Adam Niedzielski, minister zdrowia, jest w bardzo trudnej sytuacji. Takiej akcji protestacyjnej jeszcze nie było. O godz. 12 w sobotę blisko 30 tys. osób, wśród nich lekarze, pielęgniarki, położne, fizjoterapeuci, diagności laboratoryjni, ratownicy medyczni i pracownicy niemedyczni, np. rejestratorki, salowe spotkało się pod Ministerstwem Zdrowia, a następnie przeszli pod Pałac Prezydencki, Sejm i Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Tam lekarze zrzeszeni w Porozumieniu Rezydentów (frakcja Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy skupiająca lekarzy w trakcie specjalizacji) postanowili rozbić Białe Miasteczko 2.0 na wzór tego, które 14 lat temu zorganizowały pielęgniarki. - Będziemy siedzieć tutaj dotąd, aż zostaną spełnione wszystkie nasze postulaty - podkreślił w sobotę w Warszawie przewodniczący Porozumienia Rezydentów Wojciech Szaraniec na konferencji otwierającej "Białe Miasteczko 2.0" protestujących pracowników ochrony zdrowia. Postulatów jest osiem:

  1. Natychmiastowa zmiana ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia w ochronie zdrowia.   
  2. Wzrost wyceny świadczeń medycznych oraz ryczałtów o 30 proc. oraz tzw. dobokaretki, czyli pieniędzy na utrzymanie pracy karetki przez 24 godzin o 80 proc.
  3. Zatrudnienie dodatkowych pracowników obsługi administracyjnej i personelu pomocniczego (sekretarki medyczne).
  4. Zapewnienie zawodom medycznym statusu funkcjonariusza publicznego.
  5. Rezygnację z tworzenia nowych zawodów medycznych. 
  6. Stworzenie bezpiecznego dla nich systemu rejestrowania zdarzeń niepożądanych.
  7. Wprowadzenie urlopu zdrowotnego po 15 latach pracy zawodowej.
  8. Uchwalenie ustaw o medycynie laboratoryjnej, zawodzie ratownika medycznego i innych zawadach medycznych.

W miasteczku protestujący postawili trzy duże, białe namioty. W jednym z nich codziennie, o godz. 10 będzie się odbywać konferencja prasowa. Drugi namiot jest przeznaczony dla fundacji charytatywnych. - Czekamy na spotkanie z premierem. Kiedy wreszcie zostaniemy potraktowani poważnie - pytali w niedzielę protestujący medycy na konferencji prasowej kończącej drugi dzień ich protestu w formie "białego miasteczka" w Warszawie.

Dawno takiego protestu nie było

To pierwszy w historii protest prawie wszystkich pracowników ochrony zdrowia - akcji nie poparła tylko Naczelna Izba Aptekarska (link do stanowiska NIA z 3 września 2021 r.). Przede wszystkim protestujący oczekują jednak, że  minister zdrowia zacznie z nimi poważnie rozmawiać. Nieoficjalnie wiele osób mówi, że ma żal do ministra Niedzielskiego za brak dialogu. - W przeciwieństwie do poprzednika Łukasza Szumowskiego często tylko pojawia się na spotkaniu, powie, co ma powiedzieć i wychodzi. Nie wysłucha drugiej strony, nie przedstawi kontrargumentów - mówią nieoficjalnie. 

Kroplą, która przelała czarę była ustawa podwyższająca minimalne wynagrodzenie w ochronie zdrowia. Krytykuje ją nie tylko personel, ale i pracodawcy, np. z Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych czy Stowarzyszenia Szpitali Małopolskich. Pierwsze rozmowy ministra z protestującymi miały miejsce dopiero w czwartek w Karpaczu. Tego dnia wieczorem Komitet Protestacyjno-Strajkowy Ochrony Zdrowia przesłał do MZ swoje postulaty.  Kolejne spotkanie przedstawicieli Komitetu odbyło się w piątek w Centrum Partnerstwa Społecznego "Dialogu".  Trwało jednak bardzo krótko i skończyło się fiaskiem. Adam Niedzielski wyliczył, że żądania protestujących będą kosztować 100 mld zł i porównał je do lotu na Marsa. W spotkaniu nie wziął też udziału premier, czego żądali protestujący. Dlatego dziś przejdą ulicami Warszawy, a Porozumienie Rezydentów utworzy potem Białe Miasteczko.

