Na styczeń 2021 r. planowane jest wejście w życie nowelizacji ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. Ma ona włączyć do polskiego systemu podatkowego nowy, proinwestycyjny system opodatkowania, zwany estońskim CIT. Ministerstwo Finansów prowadzi szeroko zakrojone konsultacje dotyczące reformy opodatkowania dochodu. Uwagi i opinie można składać na adres estonskicitkonsultacje@mf.gov.pl do 23 sierpnia 2020 r.

Nowy model opodatkowania dochodu

W projekcie przewidziane zostały dwa alternatywne warianty opodatkowania dochodu. Chodzi tu o ryczałt od dochodów spółek kapitałowych, czyli system wiążący dochód do opodatkowania z kategoriami prawa bilansowego i polegający na znacznej modyfikacji podstawowych zasad opodatkowania, obowiązujących w ustawie o CIT (zmianie ulegnie m.in. moment powstania obowiązku podatkowego, podstawa opodatkowania, stawki podatkowe). Drugi wariant ma z kolei polegać na specjalnym funduszu inwestycyjnym, który w sensie ekonomicznym umożliwi szybsze rozliczenie amortyzacji środków trwałych w kosztach podatkowych z uwzględnieniem dotychczasowych („klasycznych”) zasad opodatkowania, obowiązujących w ustawie o CIT. Wybór nowych zasad opodatkowania ma być dobrowolny. Obowiązujące obecnie rozwiązania podatkowe (np. w zakresie wspierania innowacyjności czy niższej 9-procentowej stawki  CIT) pozostaną  dostępne dla  podmiotów nieobjętych ryczałtem.

Zobacz również: MF rozpoczyna "prekonsultacje" w sprawie estońskiego CIT >>
 

Specjalny ryczałt dla inwestorów

Z projektowanych przepisów wynika, że podatnik opodatkowany ryczałtem będzie musiał ponosić bezpośrednie nakłady inwestycyjne w wysokości wyższej o: 15 proc., jednak nie mniejszej niż 20 tys. zł- w okresie dwóch kolejno następujących po sobie lat podatkowych opodatkowania ryczałtem, albo 33 proc., jednak nie mniejszej niż 50 tys.  zł - w okresie czterech lat podatkowych. Do nakładów inwestycyjnych będzie można zaliczać m.in. wydatki na nabycie fabrycznie nowych środków trwałych lub wytworzenie środków trwałych.

 


Ryczałt nie dla każdego

Ryczałt nie będzie jednak dostępny dla każdego. Z projektowanych przepisów wynika, że opodatkowaniu ryczałtem może podlegać podatnik, którego łączne przychody z działalności osiągnięte w poprzednim roku podatkowym lub wartość średnich przychodów z działalności, obliczona na ostatni dzień poprzedniego roku podatkowego, z okresu opodatkowania ryczałtem, nie przekroczyły 50 mln zł liczonych z uwzględnieniem kwoty należnego podatku od towarów i usług. Dodatkowo, mniej niż 50 proc. przychodów będzie mogło pochodzić m.in. z wierzytelności, odsetek i pożytków od wszelkiego rodzaju pożyczek, części odsetkowej raty leasingowej. Podatnik będzie musiał też zatrudniać średnio trzech pracowników. Działalność będzie mogła być prowadzona tylko w formie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością lub spółki akcyjnej. Udziałowcami lub akcjonariuszami będą mogły być wyłącznie osoby fizyczne.

Opodatkowaniu ryczałtem podlegał będzie dochód odpowiadający wysokości zysku netto wypracowanego w okresie opodatkowania ryczałtem w części, w jakiej zysk ten został uchwałą o podziale lub pokryciu wyniku finansowego netto przeznaczony m.in. do wypłaty udziałowcom albo akcjonariuszom (dochód z tytułu podzielonego zysku) lub na pokrycie strat powstałych w okresie poprzedzającym okres opodatkowania ryczałtem (dochód z tytułu zysku przeznaczonego na pokrycie strat).

 


Wyższe stawki ryczałtu

Ministerstwo Finansów podkreśla, że wsparcie państwa polegające na wprowadzeniu nowych zasad opodatkowania nie odbywa się na warunkach korzystniejszych, niż przy obecnie istniejących zasadach, określonych w ustawie o CIT. Zdaniem MF, nowe zasady wprawdzie zmieniają sposób ustalania podstawy opodatkowania i termin powstania obowiązku podatkowego jak i zapłaty podatku, lecz jednocześnie przewidują wyższą nominalną stawkę podatku CIT w porównaniu do stawki obowiązującej przy stosowaniu podstawowych zasad opodatkowania. Podstawowe stawki nominalne podatku wyniosą:

  • 15 proc. dla podatnika małego (podczas gdy obecnie jest to 9 proc.),
  • 25 proc. dla podatnika innego niż mały (podczas gdy obecnie jest to 19 proc.).

