O tym, że sytuacja jest napięta świadczą m.in. zarządzenia prezesów sądów, którzy zwiększają na weekend obsadę do rozpatrywania ewentualnych wniosków o areszt. Sędziowie podkreślają, że takie działanie nie jest niczym szczególnym i nie oznacza masowych aresztowań, a jest pewną normą przy licznych demonstracjach - tak było choćby kilka lat temu, w czasie manifestacji antyglobalistów. W całym kraju szykują się też do pomocy protestującym prawnicy - zarówno adwokaci jak i radcy prawni.

Tymczasem Prokuratura Krajowa przesłała do szefów prokuratur rejonowych polecanie by prokuratorzy prowadzący lub nadzorujący postępowania przygotowawcze związane z trwającymi manifestacjami, bezzwłocznie przeprowadzali czynności i wydawali decyzje procesowe. Każde organizowanie i nawoływanie do udziału w protestach ma być badane pod kątem sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób. Wśród czynów, które mają być brane pod uwagę jest też czynny udział w zbiegowisku, którego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na osobę lub mienie.

Emocje chce wyciszyć prezydent Andrzej Duda. Przypomnijmy TK wyłączył przesłankę do usunięcia ciąży z powodu ciężkich wady lub nieuleczalnej choroby płodu. Prezydent skierował do Sejmu projekt, którym przewiduje wprowadzenie nowej przesłanki przywracającej możliwość przerwania ciąży jedynie w przypadku wystąpienia tzw. wad letalnych. Okaże się, czy inicjatywa prezydenta przyniesie jakiś skutek.

Czytaj: Wyrok TK szybko "wytnie" część legalnych aborcji i uruchomi karanie lekarzy​>> 
 

Polecenia są, z "nielegalnością" już gorzej

Przypomnijmy w tym ostatnim przypadku przypadku wymienianym z poleceniach dla prokuratorów chodzi o art. 254 Kodeksu karnego. Zgodnie z nim, kto bierze czynny udział w zbiegowisku wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na osobę lub mienie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. A jeżeli następstwem gwałtownego zamachu jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu, uczestnik takiego zbiegowiska podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Z kolei o sprowadzeniu zagrożenia mówi art. 165 Kodeksu karnego. W myśl tego przepisu za sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób albo dla mienia w wielkich rozmiarach z powodu zagrożenie epidemiologiczne lub szerzenie się choroby zakaźnej, grozi nawet do ośmiu lat więzienia. 

- Żeby rozpatrywać, czy w tym przypadku można zastosować art. 254 i art. 165 to trzeba przede wszystkim ocenić stan prawny. Nie ma stanu wyjątkowego i w żaden sposób nie została zniesiona gwarantowana w Konstytucji wolność zgromadzeń. Właściwie wszystkie ograniczenia dotyczące wolności osobistej ustanowione rozporządzeniami są nielegalne. Ludzie się im podporządkowują w imię zdrowego rozsądku. Ale nie można powiedzieć, że zgromadzenie jest nielegalne. Oczywiście, że jest to legalne. A więc odpadają obie przyczyny - skoro coś jest legalne, nie ma stanu wyjątkowego to nie można tego zakazać. I nie wyobrażam sobie żeby przypisać intencjonalnie - a to musi być co najmniej w zamiarze ewentualnym, że ktoś się godzi na to żeby innych zarażać. Ludzie nie idą tam z zamiarem narażania innych na zachorowania, tylko po to żeby protestować - mówi Prawo.pl sędzia Piotr Gąciarek z Sądu Okręgowego w Warszawie.

Czytaj: Przerwanie ciąży przed i w trakcie publikacji wyroku TK legalne - ważna godzina>>
 

Wskazuje na to również Mirosław Wróblewski, dyrektor Zespołu Prawa Konstytucyjnego, Międzynarodowego i Europejskiego w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. - Ograniczenia praw i wolności, w tym wolności zgromadzeń mogą być wprowadzone wyłącznie ustawą, nie rozporządzeniem, dzisiaj te ograniczenia dotyczące wolności zgromadzeń są wprowadzone rozporządzeniem. Nie jest to akt prawny, który na to pozwala - mówi. 

Piotr Kubaszewski, prawnik, koordynator Programu Interwencji Prawnej Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka podkreśla, że nie można również mówić, że zgromadzenia, które już się odbyły, były z założenia nielegalne. - Wolność zgromadzeń jest gwarantowana w Konstytucji, a jej ograniczenia – tak jak ograniczenia wszystkich konstytucyjnych wolności i praw – mogą być ustanowione wyłącznie w ustawie. Tymczasem świeżo uchwalona przez parlament „ustawa covidowa” nie porusza w ogóle tego tematu. Wygląda więc, że władza nie widzi potrzeby uregulowania ewentualnego ograniczenia wolności zgromadzeń w ustawie, tak jak uczyniła to właśnie chociażby z obowiązkiem zakrywania ust i nosa – dodaje.  