Jakich podwyżek oczekują protestujący

Protestujący chcą zmiany płac minimalnych w ochronie zdrowia, i to znacznych. Do Ministerstwa Zdrowia przesłali takie propozycje:

  • Zawody medyczne i niemedyczne na początku kariery mają zarabiać ok. 4,6 tys. zł, a dokładnie 0,8 średniej krajowej, czyli przeciętnego wynagrodzenia, które obecnie wynosi 5775,25 zł. Po pięciu latach ma to być już średnia krajowa, a po 10 latach 1,2 średniej (obecnie ok. 6 930 zł). Dodatkowo osoby z wyższym wykształceniem miałaby mieć więcej o 0,1  punkta procentowego. To znaczna podwyżka, bo obecnie niezależnie od stażu pracy minimalne wynagrodzenie dla pracowników niemedycznych wynosi 3049 zł. 
  • Zawody medyczne: technik radiologii, elektrardiolog, pielęgniarka, położna, ratownik medyczny, diagnosta laboratoryjny, technik analityki medycznej, fizjoterapeuta, farmaceuta szpitalny mają zarabiać 1,2 przeciętnego wynagrodzenia, czyli obecnie ok. 7,5 tys. zł.  Po 5 latach pracy w zawodzie minimalne ma wynieść 1,5 średniej krajowej, czyli ok. 8 862 zł, a po 10-latach - 1,8 średniej krajowej (ok. 10 395,45
  • Lekarz stażysta ma zarabiać 1,5 średniej krajowej (ok. ok. 8 862 zł) , bez specjalizacji  -2 średnie (11 550 zł, czyli ok. 5 tys. zł więcej niż obecnie), w trackie specjalizacji 2,2 średniej  (12 705 zł), a specjalista 3 średnie krajowe (17 325 zł). 

 

    Podwyżki, które dzielą

    Negocjowane od początku roku podwyżki w ochronie zdrowia miały uspokoić nastroje. W trakcie prac nad ustawą o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych minister Niedzielski mówił, że projektując wynagrodzenia na kolejne lata, chce zapewnić, żeby wszystkie zawody partycypowały we wzroście nakładów na ochronę zdrowia i żeby były jego beneficjentami. Tyle, że członkami prezydium Trójstronnego Zespołu do Spraw Ochrony Zdrowia (TZSOZ) w Radzie Dialogu Społecznego (RDS) nie są lekarze, ratownicy, czy fizjoterapeuci. Oni mogą być tylko zaproszeni jako eksperci. Ostatecznie jednak tak skonstruowano przepisy, że pielęgniarka na początku drogi zawodowej zarabia tyle, co z 20-letnim stażem.

    - Zapisy ustawy są niesprawiedliwe, szczególnie wobec starszej, ale wysoko wykwalifikowanej kadry, i wprowadzają destabilizację w placówkach. Pielęgniarki, które ponad 20 lat temu ukończyły licea pielęgniarskie lub studia zawodowe, a nie mają tytułu licencjata lub magistra, ale mają ogromne doświadczenie –zarabiają mniej niż te, które dopiero wchodzą na rynek pracy - mówi Jerzy Friediger, członek prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Żeromskiego SP ZOZ w Krakowie. 

    Pojawia się jeszcze jeden problem. Lipcowa podwyżka minimalnych wynagrodzeń pogorszyła sytuację, bo spłaszczyła system płac.- W efekcie pielęgniarka ze specjalizacją zarabia prawie tyle, co lekarz rezydent. - Jestem za tym, aby pielęgniarki dobrze zarabiały, ale relacje między wynagrodzeniami muszą być zachowane – mówi  Jerzy Wielgolewski, dyrektor szpitala powiatowego w Makowie Mazowieckim. Tymczasem jak wynika z analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego, w latach 2010-2019 największy przyrost przychodów w ogóle odnotowały pielęgniarki (+63 proc.). U lekarzy wyniósł on 42 proc., a u diagnostów laboratoryjnych 21 proc.

