Projekt zakłada zniesienie zakazu handlu w niedziele w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii oraz w okresie do 90. dnia następującego po odwołaniu tego ze stanów, który obowiązywał jako ostatni. Gwarantuje pracownikom handlu co najmniej dwie niedziele wolne od pracy w ciągu 4 tygodni.

Czytaj: Odmrażanie gospodarki - postulaty branży handlowej>>
Senat chce zniesienia zakazu handlu w niedzielę

Inicjatorem zgłoszenia projektu likwidującego zakaz handlu w niedzielę jest senator Adam Szejnfeld, ale prezentowała go senator Beata Małecka-Libera. Według uzasadnienia projektu, w związku ze stale rosnąca liczba zachorowań na COVID–19 i nasilającym się problemem z zachowaniem dystansu społecznego, zasadne wydaje się wprowadzenie regulacji, która poprzez otwarcie placówek handlowych w niedziele, "rozrzedziłaby" liczbę klientów przebywających w tych placówkach, a także zmniejszyła kolejki w dniach poprzedzających niedziele. Ułatwienie walki z pandemią to nie jedyny argument. - W tej chwili sytuacja w branży handlowej niestety nie jest najlepsza i ten jeden dzień dodatkowego handlu pozwoli na poprawę zarówno kondycji finansowej, jak i płynności, jeśli chodzi o towar, i zagwarantowanie miejsc pracy - mówiła Małecka-Libera. Nowe przepisy miałyby wejść w życie w ciągu 14 dni od ogłoszenia.

Rząd mówi nie

- ​Rząd nie bierze na razie pod uwagę zniesienia zakazu handlu w niedziele - powiedział we wtorek na konferencji prasowej premier Mateusz Morawiecki. A obecny na posiedzeniu Senatu Robert Tomanek, wiceminister rozwoju, powiedział, że na obecnym etapie jest za wcześnie, by odnieść się do tak daleko idących propozycji, jak zniesienie zakazu handlu w niedziele i święta. Prawie miesiąc później rząd zaproponował zniesienie zakazu w jedną grudniową niedzielę. - Jest to spowodowane m.in. tym, że do ministerstwa napływają dość zróżnicowane głosy w tej sprawie. Są głosy poparcia – chcę powiedzieć, że taki postulat zgłosiły m.in. Polska Rada Centrów Handlowych oraz Konfederacja „Lewiatan” – ale są też głosy, które domagają się utrzymania obecnego zakazu. Opowiadają się za tym takie organizacje, jak Polska Izba Handlu, Polskie Stowarzyszenie Mikroprzedsiębiorców i Franczyzobiorców, Krajowy Związek Rewizyjny Spółdzielni Spożywców „Społem” czy pomorska, gdańska rada konsultacyjna przy rzeczniku małych i średnich przedsiębiorstw. Ze względu na to, że podsekretarzem jestem dopiero od paru godzin, odwołam się do mojego doświadczenia eksperckiego, ekonomicznego. Ta decyzja ma plusy i minusy, ale na pewno niesie ryzyko. No, państwo będziecie musieli to rozstrzygnąć, nie mając pełnych danych. My tych danych nie mamy. Wszystkie wnioski, które do nas docierają, są wnioskami jakościowymi albo parajakościowymi. Bardzo mało jest konkretnych wyliczeń, konkretnych danych. Ja osobiście pamiętam, że kiedy wprowadzano ten zakaz 2 lata temu, padało wiele kasandrycznych głosów, które się po prostu nie sprawdziły. Proszę mi wybaczyć, że reprezentując tu dzisiaj ministerstwo i rząd, mimo wszystko odwołuję się też do swoich doświadczeń eksperckich, ale dostrzegam w tej decyzji duże ryzyko - podkreślił wiceminister.