Rekonstrukcja rządu to wstęp do zwolnień w administracji
Cięcia w urzędach państwowych pod hasłem zmian w ministerstwach – tak określają eksperci rządowe plany ograniczeń kosztów administracji. Pewnie nie mogą się czuć także członkowie korpusu służby cywilnej. Tymczasem nieprzemyślana likwidacja ministerstw nie zawsze przyniesie oszczędności.

Szef kancelarii premiera został upoważniony przez rząd do przygotowania planu cięć zatrudnienia w administracji publicznej. Prawo.pl dotarło do projektu uchwały, która według naszych informacji podjęta została 26 sierpnia, a planowana rekonstrukcja rządu ma być elementem redukcji. Oprócz niej zapowiadana jest likwidacja istniejących w urzędach wakatów i wysyłanie na emerytury tych, którzy osiągnęli wiek emerytalny.
- Działania rządu to próba ograniczenia zatrudnienia w administracji pod hasłem rekonstrukcji Rady Ministrów, ale same zmiany na wyższych stanowiskach mogą nie przynieść oczekiwanych efektów w stanie zatrudnienia w ministerstwach, poza politycznym efektem reorganizacyjnym – uważa prof. Hubert Izdebski, prawnik, ekspert w dziedzinie samorządu i administracji.
Mamy projekt uchwały
Projekt uchwały Rady Ministrów w sprawie wypracowania rozwiązań mających na celu przeciwdziałanie negatywnym skutkom gospodarczym wywołanym przez COVID-19 zobowiązuje Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów do uzgodnienia z właściwymi członkami Rady Ministrów „rozwiązań związanych ze zmniejszeniem zatrudnienia” w określonych ustawie COVID-owej podmiotach. Szef kancelarii premiera będzie mógł wystąpić do rządu z wnioskiem, po uzyskaniu opinii Szefa Służby Cywilnej, o wydanie rozporządzenia określającego rodzaj stosowanych rozwiązań w zakresie ograniczenia kosztów wynagrodzeń osobowych.
Reorganizacja pod planowane zwolnienia
- Reorganizacja rządu ma być przygotowana także pod zwolnienia – słyszymy w źródłach zbliżonych do KPRM. Wówczas zmniejsza się liczba nie tylko ministerstw - obecnie jest ich 21, a po rekonstrukcji ma być 14-15, ale też dyrektorów departamentów. To zdają się potwierdzać pojawiające się w przestrzeni publicznej informacje dotyczące np. ewentualnej likwidacji ministerstw: funduszy i polityki regionalnej - co już podobno jest przesądzone, gospodarki morskiej i infrastruktury. Ministerstwo Klimatu ma ponownie wrócić do resortu środowiska. Nie wiadomo, gdzie trafi sport.
Zlikwidowane miało być też Ministerstwo Cyfryzacji, ale z naszych informacji wynika, że uratował je projekt nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, który ma zostać szybko uchwalony i obowiązywać już od grudnia.
Tyle, że nieprzemyślana likwidacja ministerstw również nie zawsze przyniesie spodziewane oszczędności. Obecnie trwają już rozmowy kierownictwa rządu z poszczególnymi resortami. Konsultacji z szefem Służby Cywilnej, którego opinia jest wymagana, i z dyrektorami generalnymi w poszczególnych ministerstwach, jeszcze jednak nie było.
Nieoficjalnie mówiło się, że resort funduszy trafi do resortu rozwoju, kancelarii premiera, a teraz ma być częścią finansów. Tymczasem wchłonięcie resortu funduszy przez finanse może utrudnić i opóźnić dystrybucję funduszy unijnych. - MFiRR ma instytucje zarządzające, certyfikacje itp., które podlegają audytowi, który musi być niezależny. Za ten zaś odpowiada MF – zauważa Krzysztof Brysiewicz, radca prawny, partner w kancelarii Brysiewicz i Wspólnicy, specjalizujący się w funduszach unijnych.
