Banki pozywają frankowiczów, by przerwać bieg przedawnienia
Banki masowo składają pozwy do sądów przeciwko frankowiczom o zwrotu kapitału oraz wynagrodzenia za korzystanie z niego. Pozwu może się spodziewać każdy, kto w 2018 roku wystąpił do sądu o unieważnienie umowy. W ten sposób banki chcą przerwać trzyletni termin przedawnienia. Frankowiczowi, który przegra, grozi zwrot wysokich kosztów sądowych. Potrzebna jest zmiana przepisów.

Pod koniec 2021 r. do sądów zaczęły wpływać pierwsze pozwy banków, z każdym dniem będzie ich więcej. Pełnomocnicy frankowiczów zajmują się teraz glównie odpowiadaniem na nie. Związek Banków Polskich tłumaczy, że banki nie mają wyjścia - muszą w ten sposób postąpić i bronić swoich interesów. Za rok tego typu pozwu mogą spodziewać się kredytobiorcy, którzy przeciwko bankowi wystąpili w 2019 roku.
Czytaj też: Izba Cywilna SN nie podjęła uchwały frankowej, pyta TSUE o powoływanie sędziów>>
Pozew ma przerwać bieg przedawnienia
Prawnicy frankowiczów nie mają wątpliwości. Sektor bankowy nabrał obaw o grożące im przedawnienie roszczeń o zwrot wypłaconych nominalnie kwot w złotych polskich. - Wszystkiemu winna jest enigmatyczna i błędna w zakresie przedawnienia uchwała Sądu Najwyższego z dnia 7 maja 2021 r. (sygn. akt III CZP 6/21). Dlaczego błędna? Ponieważ nie tylko mocno komplikuje problem przedawnienia (w sprawach frankowych czyniąc wyłom od wcześniejszej ugruntowanej linii orzecznictwa), ale też - mam wrażenie - stanowi formę zmiany prawa przez organ (Sąd Najwyższy), który kompetencji prawodawczej nie posiada - tłumaczy Tomasz Konieczny, radca prawny oraz partner w kancelarii Konieczny, Polak Radcowie Prawni.
Czytaj też: Frankowicz kredyt unieważni, ale na wykreślenie hipoteki poczeka>
Podobnego zdania jest Tadeusz Białek, wiceprezes ZBP. - Pozwy to konsekwencja orzeczenia Sądu Najwyższego w składzie siedmiu sędziów z maja 2021 r., w którym postanowiono, że trzyletni termin przedawnienia roszczeń banków liczy się od momentu złożenia przez klienta oświadczenia, że nie zgadza się na dalsze utrzymywanie umowy w związku z klauzulami abuzywnymi - wyjaśnia Tadeusz Białek.
Zdaniem wiceprezesa ZBP sytuację, w której klienci wytoczyli pozwy przeciwko bankom, należy rozumieć jako zakwestionowanie istnienia klauzul denominacyjnych lub indeksacyjnych w umowach i od tego momentu banki liczą trzyletni okres przedawnienia.
W tej samej uchwale SN przychylił się do teorii dwóch kondykcji, zamiast teorii salda, przy zwrocie wzajemnych roszczeń stron, gdy upadnie umowa. - Oznacza to, że roszczenie banku i jego klienta traktuje się jako dwa odrębne, choć dotyczą tej samej umowy. Dlatego teraz banki nie mają wyjścia i występują z pozwami - tłumaczy Tadeusz Białek. Dodaje on, że jeżeli nic się nie zmieni, tzn. nie będzie nowej uchwały SN w 2022 roku, to takie same pozwy za rok banki będą składać przeciwko kredytobiorcom, którzy wystąpili o unieważnienie umów w 2019 r.
Wynagrodzenie za korzystanie z kapitału - zaproszenie na szkolenie >
Wokandy zaczynają pęcznieć
Z obserwacji sędziego Piotra Bednarczyka, wiceprzewodniczącego XXVIII Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Warszawie wynika, że faktycznie banki zaczynają masowo składać pozwy. - Trudno jest mi powiedzieć ile ich dokładnie do tej pory wpłynęło. Są to bowiem świeże sprawy z ostatnich kilku dni, ale na pewno około kilkuset - mówi.
Stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu też widzi, że liczba pozwów narasta. Według niego w ostatnich 2-3 miesiącach banki zaczęły składać dużą ilość pozwów o zwrot kapitału kredytu oraz o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału. Z jednej strony cieszy, że w końcu już dostrzegają, że te umowy są nieważne, z drugiej strony - ich akcja ma uderzyć w konsumentów, poprzez niezrozumiałe przepisy o opłatach sądowych.
Stowarzyszenie apeluje do kredytobiorców, aby reagowali na te pozwy, bo jest to pułapka oparta na niejasnych przepisach, które mogą skutkować wysoką opłatą sądową ponoszoną w przypadku braku reakcji kredytobiorcy na pozew.
Tadeusz Białek temu zaprzecza. - Nie jest tak, że banki działają na złość czy na szkodę swoich klientów. Same też ponoszą znaczące koszty związane z wnoszeniem pozwów w celu obrony swoich roszczeń - wyjaśnia.
Pierwsze rozstrzygnięcia sądów zapadły w Gdańsku. Gdański sąd zwiesił rozpatrzenie pozwów banków do czasu rozpatrzenia roszczeń frankowiczów.
Sędzia Piotr Bednarczyk mówi, że w jego sądzie nie było jeszcze żadnych rozstrzygnięć. Jest na to po prostu za wcześnie. - Myślę, że rozpatrzenie pozwów banków może być zawieszane do czas rozstrzygnięć roszczeń kredytobiorców. Trudno jest więc mi się wypowiadać na temat ewentualnych kosztów sądowych i potrąceń. Co do zasady, opłata od pozwu to 5 proc przedmiotu sporu, przy kredycie na 300 000 i wynagrodzeniu za korzystanie z kapitału 200 000 - są to znaczące kwoty - tłumaczy.
A co z kosztami sądowymi? Kto zapłaci
Prawnicy reprezentujący frankowiczów coraz częściej zastanawiają się co z kosztami w tego typu sprawach.
- W praktyce wartość przedmiotu sporu w tego typu nowych sprawach inicjowanych przez banki wynosi najczęściej kilkaset tysięcy złotych (np. 300 tys. zł tytułem kapitału kredytu i dodatkowo 100 tys. zł tytułem wartości bezpodstawnego wzbogacenia). Banki płacą wówczas wysokie opłaty sądowe – wynoszące aż 5 proc. wartości przedmiotu sporu, czyli w przypadku pozwu o zapłatę 400 tys. zł opłata wnoszona do sądu przez bank wynosi 20 tys. zł - mówi Tomasz Konieczny, radca prawny oraz partner w kancelarii Konieczny, Polak Radcowie Prawni.
Banki nie korzystają bowiem z opłaty stałej wynoszącej 1 000 zł przewidzianej przepisem art. 13a ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych. Ustawodawca wprowadził bowiem taką preferencyjną opłatę dla spraw obejmujących roszczenia powyżej 20 tys. zł wynikające z czynności bankowych, ale tylko w przypadku gdy są one inicjowane przez stronę będącą konsumentem lub osobą fizyczną prowadzącą gospodarstwo rodzinne.
Literalnie z przepisu tego (w związku z innymi regulacjami nakładającymi na stronę przegrywającą obowiązek ponoszenia kosztów procesu) może wynikać, że jeśli bank zapłaci np. 20 tys. zł opłaty sądowej i wygra proces o zwrot kapitału z kredytobiorcą, to ten ostatni obowiązany będzie zwrócić bankowi także wydatkowaną opłatę sądową w tej właśnie wysokości, a nadto koszty zastępstwa procesowego wynoszące w sprawach o tej wartości 10.800 zł.