    Kontrakty wykluczają z podwyżek

    Osoby na kontraktach, a tych w ochronie zdrowia jest dużo, zwłaszcza ratowników medycznych, bo dzięki temu mogą pracować więcej godzin, nie dostały podwyżek. Im zagwarantowano jedynie wynagrodzenia z czerwca 2021 roku. A jak podpisują nową umowę, np. ratownicy, to stawka może być niższa. Dlatego wielu pracowników zachęca się do przejścia na kontrakty. Lekarze są źli, bo ci bez specjalizacji dostali tylko 19 zł podwyżki. Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, przedstawicielka Ogólnopolskiego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego Ochrony Zdrowia, przypomina, że ostrzegała ministerstwo, że nie wszyscy dostaną podwyżki, ale nikt jej nie słuchał. Reprezentowane przez nią Forum Związków Zawodowych, które jest członkiem zespołu trójstronnego w RDS zgłosiło w marcu zdanie odrębne do stanowiska Zespołu popierającego propozycję resortu, w którym zgłosiło  wątpliwość w zakresie podziału grup zawodowych. W sierpniu FZZ zrezygnowało z prac w RDS. Ustawa jest złym aktem prawnym, bo dzieli medyków Zostaliśmy obrażeni przez rzecznika resortu zdrowia, który stwierdził, że jesteśmy sfrustrowani, bo zabrano nam dodatki covidowe. Nie panie rzeczniku, nie dlatego. Jesteśmy sfrustrowani bo jesteśmy lekceważeni przez władze - mówił Krystyna Ptok. 

    Adam Niedzielski przekonuje, że do tej pory 254 tys. osób zatrudnionych w sektorze ochrony zdrowia skorzystało z podwyżek, w tym ponad 100 tys. (blisko połowa ogółu) pielęgniarek. - To są realne działania, a nie deklaracje - tłumaczy. Z danych, do których dotarło Prawo.pl wynika jednak, że na 87,6 tys. lekarzy ze specjalizacją 2 stopnia podwyżkę otrzymało - 12,3 tys., na 54 tys. lekarzy bez specjalizacji  - 1508, na 173 tys. pielęgniarek bez specjalizacji - 23,9 tys.

    W proteście uczestniczy też personel pomocniczy: sanitariusze, sekretarki medyczne, choć w ich grupie podwyżki dostali prawie wszyscy. Oni jednak zostali pominięci przy dodatkach covidowych. Dopiero po trzeciej fali niektórzy otrzymali 5 tys. zł - lekarze i pielęgniarki dwukrotność wynagrodzenia co miesiąc. Dyrektorzy szpitali zwracają uwagę na jeszcze jedną niesprawiedliwość - pominięcie w podwyżkach innego personelu, bez którego szpitale nie mogą funkcjonować. Chodzi o referentów, statystyków, sekretarki, pracowników kadr, księgowości, zaopatrzenia, sprzątaczki, informatyków oraz obsługę techniczną. Dlatego, jak powiedział Prawo.pl Artur Drobniak, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, protestujący przede wszystkim domagają się zmiany ustawy o minimalnym wynagrodzeniu, innym podziale grup zawodowych. - Żądamy też zrównania średnich wynagrodzeń do średnich zarobków medyków z Unii Europejskiej w relacji do średniej krajowej.  Przez to trwa nieustanny odpływ kadr z publicznej ochrony zdrowia do prywatnej lub do innych krajów. Kadr brakuje. I jeśli chcemy zachęcić do pracy w systemie publicznym, to muszą godnie zarabiać. Pandemia pokazała, że jeśli chcemy ściągnąć personel, to jedynym motywatorem jest wynagrodzenie - mówi Drobniak. 

    Ile zarabia personel medyczny

    W czwartek Państwowy Instytut Ekonomiczny opublikował dane o przychodach pracowników zawodów medycznych, opracowane na podstawie informacji podatkowych.  Uwzględniają więc one przychody ze wszystkich typów działalności: umowy o pracę, umowy zlecenia, umowy o dzieło itp. oraz z działalności gospodarczej oraz wszelkie przychody niezwiązane z opieką zdrowotną. W 2019 r. największe przychody mieli lekarze. Mediana miesięcznego przychodu brutto dla wynosiła dla nich 16,7 tys. zł, czyli połowa lekarzy notowała w 2019 r. przychód niższy od tej kwoty, a połowa wyższy. 10,9 proc. lekarzy zarabiało nie więcej niż 5 tys. zł brutto,  15,6 proc. między 5 tys. zł a 10 tys. zł 17,9 proc. – między 10 tys. zł a 15 tys. zł,  27,5 proc. – między 15 tys. zł a 25 tys. zł i  28,1 proc. – powyżej 25 tys. zł.