Prof. Hubert Izdebski uważa, że reorganizacja resortów sama w sobie umożliwia zwolnienia w odpowiednich urzędach, ale zwraca również uwagę na to, że tzw. tarczą 2.0 wprowadzono możliwość przeprowadzenia zwolnień w całej administracji rządowej, a także w ZUS, KRUS czy NFZ, jeżeli tak postanowi Rada Ministrów „na ogólnikowej podstawie” i na zasadach określonych w znowelizowanej „specustawie” COVID-19.
- Mimo że w urzędach administracji rządowej mamy do czynienia ze służbą cywilną w dwóch segmentach - pracownicy służby cywilnej o zasadniczo zwykłym statusie pracowniczym oraz urzędnicy mianowani, których zatrudnienie jest pod szczególną ochroną i którzy mają zapewnioną, względną wprawdzie, stabilizację stosunku służbowego – Rada Ministrów uzyskała ustawowe upoważnienie do takiego zarządzenia zwolnień, które zrównuje urzędników służby cywilnej ze „zwykłymi” pracownikami tej służby - wyjaśnia.
Likwidacja resortu to nie likwidacja działu administracji
Jerzy Siekiera, prezes Stowarzyszenia Absolwentów Krajowej Szkoły Administracji Publicznej mówi, że zapowiedź likwidacji niektórych ministerstw zbiegła się w czasie z działaniami rządu w celu ograniczenia kosztów osobowych w administracji rządowej. - Może to budzić obawy członków korpusu służby cywilnej, że likwidacja ministerstw stanie się przyczyną zwolnień – podkreśla.
Jak dodaje Jerzy Siekiera, likwidacja urzędu obsługującego ministra nie oznacza likwidacji działu administracji rządowej, więc większość pracowników likwidowanych ministerstw zostanie zatrudniona w nowych ministerstwach, obsługujących większą liczbę działów.
Prof. Izdebski przypomina, że zgodnie z dawno ustalonymi założeniami, administracja rządowa opiera się na działach. Dział to zespół załatwianych spraw, które można zidentyfikować na podstawie ustaw z zakresu prawa materialnego. Organizacyjnie dział administracji to minimum departament, ale może to być ministerstwo albo np. grupa departamentów. - Na szczeblu centralnym dział powinien być podstawą organizacji szczebla co najmniej departamentalnego i nie powinno się w nim dokonywać zmian innych niż wynikających z potrzeb odpowiedniego zarządzania danym działem - tłumaczy.
Jak podkreśla, obecnie zasady te nie do końca są zbieżne z organizacją ministerstw i podział na departamenty nie do końca zgadza się z określonymi w ustawie działami. - Są próby dostosowywania ustawy o działach do pomysłów na zmiany w organizacji resortów, a powinno być odwrotnie – minister dostaje konkretny dział i w jego ministerstwie musi być co najmniej jeden departament dotyczący merytorycznie tego działu – wyjaśnia.
Zobacz też: Nabory w administracji - fasadowe, polityczne i dla znajomych>>
Bez zwolnień grupowych w administracji w stolicy w sierpniu
Jak dowiedział się serwis Prawo.pl w Wojewódzkim Urzędzie Pracy w Warszawie, w sierpniu jednostki administracji publicznej w Warszawie i na Mazowszu nie zgłosiły redukcji zatrudnienia w ramach zwolnień grupowych. O tym, czy zrobią to we wrześniu, dowiemy się dopiero po 6 października, bo wtedy będą dostępne dane za wrzesień.
Prawdopodobnie dlatego związkowcy w różnych służbach nic jeszcze konkretnego nie wiedzą. - Na razie nie mieliśmy żadnego zapytania w sprawie naszego stanowiska co do ewentualnych zwolnień pracowników. Jesteśmy zaniepokojeni pojawiającymi się propozycjami, ale póki co żaden z naszych oddziałów w kraju, a mamy ich dziewięć, nie sygnalizował nam planów dotyczących zwolnień – mówi Piotr Jankowski, prezes Zarządu Głównego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Administracji Publicznej.
Pomysły na ograniczenie wydatków na administrację
Zdaniem Piotra Jankowskiego, wprost nierealne jest założenie redukcji etatów w wysokości 20 proc., bo – jak twierdzi – tak duże cięcia sparaliżowałyby pracę każdego urzędu. – Już dziś np. w urzędach wojewódzkich ludzie siedzą w pracy po godzinach pracy – podkreśla prezes OZZPAP. Według niego, można mówić co najwyżej o redukcji rzędu 5 proc. I to nie w każdym urzędzie.
