Bezpłatny e-book Greenwashing po decyzjach Prezesa UOKiK – skutki praktyczne i dobre praktyki dla firm
Zmień język strony
Zmień język strony
Prawo.pl

Konsument powinien być pewny, ile zapłaci za koncert albo mecz

Chętni do udziału w unikalnych wydarzeniach kulturalnych albo sportowych nie powinni być ofiarami praktyki polegającej na dynamicznym ustalaniu cen. Organizacje konsumenckie walczą, aby nowe unijne regulacje nie pozwalały na podwyższanie cen biletów na niektóre imprezy masowe.

bilety koncert internet
Źródło: iStock

Trwa mundial na zachodniej półkuli – gdy futbolowa federacja (FIFA) ogłosiła wprowadzenie dynamicznego ustalania cen biletów na mecze, to tylko w teorii można było zdobyć bilety w cenie 60 dolarów. W miarę wzrostu zainteresowania wejściówkami, np. ceny nominalne biletów na finał w najdroższej kategorii wzrosły z 10990 USD do nawet 230 tysięcy dolarów, czyli ponad dwudziestokrotnie. Kibice, którzy chcieliby obejrzeć mecz na żywo, coraz częściej bezsilnie obserwują, jak cena tego samego biletu rośnie w czasie rzeczywistym, mimo że miejsce na widowni, data wydarzenia i zakres usługi pozostają bez zmian.

Organizacje reprezentujące kibiców alarmują, że wraz z kolejnymi etapami sprzedaży ceny rosły, a tegoroczny mundial może okazać się najdroższym w historii. W efekcie, dla wielu osób udział w finale z marzenia staje się wydatkiem poza zasięgiem – podkreśla Robert Warmbier, działacz organizacji Euroconsumers Polska.

Sport nie jest wyjątkiem, ceny unikalnych imprez kulturalnych też potrafią nagle wzrosnąć. Warmbier podaje przykład sprzedaży biletów na dwa hiszpańskie koncerty Bad Bunny'ego, gwiazdy muzyki latynoskiej. Cena podstawowego biletu wzrosła z 79,50 euro do 269,30 euro po doliczeniu dynamicznych podwyżek oraz dodatkowych opłat ujawnianych dopiero na końcowym etapie zakupu. Hiszpańska organizacja konsumencka OCU (należąca do Grupy Euroconsumers), złożyła w tej sprawie skargę do tamtejszego Ministerstwa ds. Konsumentów.

Warmbier podkreśla, że to nie fair, gdyż rynek wydarzeń sportowych i kulturalnych na żywo rządzi się innymi zasadami niż większość sektorów gospodarki. Konsument nie ma wyboru: najczęściej istnieje jeden organizator, jedno wydarzenie, jedna data i jedna platforma sprzedaży. W takiej sytuacji dynamiczne ustalanie cen nie zwiększa efektywności rynku, lecz prowadzi do maksymalizacji przychodów kosztem konsumentów.

Bruksela szykuje nową dyrektywę konsumencką

Komisja Europejska pracuje nad nowymi przepisami konsumenckimi dotyczącymi usług świadczonych drogą elektroniczną. To Digital Fairness Act (DFA). Ostateczną wersję projektu tego dokumentu mamy poznać do końca roku, ale niektóre organizacje konsumenckie mocno naciskają, aby nowe regulacje zabroniły tzw. dynamicznego ustalania cen na niektóre wydarzenia kulturalne i sportowe. Grupa Euroconsumers, wraz z organizacjami takimi jak "kibicowska" Football Supporters Europe i "muzyczna" Live DMA apeluje przy tej okazji o wprowadzenie zakazu stosowania dynamicznego ustalania cen podczas wydarzeń na żywo w ramach DFA.

Przedstawiciele konsumentów będących kibicami albo fanami muzyki nie sprzeciwiają się samemu mechanizmowi dynamicznego ustalania cen (dynamic pricing).

Dynamiczne ceny mogą działać tam, gdzie konsument ma wybór. Na konkurencyjnych rynkach może przynosić korzyści konsumentom - ograniczać marnowanie żywności, wspierać elastyczność energetyczną czy poprawiać dostępność niektórych usług. Dynamiczne ceny muszą być uczciwe, a to wymaga dostosowania obowiązujących przepisów. W ramach DFA postulujemy m.in. zakaz zmiany ceny po rozpoczęciu procesu zakupu (rozumianego jako dodanie produktu do koszyka) oraz obowiązek informowania o stosowaniu dynamicznych cen i możliwym zakresie ich zmian. Ponadto chcielibyśmy, aby był zagwarantowany jakiś okres, w którym wyświetlona cena pozostaje niezmienna podczas sesji zakupowej. Dobrze byłoby też przeprowadzić analizę wpływu dynamicznego ustalania cen na poszczególne sektory rynku – podkreśla Warmbier.

