Internet w założeniu jego twórców miał uczynić świat lepszym, mądrym i wspólnym. W pewnej części taki jest. Dlatego korporacje tworzące narzędzia internetowe cieszyły się od początku wielką swobodą. Na początku XXI wieku zwolniono je z odpowiedzialności za to, co dzieje się w sieci.  Pojawiły się zatem zjawiska szkodliwe takie jak; hejt, fake news, dezinformacja, kradzież danych, kradzież tożsamości, wojna informacyjna, ciasteczka. Wzrosła potrzeba regulacji, a nawet eliminacji tych zjawisk.

 

 

Podobnie jak i powstała konieczność wyrównania nierówności stron w sieci oraz godziwego wynagradzania - o tym właśnie dyskutowali uczestnicy konferencji "sPrawni w Internecie - jak budować internet fair play", zorganizowanej przez Stowarzyszenie Kreatywna Polska. Okazją do tego spotkania w Służewieckim Domu Kultury, 25 kwietnia br. był Światowy Dzień Własności Intelektualnej.

Internet jest globalny i wymaga globalnych regulacji prawnych - taką tezę postawił moderator Cezary Szymanek. - Nasze regulacje są spóźnione. Pozostajemy w tyle za większością krajów europejskich. A polski internet nie sprzyja rozwojowi twórczości - podkreślał.

Czytaj: Prof. Markiewicz: Jest dyrektywa, brakuje nowelizacji ustawy autorskiej, potrzebne prounijne orzecznictwo>>

PROCEDURA w LEX: Wszczęcie postępowania w sprawach własności intelektualnej >

Jakie prawa są łamane w sieci?

Dyskutanci zostali postawieni przed pytaniem, co jest dla nich najważniejsze w sieci: prawo własności, dostęp do kultury, czy wolność słowa?

Ludmiła Mitręga, Prezes Stowarzyszenia Fotoreporterów, Lanberry - piosenkarka i kompozytorka oraz Jan Młotkowski, wiceprezes SDK stwierdzili, że w zasadzie prawo własności jest nadrzędne i najczęściej łamane w sieci. Choć przyznali, że te wartości są nieporównywalne.

- Właściciele wielkich platform internetowych narzucili język dyskusji i cześć użytkowników wychowanych na nowych technologiach dała się im przekonać, że wynagrodzenia dla twórców, regulacja prawna pewnych wartości łączy się z wprowadzeniem cenzury - mówił Jan Młotkowski.

Podał przykład; wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni, że gdy przychodzimy do kina pokazujemy bilet przy wejściu i nikomu nie uwłacza, że jest kontrolowany. Inaczej w internecie - kontrola treści w siedzi wzbudza gorące protesty użytkowników.

Kompozytorka Lanberry stwierdziła, że taka postawa użytkowników sieci wynika z braku edukacji w szkole. - Mamy chaos w budowaniu sprawnego prawnego systemu, co prowadzi do tego, że i prawo własności jest naruszane i cenzura wchodzi - uważa Ludmiła Mitręga i dodaje, że najskuteczniejsza cenzurą jest cenzura ekonomiczna. - Gdy nie zapewniamy siły mediom, praw dziennikarzom, nie trzeba wprowadzać cenzury oficjalnej - dodaje.

Czytaj też: Siecioholizm i fonoholizm - uzależnienie od Internetu i od komórki jako znak czasów >

Największy opór

Dyskutanci przyznali, że największym hamulcowym zmian systemowych w internecie są takie platformy jak youtube, google i nawet nasze Ministerstwo Kultury. Te największe platformy cyfrowe blokują unijną dyrektywę autorską nr 2019/790, bo musiałby się zyskami podzielić z autorami - przyznali dyskutanci. - Bez jasnych reguł i implementacji dyrektywy autorskiej twórcy muzyki, filmu i innych sztuk nie mają szans na ochronę i uczciwe wynagrodzenie - podkreślił Jan Młotkowski.

Obecnie do artystów trafia 14 proc. wynagrodzenia ze sprzedaży ich utworów w sieci, a 80 proc. "pożerają" pośrednicy, tacy jak media streamingowe, cyfrowi dystrybutorzy i inni.

Z kolei Ministerstwo Kultury opracowało ustawę o uprawnieniach artysty zawodowego. Ustawa ta miała cywilizować warunki pracy artystycznej oraz zapewniać najsłabiej zarabiającym twórcom minimum bezpieczeństwa socjalnego w postaci dostępu do ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych. Koszty rozwiązań nie obciążają podatników, ponieważ są finansowane z wpływów z tzw. opłaty reprograficznej i opłaty od czystych nośników (tzw. rekompensata na rzecz uczciwej kultury) uiszczanej przez producentów i importerów sprzętu elektronicznego.

- Ta ustawa ma wielką wadę: nie wprowadza nowej listy czystych nośników, od których pobiera się opłaty dla twórców, takich jak najczęściej używane smartfony czy tablety - wskazywał Maciej Zieliński, kompozytor, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Muzyków RP. - Wystarczyłby jeden podpis ministra kultury, bo tu nie trzeba ustawy, sprawę reguluje rozporządzenie. Ale lobby wielkich platform internetowych jest temu przeciwne.

Obecnie do czystych nośników, pozwalających na kopiowanie utworów do własnego użytku zalicza się od papieru i płyt CD, pendrive'y, odtwarzacze CD, DVD, kserokopiarki i skanery, a więc sprzęt, który już powoli wychodzi z obiegu. - Twórcy otrzymują rocznie z Funduszu Promocji Kultury od 30 zł do maksymalnie 20 tys. zł, co nie jest zbyt wiele - informuje Agnieszka Nowak-Komorowska, manager d.s. PLR i dofinansowań SAiW.

 

 

We wtorek 26 kwietnia Trybunał Sprawiedliwości UE ogłosi wyrok w sprawie dyrektywy autorskiej ze skargi Polski. Rząd polski zarzucił postanowieniom dyrektywy, że w celu uniknięcia odpowiedzialności platformy internetowe, zobowiązane do jej stosowania, będą musiały automatycznie weryfikować (filtrować) treści zamieszczane przez użytkowników pod kątem potencjalnych naruszeń prawa autorskiego. A to wraz z obowiązkiem wprowadzenia mechanizmów kontroli prewencyjnej, nie spełnia wymogu proporcjonalności i tym samym narusza prawo do wolności słowa.