada 2013 r. o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi, stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób wymaga zmian i to pilnych. Założenia były takie, że będą do niego kierowane najniebezpieczniejsze osoby, początkowo mowa była o kilkunastu, choć limit ustalono na 60. Przypomnijmy decyzję o umieszczeniu w ośrodku podejmuje sąd na wniosek dyrektora zakładu karnego i po zasięgnięciu opinii psychiatrycznych i psychologicznych i - co budzi wątpliwości obrońców praw człowieka - na podstawie procedury cywilnej. Co istotne specjaliści mogą jedynie stwierdzić, że zaburzenie jest i, że może w związku z tym występować zagrożenie. Z kolei sądy wolą "dmuchać na zimne". 

Kolejną kwestią jest to, że do KOZZD-u kierowane były również osoby przed uprawomocnieniem się decyzji o umieszczeniu w ośrodku. W uchwale ze stycznia 2019 r. Sąd Najwyższy uznał taką sytuację za niedopuszczalną, mimo to sądy dalej z tego korzystają.  Nieprzyjęta osoba została skierowana do Gostynina właśnie w tym trybie - zabezpieczenia cywilnego. Co więcej w ostatnich dniach zapadła kolejna taka decyzja o skierowaniu do KOZZD i dyrektor też zapowiedział, że tej osoby nie przyjmie. 

Czytaj: Gostynin pęka w szwach - jest kolejny protest i nerwowe oczekiwanie na zmiany w prawie>>

 

RPO przygląda się sprawie

Ewa Dawidziuk, dyrektor Zespołu do spraw Wykonywania Kar w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, mówi że RPO monitoruje obecnie tę sytuację.

- Wiemy, że pacjent, który nie został przyjęty był skierowany w trybie zabezpieczenia cywilnego - czyli to nie było prawomocne postanowienie o uznanie go za osobę stwarzającą zagrożenie i umieszczenie w KOZZD, tylko tymczasowe umieszczenia go do czasu rozstrzygnięcia sprawy. Służba Więzienna z Okręgowego Inspektoratu w Szczecinie już interweniowała w tej sprawie. Biuro RPO zwrócił się do SW o szczegółowe informacje w tej sprawie i aktualnie oczekujemy na nie. Wiemy też o kolejnej osobie która kończy odbywać karę w najbliższych dniach i sąd w Gdańsku już sygnalizował, że może zostać skierowana do KOZZD. Dyrektor zapowiada, że jej nie przyjmie - wskazuje. 

Jak zaznacza pozostaje kwestia czy dyrektor ma prawo odmawiać przyjmowania kolejnych osób. - Wiemy, że nie ma do tego warunków bytowych, ale też nie pozwalają mu na taką decyzję przepisy. Będziemy monitorować tę sytuację i oczekiwać na reakcję Ministerstwa Sprawiedliwości - dodaje.

W Gostyninie protest, Senat czeka na propozycje zmian

O tym, że w KOZZD jest źle świadczy fakt, że na przełomie stycznia i lutego ponad 30 spośród przebywających tam byłych skazanych rozpoczęło ponownie protest - głodówki. Pierwszy prowadzony był w czerwcu ubiegłego roku i szefostwo placówki poszło na pewne ustępstwa - choćby wydłużono spacery, umożliwiono korzystanie z laptopów, z telefonów komórkowych z dostępem do internetu, wprowadzono comiesięczne spotkania z kierownictwem. Obecny zakończył się 9 lutego. Protestujący wywalczyli m.in. igły z nicią, prawo do korzystania z deski do prasowania i kodeksu postępowania cywilnego z komentarze.  

W sprawie trudnej sytuacji w KOZZD odbyło się 19 stycznia posiedzenie dwóch senackich komisji - zdrowia oraz praw człowieka, praworządności i petycji. Główna konkluzja była taka, że ustawa z 22 listopada 2013 r. o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi, stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób wymaga zmian i to pilnych. Druga, że ministerstwa, które teoretycznie powinny przygotować projekt, nadal przerzucają się odpowiedzialnością. 