Sama przejrzystość, czyli ostrzeżenie konsumenta o stosowaniu dynamic pricing, nie eliminuje problemu, a wręcz go nasila, gdyż podsyca presję natychmiastowego zakupu. Badania dotyczące rynku biletów na mecze futbolowe w Wielkiej Brytanii pokazują, że ceny wydarzeń na żywo praktycznie nigdy nie spadają. Informacja o dynamicznym ustalaniu cen działa więc jak komunikat: „kup teraz albo później zapłacisz więcej”. W przypadku koncertów czy wydarzeń sportowych realnego wyboru w praktyce więc po prostu nie ma.

AI potrafi precyzyjnie spersonalizować ofertę

Na jeszcze jedno niebezpieczeństwo dla konsumentów zwraca uwagę dr Bert Klaassens, holenderski ekonomista, konsultant Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (ICU). W eseju opublikowanym przez oddział stowarzyszenia ELSA na belgijskim Uniwersytecie w Leiden, Klaasens zaznacza, że sztuczna inteligencja jest w stanie precyzyjnie personalizować oferty. Wiedząc dużo o potencjalnym kupującym, AI podsuwa mu ceny skrojone na jego osobistą kieszeń – w domyśle stara się wycisnąć z konsumenta jak najlepszą dla sprzedawcy cenę badając, ile konsument byłby skłonny zapłacić za dany produkt bądź usługę.

Dziś to nie człowiek czyta nasze wiadomości, lecz model językowy dużej skali (LLM), który przetwarza je masowo, zestawia z historią naszych zachowań i wyciąga wnioski dotyczące naszych preferencji finansowych, których nigdy świadomie nie ujawniliśmy. Kosztem uczestnictwa nie jest już wyłącznie prywatność. Jest nim wiedza ekonomiczna, którą algorytm potrafi wydobyć z naszych danych i wykorzystać przeciwko nam w momencie zakupu – podkreśla dr Klaassens.

Ekspert wyjaśnia, że dzięki modelom LLM oraz ogromnym zbiorom danych behawioralnych firmy zmierzają obecnie w kierunku tzw. dyskryminacji cenowej pierwszego stopnia, czyli pobierania od każdego klienta dokładnie takiej kwoty, jaką jest on gotów zapłacić.

Sztuczna inteligencja dokonuje tego na podstawie czterech sygnałów:

  • pilność potrzeby – jeśli AI odczyta rozmowę dotyczącą nagłego rodzinnego wyjazdu za granicę na imprezę sportową, cena biletu na mecz może wzrosnąć,
  • historia zakupów – czy zwykle kupujemy wersje premium produktów lub aplikacji,
  • urządzenie – czy przeglądamy internet za pomocą iPhone’a za 1500 euro czy budżetowego telefonu z Androidem albo zużytego, wieloletniego laptopa,
  • podatność na impulsywne decyzje – momenty, kiedy jesteśmy bardziej skłonni do nieprzemyślanych zakupów, np. późno w nocy lub pod wpływem silnych emocji, alkoholu itp.

Nie sama dyskryminacja cenowa jest nielegalna, lecz wykorzystywanie słabości konsumenta już tak. Art. 5  i 9 dyrektywy 2005/29/WE o nieuczciwych praktykach handlowych uznają za agresywną praktykę handlową sytuację, gdy przedsiębiorca wykorzystuje jakiekolwiek szczególne nieszczęście lub okoliczność o takiej wadze, że ogranicza zdolność osądu konsumenta, aby skłonić go do transakcji, której w innym przypadku by nie dokonał – opisuje Klaasens.

Dlatego w planowanej przez Brukselę nowe dyrektywie DFA mają też być zapisy o niesprawiedliwej personalizacji i profilowaniu. Obejmą one – w założeniu - spersonalizowane reklamy i wyniki wyszukiwania, skierowane do osób na podstawie profilowania ich zachowań, preferencji i cech oraz dynamicznego ustalania cen. Część ograniczeń co do profilowania zawierają już przepisy RODO, ale DFA miałby określić nieprzekraczalne granice prawa konsumenckiego w tym zakresie.

Nieuczciwy drip pricing

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) w swoim poradniku dotyczącym koncertów wspomina także o innej kontrowersyjnej praktyce sprzedażowej, czyli tzw. drip pricingu.