    Co ciekawe lekarki zarabiają znacznie mniej niż lekarze. Mediana przychodu lekarek to 13,9 tys. zł, a lekarzy 21,2 tys. zł. Zatem mediana dla lekarek to 66 proc. mediany dla lekarzy. Najniższe wynagrodzenia mają lekarze do 29 roku życia, najwyższe pomiędzy 50 a 64 rokiem życia. Pod względem mediany miesięcznego przychodu brutto w 2019 r. za lekarzami plasują się dentyści (11,4 tys. zł), diagności laboratoryjni (6,0 tys. zł), pielęgniarki (5,9 tys. zł) oraz położne (5,7 tys. zł). Zestawienie zamykają fizjoterapeuci z medianowym miesięcznym przychodem na poziomie 3,6 tys. zł. PIE nie ma jednak danych z podziałem na regiony, a wszystko wskazuje, że przykładowo pielęgniarki w szpitalach powiatowych zarabiają znacznie mniej niż w wojewódzkich czy klinicznych. 

    Pozostałe postulaty protestujących

    Protestujący domagają się też podwyżki wycen za świadczenia zdrowotne, bo to z pieniędzy od NFZ za ich realizację szpitale wypłacają wynagrodzenia. Ten postulat częściowo minister Niedzielski już spełnia. Jeszcze w tym roku chce przeznaczyć dodatkowo ponad 1,2 mld zł na leczenie szpitalne i ambulatoryjne. Wyceny mają wzrosnąć o 7 punktów procentowych. -  Te środki będą mogły być przeznaczone na uregulowanie wynagrodzeń pozostałych zawodów medycznych. Tych, które nie były beneficjentami rozwiązań związanych z minimalnym wynagrodzeniem w ochronie zdrowia - mówi minister. Dodatkowe 62 miliony złotych zasilą też system ratownictwa medycznego.  Do tej pory stawka na karetkę S wynosiła 4157 zł, od 1 października ma wzrosnąć do 5583 zł, czyli o 34 proc.. Stawka na karetkę P wzrośnie z 3152 zł do 4187 zł, czyli o 32 proc. 

    Komitet protestacyjny, chce zaś, aby ryczałt dla szpitali wzrósł o 30 proc. od 1 października 2021 roku, a wycena tzw. dobokaretki aż o 80 proc. 

    Komitet postuluje też o zapewnienie zawodom medycznym statusu funkcjonariusza publicznego, zatrudnienie dodatkowych pracowników obsługi administracyjnej i personelu pomocniczego (sekretarki medyczne), rezygnację z tworzenia nowych zawodów medycznych stworzenie bezpiecznego dla nich systemu rejestrowania zdarzeń niepożądanych, urlopu zdrowotnego po 15 latach pracy oraz ustaw zawodowych dla tych, którzy ich nie mają.  Postulaty na spotkania z premierem można zobaczyć tutaj.

    Młodzi lekarze chcą też lepszych warunków pracy - nie chcą harować po 300 godzin miesięcznie. - Musimy pracować w coraz bardziej spornym i bezlitosnym środowisku. Wszechobecny jest mobbing, a narzucane nam biurokratyczne wymagania rosną i stale ulegają zmianie. Odczuwamy bezradność wobec rozwiązań systemowych, które uniemożliwiają pacjentom uzyskanie należytej pomocy. Uaktualnianie wiedzy i zdobywanie umiejętności odbywa się kosztem naszej równowagi życiowej. Nasza praca związana jest z ogromną liczbą przepracowanych godzin z powodu braków kadrowych. koło 50 proc. z nas cierpi na wypalenie zawodowe, któremu towarzyszy emocjonalne i fizyczne wyczerpanie. Przez to zwiększa się częstość błędów medycznych i problemów w komunikacji z pacjentami - czytamy na profilu Porozumienia Rezydentów na Facebooku.