 


"Rzekome" naruszenie, do zarzutów nie wystarczy

I tu Wróblewski widzi problem z przypisywanie odpowiedzialności karnej. - W sytuacji, w której wprowadzone ograniczenia są niekonstytucyjne, moim zdaniem - nie ma to większych szans na drodze sądowej. Nie powinno się też stawiać zarzutów w sytuacji kiedy mowa jest o rzekomym naruszeniu zakazów, które są same w sobie nielegalne. I to dotyczy zarówno zgromadzeń rejestrowanych, zgłaszanych wcześniej jak i spontanicznych - mówi.

Co więcej - według niego - nawet jeżeli ograniczenia byłyby wprowadzone ustawą, to nie mogą naruszać istoty wolności. - Ograniczenie dzisiaj do pięciu osób takich zgromadzeń, wkracza w ich istotę. To nie jest już zgromadzenie, to jest spotkanie kilku osób. Nawet w przypadku pandemii - jest to niezasadne - bo takich ograniczeń nie ma w handlu, podczas mszy świętych i to w pomieszczeniach zamkniętych gdzie rozprzestrzenianie się wirusa jest większe niż na otwartej przestrzeni - wskazuje.

- Władza chce pokazać, że państwo jest silne i działa stanowczo. Pokaz tej siły stanowić mają działania policji i prokuratury podejmowane wobec protestujących, czego wyrazem są wytyczne Prokuratora Krajowego - podsumowuje Kubaszewski.

Także Mikołaj Pietrzak, dziekan ORA w Warszawie podkreśla, że nie istnieje żaden przepis prawa, który skutecznie zabraniałby przemieszczania się i uczestniczenia w normalnym życiu politycznym osobom nie przejawiającym objawów zakażenia, które nie przebywają na kwarantannie i nie wykryto u nich odpowiednim testem obecności SARS-Cov-2. 

- Próba pozaustawowego ograniczania praw i wolności tych osób będzie sprzeczna z Konstytucją oraz Europejską Konwencją Praw Człowieka - dodaje.

 


 

Organizator naraża na COVID-19, czy nie? 

Tu też prawnicy mają duże wątpliwości. - To po pierwsze musi być bezpośrednie zagrożenie, a trudno komuś przypisać, że mając świadomość, że ma koronowirusa chodził na taki protest. Ja, nie widzę zamiaru umyślnego w takim przypadku. Będzie można się powoływać na brak możliwości przypisania winy, nawet na brak szkodliwości społecznej, a nawet na stan wyższej konieczności bo są zagrożone elementarne wolności obywatelskiej. Różne są możliwości podnoszenia argumentów w obronie. przed arbitralnie stawianymi zarzutami, ale nie wyobrażam sobie żeby niezależny sędzia kogoś skazał na tej podstawie - mówi sędzia Gąciarek. 

Chyba że jak dodaje, ktoś będzie miał np. pozytywny test na koronawirusa i zdecyduje się pójść na manifestacja. Wtedy podstawa jest. 

Podobnie sprawę oceniają inni sędziowie. - Czy w momencie, kiedy zezwalamy na udział w mszy świętej, czy zakup w sklepie, nie stwarzamy większego zagrożenia epidemiologicznego niż na świeżym powietrzu, gdzie ludzie powinni być w maseczkach? To, że nie wszyscy są, to inna kwestia. Pytanie jednak na ile organizator może brać odpowiedzialność za zachowanie indywidualnego uczestnika. To w mojej ocenie jest ryzykowane - dodaje jeden z sędziów z Pomorza.

Protest zwołany na Facebooku, też może być spontaniczny

Dziekan Pietrzak dodaje, że niezależnie od niemożności ustanowienia zakazu zgromadzeń w rozporządzeniu, istnieją poważne wątpliwości co do obejmowania takim zakazem również zgromadzeń spontanicznych. 

- Przepis rozporządzenia mówi o zakazie organizacji zgromadzeń zdefiniowanych w ustawie; nie zaś - zgromadzeń spontanicznych. Zgromadzenie spontaniczne to zgrupowanie osób zwołane lub samorzutnie zorganizowane które odbywa się w związku z zaistniałym nagłym i niemożliwym do wcześniejszego przewidzenia wydarzeniem związanym ze sferą publiczną, którego odbycie w innym terminie byłoby niecelowe lub mało istotne z punktu widzenia debaty publicznej - przypomina. 

I dodaje, że fakt umawiania się na takie spotkania w mediach społecznościowych nie wyklucza spontaniczności zgromadzenia. - Autorzy komentarzy do przepisów wprost wskazują, że zgromadzeniem spontanicznym będzie zgromadzenie zwołane w terminie krótszym niż przewidziany przez ustawę minimalny okres na notyfikację zgromadzenia, a zatem sześć lub dwa dni przed datą odbycia się takiego wydarzenia (w zależności od tego, czy planowane zgromadzenie może powodować utrudnienia w ruchu drogowym). Niewątpliwie z takimi zgromadzeniami mamy obecnie do czynienia - dodaje.