Wady prawne w umowach kredytu frankowego - nagranie ze szkolenia >
Tomasz Konieczny podkreśla, że celem tej regulacji była ochrona konsumentów przed wysokimi opłatami sądowymi w sprawach dotyczących roszczeń wynikających z czynności bankowych poprzez ich ograniczenie do stałej wysokości 1 000 zł . - Choć uznać należy, że także w sytuacji, gdy konsument przegrywa postępowanie i go nie inicjował, sąd nie może nałożyć na niego obowiązku zwrotu opłaty sądowej przeciwnikowi (bankowi) w wysokości przekraczającej opłatę stałą 1.000 zł. Wówczas niewykorzystaną opłatę sądową (w tym przykładzie pozostałe 19 tys. zł) sąd powinien zwrócić bankowi inicjującemu proces - twierdzi Tomasz Konieczny.
Jego zdaniem w praktyce jednak sądy, nie dostrzegając funkcjonalnej (celowościowej) wykładni art. 13a ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych, bazują na literalnym brzmieniu tego przepisu, co kończy się nałożeniem na konsumenta pełnej opłaty sądowej od pozwu banku. - Dlatego postulować należy ponowną nowelizację tego przepisu (który był już w niedalekiej przeszłości korygowany) w taki sposób, aby nie było wątpliwości, że stała względnie maksymalna opłata sądowa, jaką sąd może nie tylko pobrać, ale też nałożyć na konsumenta w sprawach dotyczących roszczeń wynikających z czynności bankowych (np. w procesach obejmujących problem ważności lub rozliczenia kredytu) – bez względu na stronę, po której on występuje – wynosi 1.000 zł. - postuluje.
Co ma zrobić frankowicz
Prawnicy radzą, by każdy z kredytobiorców odpowiedział sobie na pytanie, czy w razie stwierdzenia nieważności umowy kredytu, kredytobiorca ma zamiar zwrócić bankowi kapitał wypłaconego kredytu i rozważyć również już teraz podjęcie kroków zmierzających do zredukowania ewentualnego zobowiązania wobec banku, na przykład poprzez potrącenie wzajemnych roszczeń.
Nagranie szkolenia: Skutek restytucyjny z dyrektywy 93/13 ze szczególnym uwzględnieniem problematyki kredytów frankowych >
- Nie ma wątpliwości, że jeżeli do potrącenia dojdzie przed skierowaniem pozwu do sądu przez bank, to powództwo banku o zapłatę kwot potrąconych zostanie w tym zakresie oddalone, a jednocześnie bank w tym zakresie traktowany będzie jako przegrywający proces sądowy. Podobny efekt przyniesie potrącenie w procesie sądowym w sytuacji, gdy bank przed skierowaniem pozwu do sądu nie wezwał kredytobiorcy do zapłaty - twierdzi Radosław Górski, radca prawny.
Według niego potrącenie dokonane dopiero w trakcie postępowania sądowego zmniejszy oczywiście dług wobec banku, ale w pewnych sytuacjach może nie zwolnić kredytobiorcy z obowiązku zapłaty kosztów postępowania sądowego sprawy z powództwa banku. Nawet jednak jeśli nie dojdzie do potrącenia przed procesem sądowym, pełnomocnik kredytobiorcy może starać się koszty te zmniejszyć, powołując się na przykład na art. 101 czy 102 k.p.c. - Dostrzegam bowiem nieuczciwe i nieetyczne zachowanie banków, które oczekują rozliczenia nieważnej umowy kredytu, ale równocześnie z reguły w procesie z powództwa kredytobiorców twierdzą że umowa jest ważna i skuteczna, odmawiają kredytobiorcy prawa do zwrotu świadczeń, uniemożliwiają wykreślenie niezgodnych z prawem wpisów w BIK oraz nie wyrażają zgody na wykreślenie hipoteki, pomimo że do jej wpisu doszło w wykonaniu nieważnej umowy. Konsument z jednej strony przymuszany jest do zwrotu świadczeń dokonanych w wykonaniu nieważnej umowy, ale równocześnie bank traktuje zawartą między stronami umowę jako ważną i skuteczną oraz egzekwuje wynikające z niej świadczenia, pomimo świadomości, że są one nienależne - kwituje.
Czytaj w LEX: Sprawy sądowe „konieczne”, wyłączające orzekanie o kosztach na podstawie art. 101 k.p.c. >
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.





