Prawo do zgromadzeń jest chronione przez Konstytucję, ale w pandemii jest zakaz. Zabroniony został Marsz Niepodległości. Nie da rady, żeby został uznany za spontaniczny – za wiele się już o nim pisze i mówi.

Dualizm prawny nie ułatwia

Dr hab. Anna Rakowska-Trela, profesor Uniwersytetu Łódzkiego, konstytucjonalista, adwokat, ocenia, że jest dualizm prawny – z jednej strony rozporządzenia Rady Ministrów, które wprowadzają ograniczenia, z drugiej strony – Konstytucja i standardy europejskie, szczególnie Europejska Konwencja Praw Człowieka. - Patrząc przez pryzmat rozporządzeń, zakaz organizowania zgromadzeń dotyczy wszystkich zgromadzeń spontanicznych i zgromadzeń rejestrowanych powyżej 5 osób – mówi.

Czytaj w LEX: Wolność zgromadzeń w czasie epidemii >

Jak jednak zaznacza, prawo do zgromadzeń jest chronione przez Konstytucję. (Dotyczy to tylko tzw. zgromadzeń pokojowych, co jest badane przez organ rejestrujący, np. władze miasta, przy przyjmowaniu zgłoszenia o organizacji zgromadzenia, przed jego rejestracją. Jeśli nie ma dowodów, że nie będzie ono pokojowe, organ musi zgłoszenie przyjąć. Jeśli zgromadzenie okazuje się niepokojowe, powinno być rozwiązane nawet w trakcie jego trwania.)

Jak podkreśla prof. Andrzej Wróbel, sędzia Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, z Konstytucji wynika, że ograniczenie prawa do zgromadzeń może wprowadzić ustawa i to tylko wtedy, gdy ograniczenia te są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą też naruszać istoty wolności i praw.

Zdaniem sędziego w odniesieniu do zgromadzeń, gdy nie ogłoszono stanu nadzwyczajnego, ograniczenia nie mogą godzić w istotę prawa - "a przecież nic bardziej nie godzi w wolność zgromadzeń jak zakaz zgromadzeń". Jak wyjaśnia, ustawowa podstawa rozporządzenia COVID-owego, artykuł 46. ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi mówi, że w drodze rozporządzenia można wprowadzić między innymi  zakaz organizowania zgromadzeń. - Moim zdaniem to upoważnienie ustawowe nie spełnia wymagań przewidzianych dla upoważnień ustawowych - podkreśla prof. Andrzej Wróbel.

 

Wojciech Brzozowski, Adam Krzywoń, Marcin Wiącek

Sprawdź  
POLECAMY

Czynny udział w nielegalnym zbiegowisku

Według eksperta ds. bezpieczeństwa, dr. Mateusza Dróżdża z Uczelni Łazarskiego, zgodnie z rozporządzeniem covidowym Marsz Niepodległości jest zakazany. Jak mówi, jego organizatorzy mogliby powoływać się na niekonstytucyjność rozporządzenia covidowego, ale i tak przeprowadzenie marszu zostało już zakazane przez sąd. - Gdyby natomiast próbowali zorganizować marsz jako zgromadzenie spontaniczne, taka interpretacja byłaby bardzo trudna do udowodnienia i policja miałaby prawo do zatrzymywania uczestników - dodaje.

Czytaj w LEX: Decyzja o zakazie zgromadzenia – podstawa prawna; przesłanki wydania >

Jak wyjaśnia, tzw. nielegalne zbiegowisko ma miejsce wtedy, gdy np. kibice wybiegają po meczu w celu bójki czy przed meczem próbują zaatakować policję, a do czynnego udziału w zbiegowisku wystarczy sama w nim obecność. – Czynny udział w zbiegowisku jako występek przeciwko porządkowi publicznemu jest dość kontrowersyjny, bo trudny do udowodnienia, a dość często ma miejsce przy imprezach masowych – zaznacza.

Jest w mediach społecznościowych – nie ma spontaniczności

Eksperci są zgodni, że jeżeli informacje o zgromadzeniu wymieniane są w mediach społecznościowych, to zgromadzenie traktuje się jako, co do zasady, zorganizowane.

Robert Suwaj, adwokat w kancelarii Suwaj, Zachariasz Legal, nie widzi możliwości, aby uznać zgromadzenie w dniu 11 listopada za zaplanowane i ogłoszone wcześniej jako spontaniczne. Do tego musiałoby być przeprowadzone jako reakcja na jakąś decyzję lub wypowiedź. - Wtedy formuła nagłego zwołania przez social media jest prawidłowa i dopuszczalna, ale nie w sytuacji, w której organizatorzy mówią o tym publicznie od tygodni – podkreśla.

Jak wskazuje Mateusz Dróżdż, w swojej praktyce prawniczej spotkał się z przytaczaniem w postępowaniu dowodów z sms-ów - przed zgromadzeniem uznawanym przez organizatorów za spontaniczne, które zakończyło się czynną napaścią na funkcjonariuszy publicznych, jednym z zebranych przez sąd dowodów były smsy. - Na ich podstawie uznano, że przez wcześniejszą wymianę sms i planowanie przejścia, nie można uznać, że zgromadzenie jest spontaniczne, tym bardziej, jeżeli istniała możliwość zgłoszenia zgromadzenia w tzw. trybie normalnym – mówi. Jak dodaje, orzecznictwo w tej kwestii jest jednak niejednolite.

Zgodnie z Prawem o zgromadzeniach, organizator zgromadzenia zawiadamia organ gminy o zamiarze zorganizowania zgromadzenia w taki sposób, aby wiadomość dotarła do organu nie wcześniej niż na 30 dni i nie później niż na 6 dni przed planowaną datą zgromadzenia. – Często było tak, że kiedy zgromadzenia nie były zgłaszane, bo planowane były na dzień przed wyjściem na ulice, to nawet kiedy podawana była trasa przejścia, sądy uznawały, że zgromadzenie było spontaniczne, zgodnie z ustawą Prawo o zgromadzeniach – tłumaczy. 