Ministerstwo Finansów przewiduje, że na wprowadzenia estońskiego CIT-u podatnicy zaoszczędzą 5 mld zł. O tyle samo jednak mogą zmniejszyć się dochody budżetu państwa i samorządów. Z szacunków MF wynika, że uprawnionych do projektowanej ulgi są w Polsce 199 352 podmioty. MF planuje, że nowela ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, która przewiduje wprowadzenie estońskiego CIT-u wejdzie w życie od początku 2021 r.

- Propozycja Ministerstwa Finansów, aby wprowadzić w Polsce estoński model opodatkowania podatkiem CIT, to bardzo dobra informacja dla przedsiębiorców - ocenia Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, ekspert Konfederacji Lewiatan. Jego zdaniem, rozwiązanie to pozwoli nie opodatkowywać dochodów spółki, aż do momentu wypłaty pieniędzy do wspólnika. Dzięki temu firmy poprawią płynność finansową i zyskają dodatkowy kapitał na inwestycje i rozwój, tak bardzo potrzebny w trudnej sytuacji gospodarczej w jakiej się znajdujemy. Ekspert podkreśla również, planowane rozwiązanie jest dobrowolne, tak więc to przedsiębiorca musi podjąć decyzję, czy wejście w nowy system będzie dla niego korzystne. Jeżeli dokonuje z roku na rok większych nakładów inwestycyjnych, to propozycja odroczenia terminu zapłaty podatku w połączeniu z efektywnie niższą stawką, niż mamy obecnie, będzie dla niego atrakcyjną opcją. Przemysław Pruszyński wskazuje jednak, że z projektu przepisów wynika, że nawet jeżeli podatnik nie skorzysta z niższej stawki podatkowej, przysługującej dla tych co ponoszą większe nakłady inwestycyjne, niż tylko w wysokości uprawniającej do stosowania tego rozwiązania, to efektywna stawka podatkowa będzie dla niego niższa niż obecnie, tak więc mechanizm powinien być dla niego korzystny. Realnie wyższą korzyść odniosą oczywiście firmy z wyższymi przychodami, bo oczywiście trzeba wziąć pod uwagę koszty związane z przestawieniem rozliczeń firmowych na nowy sposób rozliczeń, stąd też i zwiększenie limitu uprawniającego do estońskiego CIT jest pożądane. 

Rozczarowujące pomysły Ministerstwa Finansów

Jak z kolei tłumaczy Bartosz Mazur, doradca podatkowy, menadżer w Gekko Taxens, opublikowany przez Ministerstwo Finansów oficjalny projekt ustawy wprowadzającej do polskiego systemu podatkowego tzw. „estoński CIT” jest w zasadzie powieleniem wstępnych materiałów roboczych przekazanych do prekonsultacji. Jego zdaniem, polska wersja systemu estońskiego jest jednak dość rozczarowująca. Wbrew zapowiedziom nie będzie to system powszechny i dostępny dla każdego – projekt ustawy zakłada bowiem szereg warunków, które mogą wykluczyć z tego rozwiązania całe branże.

Marta Wojcieszek, aplikant adwokacki w Gekko Taxens dodaje, że szczególnie warto zwrócić uwagę na obowiązek ponoszenia nakładów inwestycyjnych, które kształtują się na wysokim poziomie 15 lub 33 proc., odpowiednio w okresie dwóch lub czterech lat podatkowych. - Nie chodzi przy tym o jakiekolwiek nakłady, a konkretnie określone, tj. poniesione na zakup fabrycznie nowych środków trwałych zaliczonych do grupy 3-8 KŚT (np. komputery, maszyny, czy urządzenia takie jak klimatyzatory czy panele fotowoltaiczne). Przy czym nie mogą być to wydatki sfinansowane w ramach umów leasingu operacyjnego i nie mogą dotyczyć nabycia samochodów osobowych. W katalogu dostępnych inwestycji nie przewidziano też wydatków na wartości materialne i prawne. To utrudni wejście do systemu estońskiego podmiotom, które inwestują w oprogramowanie, patenty czy know-how - podkreśla ekspertka. Jej zdaniem, również próg przychodowy na poziomie 50 mln zł nie jest imponujący, zwłaszcza, że w kwocie tej zawiera się należny VAT. Warto mieć też na uwadze warunek, zgodnie z którym w systemie estońskim będą się mogły rozliczać tylko te spółki, w których udziały (akcje) mają tylko osoby fizyczne. To w praktyce eliminuje z systemu podmioty zagraniczne.

- Na pewno warto, by MF przemyślało rezygnację lub przynajmniej modyfikację z warunku inwestycyjnego. Warunek ten w obecnym kształcie dyskryminuje biedniejsze spółki, których nie stać na nowe maszyny i urządzenia, oraz te branże, gdzie inwestuje się głównie w aktywa innego rodzaju (np. szeroko pojętą branżę handlową) - podkreśla Bartosz Mazur.