I o takim zróżnicowaniu skali redukcji mówi się np. w służbach podległych ministrowi finansów. Jak powiedział nam anonimowo przedstawiciel jednego ze związków zawodowych działających w administracji skarbowej, skala cięć miałaby wyglądać różnie w trzech zasadniczych grupach: wśród członków korpusu Służby Cywilnej nie będących urzędnikami służby cywilnej, wśród urzędników Służby Cywilnej i w służbach celno-skarbowych.
- Pracowników w wieku emerytalnym jest sporo w każdym ministerstwie. Przeważnie na kierowniczych stanowiskach dyrektorów departamentów, ich zastępców a także kierowników wydziałów. Nie wyobrażam sobie jednak, aby można ich było wszystkich od razu zwolnić, chociażby z uwagi na ich kompetencje i doświadczenie, którego nie mają młodsi. Nie jest łatwo awansować na stanowisko dyrektora departamentu czy jego zastępcy ze stanowiska specjalisty, a nawet głównego specjalisty – podkreśla Piotr Jankowski.
Sceptyczny jest też do zapowiadanych zwolnień osób posiadających zabezpieczenie finansowe, czyli w wieku umożliwiającym przejście na emeryturę. – U nas w związku nie ma ani jednego takiego pracownika – podkreśla Jankowski. I dodaje: Ci ludzie sami już odeszli, bo nie byli w stanie patrzeć na to, co się dzieje w administracji. Niestety zostali najsłabsi. Najlepsi wyciągani są z urzędów do pracy np. w kancelariach.
Jednym z rozważanych elementów redukcji ma być cięcie wakatów. Ile w ten sposób rządowi uda się zaoszczędzić, na razie nie wiadomo. Jak nieoficjalnie udało się nam ustalić, w samym tylko Ministerstwie Finansów, na koniec grudnia 2019 r. na 2600 etatów, zatrudnionych było 2100 osób.
Zwolnienia mogą być też „niżej”
Z raportu Forum Obywatelskiego Rozwoju z 2018 roku "Partia w państwie. Bezprecedensowa wymiana kadr w administracji rządowej i jej legislacyjne podstawy" wynika, że ustawy "kadrowe" doprowadziły do zwolnienia co najmniej 11 tys. 368 stanowisk pracy, w tym ok. 6 tys. 773 osób ze stanowisk kierowniczych. Autor opracowania Janusz Paczocha uważa, że „pod pretekstem reorganizacji wielu instytucji” umożliwiono „bezprecedensowe zmiany kadrowe w administracji rządowej i instytucjach podległych”.
Do zmian kadrowych i zwolnień może dojść także np. w urzędach wojewódzkich. - Może być wydane polecenie, żeby zmniejszyć zatrudnienie, zupełnie niezależnie od ruchów ministerialnych – mówi prof. Izdebski. I dodaje, że tak naprawdę to przede wszystkim w urzędach wojewódzkich, ale też w ZUS czy NFZ, może być realna redukcja etatów, na której można zaoszczędzić, choć kosztem sprawności załatwiania spraw.
Kilka lat temu określono odgórnie, że w każdym urzędzie o 10 proc. zostanie zmniejszone zatrudnienie w administracji, a Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że tego rodzaju „mechaniczne działania” są sprzeczne z Konstytucją, w tym nie służą sprawności działania administracji.
- Tym razem, mimo że chodzić może nawet o większą skalę zwolnień, nie tylko w samej administracji rządowej, ale i w tak ważnych dla obsługi obywateli instytucjach jak ZUS czy NFZ, nie przyjęto mechanicznego sposobu. Przyjęto jednak tryb, zgodnie z którym ruchy mogą być dokonywane odmiennie w każdym ministerstwie, na mocy porozumienia szefa KPRM z ministrami, co tym bardziej w połączeniu z zupełnie niezależną od COVID-19 rekonstrukcją rządu może powodować, że nie będą przenoszone całe segmenty merytoryczne – zaznacza prof. Izdebski.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.