Istota praw jest istotna

Istotą konstytucyjnej wolności zgromadzeń, chronionej też na podstawie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, jest siła oddziaływania zgromadzenia na władzę, manifestowanie wspólnych poglądów przez uczestników. Zakaz wynikający z rozporządzenia narusza więc istotę zgromadzenia, a traci ono wtedy swoją funkcję. A zgodnie z Konstytucją nie można ograniczać praw tak, żeby traciły one swoją istotę. – Tutaj ta istota według mnie jest naruszona – podkreśla prof. Anna Rakowska-Trela. Jak dodaje, nie powinny takie zakazy być wprowadzane rozporządzeniem.

- Wątpliwości budzą też zastosowane środki, które powinny być bardziej proporcjonalne, np. dopuszczalny udział większej liczby osób, ale z większym rygorem – zaznacza Anna Rakowska-Trela. Jej zdaniem być może wtedy demonstrujący bardziej by się stosowali do zasad sanitarnych, bo „zakazy uważane za przekraczające granice rozsądku przestaje się stosować”.

Casus Warszawy i Marszu Niepodległości

Prezydent Warszawy nie przyjął zawiadomienia o marszu Niepodległości. Jak podkreślił, w przypadku, gdy wydarzenie jest zgłoszone, miasto ma do tego prawo, tym bardziej po otrzymaniu negatywnej opinii Sanepidu. Jak dodał, w sytuacji wydarzeń spontanicznych rozwiązać je może Policja, nie urząd.

Według prof. Rakowskiej-Treli prezydent miasta działał w tym zakresie jako organ administracji, nie powinien więc oceniać zgodności aktów prawnych z Konstytucją. Uznał więc, że marsz jest zakazany. Sąd Okręgowy w Warszawie oraz sąd apelacyjny podtrzymały decyzję o zakazie. Urząd miasta podkreśla, że ze względu na wysokie zagrożenie epidemiczne na terenie całego kraju oraz dynamiczny wzrost zakażeń SARS-CoV-2 na terenie Warszawy, należy zakazać zgromadzeń powyżej 5 uczestników.

Zgromadzenia bardziej lub mniej spontaniczne

Jednocześnie władze stolicy uznają, że Marsz Kobiet, czyli demonstracje odbywające się w mieście od 30 października, był zgromadzeniami spontanicznymi - prezydent m.st. Warszawy nie mógł go zakazać, bo takie zgromadzenia nie są wcześniej rejestrowane i nie są zgłaszane żadnym organom publicznym.

Zdaniem prof. Rakowskiej-Treli sytuacja w przypadku zgromadzeń spontanicznych jest analogiczna – rozporządzenie ich zabrania, ale zgodnie ze standardem konstytucyjnym i konwencyjnym takie zgromadzenia mogą się odbywać. - Odbywające się obecnie zgromadzenia są więc legalne – uważa.

Marsz chodzony czy „jechany”?

Marsz Niepodległości jest zarejestrowany jako zgromadzenie cykliczne, ale prawo ustanowione na czas pandemii zakazuje jednak organizacji zgromadzeń liczących więcej niż 5 osób. Decyzją Zarządu Stowarzyszenia "Marsz Niepodległości" w tym roku Marsz Niepodległości będzie zmotoryzowany – organizatorzy zapraszają do przyjazdu do Warszawy na rondo Romana Dmowskiego samochodami i motocyklami.

Zdaniem prof. Suwaja, przejazd samochodowy tym bardziej trudno powstrzymać i wykazać, że jest zorganizowany i polega na innym wykorzystaniu dróg publicznych. Według władz stolicy, na przejazd ulicami miasta należy uzyskać odpowiednie zezwolenie, inaczej przejazd będzie wykroczeniem drogowym.

Pojawiła się też teoria, że rozporządzenie covidowe specjalnie pozostawiło furtkę na zorganizowanie pochodu jako wydarzenia sportowego. Początkowo - jak wynikało z projektu udostępnionego na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia - miały zostać zakazane wszystkie formy współzawodnictwa sportowego polegające m.in. na chodzie sportowym. W ostatecznej wersji rozporządzenia ten zapis zniknął, zakazano biegów i jazdy na rowerze poza tymi organizowanymi przez związki sportowe. Teoretycznie więc możliwe - choć mało prawdopodobne - jest zorganizowanie marszu jako współzawodnictwa w chodzie sportowym.

W masce czy bez?

Zdaniem dr. Dróżdża, wyższe kary spotkają uczestników, którzy w czasie epidemii będą podczas zgromadzenia bez maseczek. – Wracamy tu jednak do pytania, czy można kogoś karać na podstawie rozporządzenia. Należy podkreślić, że zgodnie z rozporządzeniem zakazane jest każde zgromadzenie, oprócz tego, w którym bierze udział 5 osób, nawet to o charakterze spontanicznym, co może budzić zastrzeżenia zgodności takiego zakazu z konstytucją. Tak samo obowiązek noszenia maseczek jest w rozporządzeniu, a sankcja karna za brak maseczki jest w ustawie – przypomina. Jak przytacza, w sprawie związanej z tym, czy można karać kibica za niewykonanie obowiązku ustanowionego na podstawie aktu prawa wewnętrznego - regulaminu stadionu. - Trybunał Konstytucyjny uznał, że taka delegacja i ukaranie kogoś za niezastosowanie się do obowiązku wskazanego w akcie prawnym niższego rzędu niż ustawa, jest niezgodne z Konstytucją – zaznacza.