 


Senatorowie dali przedstawicielom resortów trzy tygodnie na przedstawienie projektu noweli, ale zabezpieczyli się też na wypadek gdyby tak się nie stało. Wówczas inicjatywę legislacyjną ma wziąć na siebie Senat. Tymczasem Ministerstwo Zdrowia 4 lutego zapewniało, że są podejmowane działania, dotyczące rozpoczęcia budowy nowej siedziby. 

- Warunki w jakich przebywają pacjenci należy określić jako kompletnie niehumanitarne i naruszające prawo do poszanowania prywatności i intymności, naruszające po prostu Europejską Konwencję Praw Człowieka i wszelkie standardy odnoszące się do osób pozbawionych wolności. To, że są kolorowe ściany z obrazkami od podłogi do sufitu i że nie ma pleśni, to naprawdę nie ma znaczenia. Bo są także ośmioosobowe sale, duża zatłoczenie, piętrowe łóżka, praktycznie zerowe szanse na skuteczną terapię, ograniczone możliwości kontaktu z bliskimi itp. Warunki są tak złe, że pacjenci KOZZD-u mówią wprost, że woleliby wrócić do zakładu karnego - mówi Dawidziuk. 

Czytaj: 
Sprawa pacjentki z Gostynina jak "puszka Pandory" - resort zdrowia szuka rozwiązania>>

Kolejne osoby w kolejce do Gostynina>>
Gostynin jak tykająca bomba, kolejni pacjenci doprowadzą do zapłonu>>

Ustawa bublem - potrzebna pilna zmiana

Konieczność zmian - i to od lat - widzi również prof. Janusz Heitzman, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Nie ma wątpliwości, że to co obecnie ma miejsce, może wkrótce wymknąć się spod kontroli. - Musimy mieć świadomość tego, że napięcia w ośrodku mogą prowadzić do reakcji niekontrolowanych, nawet buntu, zachowań skrajnych, agresywnych, bo są to ludzie, którym w pewnym momencie przestaje zależeć na czymkolwiek, gotowi są na wszystko. Prawomocnie orzeczoną karę odbyli jako zdrowi, teraz są stłoczeni, na piętrowych łóżkach w ciasnych pokojach i nie mają jasno określonych szans na wyjście więc nie mają nic do stracenia - mówi.

Profesor przypomina, że decyzje o skierowaniu do ośrodka, podejmuje sąd na wniosek dyrektora zakładu karnego i po zasięgnięciu opinii psychiatrycznych oraz psychologicznych. Problem w tym, że specjalista może jedynie stwierdzić, że zaburzenie jest i, że może w związku z tym występować zagrożenie. - Podstawowym błędem ustawy jest to, że są wtłaczani w system izolacyjny, tylko na podstawie stwierdzenia prawdopodobieństwa stwarzania zagrożenia w przyszłości, a prawdopodobieństwo istnieje zawsze. Jeżeli myślimy, że jest raz większe raz mniejsze, to to jest wróżenie z fusów - wskazuje prof. Heitzman. 

W jego ocenie powinna działać wielodyscyplinarna komisja przy ministrze sprawiedliwości, która by oceniała i następnie weryfikowała, czy dana osoba powinna trafić i czy powinna pozostać w takim ośrodku. A decyzja o skierowaniu do placówki powinna być na określony czas - do ponownej oceny komisji, ale w zakresie choćby postępów w resocjalizacji. 

 


- Najgorsza jest niepewność i brak motywacji do poprawy. W dojrzałym systemie prawnym nigdy nie „skazuje się” tych osób na pobyt w nieskończoność, tylko zawsze orzeczenie dalszej izolacji ma określony wymiar czasowy - np. cztery lata i po tym okresie komisja ocenia postępy w resocjalizacji, a nie w leczeniu. Później, po zakończeniu izolacji, już na wolności takie osoby podlegają wieloletniemu monitoringowi postpenitencjarnemu, kontrolno-naprawczemu. Poprowadzą go odpowiednio przygotowani funkcjonariusze, nie pielęgniarki. Bo oni są zdrowi. Można wobec nich stosować metody pedagogiczne, resocjalizacyjne, naprawy moralnej i liczyć, że to przyniesie pozytywny efekt. Ale tabletka nie pomoże - dodaje.