Chcesz zapłacić za bilet, a cena nagle rośnie przez nieujawnione wcześniej, obowiązkowe opłaty? To może być drip pricing – nieuczciwa praktyka – ostrzega UOKiK, który w przeszłości takie zastrzeżenia wysuwał m.in. wobec znanego portalu oferującego eventy - eBilet.

Drip pricing to praktyka polegająca na ujawnianiu konsumentowi tylko części ceny produktu lub usługi na początku procesu zakupowego. Pozostałe, obowiązkowe opłaty i dopłaty są doliczane stopniowo (np. na kolejnych stronach koszyka), przez co ostateczny koszt okazuje się znacznie wyższy od ceny wyjściowej. W poradniku UOKiK przypomina, że konsument ma prawo znać całkowity koszt biletu już na etapie przeglądania oferty. Na łączną cenę mogą składać się: podstawowa cena biletu, opłata serwisowa, koszt dostawy, a także dodatkowe produkty lub usługi (np. etui, ubezpieczenie biletu, dopłata za możliwość zwrotu lub zmiany danych, koszt SMS z przypomnieniem).

UOKiK przypomina też, że przy zakupie biletów na wydarzenie z określonym terminem nie przysługuje prawo do odstąpienia od zawieranej online umowy w terminie 14 dni bez podania przyczyny. Tak wynika z art. 38 ust. 1 pkt 12 ustawy z 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta (Dz. U. z 2024 r. poz. 1796). Zgodnie z tym przepisem, prawo odstąpienia od umowy zawartej poza lokalem przedsiębiorstwa lub na odległość nie przysługuje konsumentowi w odniesieniu m.in. do umów o świadczenie usług związanych z wydarzeniami rozrywkowymi, sportowymi lub kulturalnymi, jeżeli w umowie oznaczono dzień lub okres świadczenia usługi. Zwrot jest możliwy tylko wtedy, gdy przewiduje go regulamin – i często za dodatkową opłatą.

Niekiedy obowiązuje też tzw. wirtualna kolejka.

Sprzedawca powinien przejrzyście informować o zasadach jej działania. Jeśli bilety się skończyły – powinien jasno to zakomunikować. Nie może wprowadzać w błąd co do liczby biletów ani ich dostępności. Nie powinien informować, że bilety są dostępne, jeśli to nieprawda, ani że się wyprzedały, gdy w rzeczywistości będzie można je jeszcze kupić – czytamy w poradniku UOKiK.

Rośnie też popularność przedsprzedaży biletów zarówno na wydarzenia sportowe, jak i kulturalne. Umożliwia dostęp do biletów przed oficjalnym startem sprzedaży ograniczonej grupie osób. Może być tylko dla członków fanklubu czy subskrybentów newslettera. Jest to praktyka jak najbardziej legalna, a organizatorzy starają się ją jak najbardziej precyzyjnie opisać w regulaminach tzw. sprzedaży zamkniętej. Dobrym przykładem jest np. klub Legia Warszawa, który od połowy czerwca do końca lipca (bądź wyczerpania puli biletów całosezonowych) prowadzi taką zamkniętą sprzedaż dla swoich karnetowiczów z poprzednich sezonów. Nie dość, że stali fani Wojskowych mogą przedłużyć karnet na kolejny sezon, to jeszcze mają możliwość rezerwacji swojego poprzedniego krzesełka.

UOKiK ostrzega też, że część przedsprzedaży bazuje na różnego rodzaju ograniczeniach, np. kodach, które są indywidualne i nie można ich przekazywać dalej – nie powinno się zwłaszcza korzystać z kodów z nieznanych źródeł, gdyż można stracić zarówno pieniądze i bilet.

Problematyczna sprzedaż z drugiej ręki

Część kibiców sportowych albo fanów muzyki rozważa też kupno biletów z drugiej ręki. Warto jednak sprawdzić regulamin tej konkretnej imprezy masowej, czy w ogóle możliwe jest odsprzedanie biletu dalej, czy może jest on silnie powiązanych z danymi osobowymi (jest biletem imiennym). Ponadto w Polsce odsprzedaż biletu po wyższej cenie od tej zapłaconej za jego zakupu jest – przynajmniej w teorii - traktowana jako wykroczenie, choć nie dotyczy to wszystkich przypadków. Artykuł 133 par. kodeksu wykroczeń dotyczy imprez artystycznych (koncerty, festiwale, spektakle teatralne), rozrywkowych (kabarety, pokazy, cyrki) bądź sportowych (mecze, gale MMA, turnieje). W ostatnich latach nie było jednak żadnego głośnego przypadku sądowego ukarania „koników”.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.

 

Polecamy książki biznesowe