Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi od początku stycznia, pracuje nad zmianami w funkcjonowaniu Inspekcji Weterynaryjnej. To następstwo emisji reportażu telewizyjnego o nielegalnym uboju chorych krów, który odbywał się w nocy bez nadzoru weterynaryjnego w rzeźni w Kalinowie, w powiecie Ostrów Mazowiecka.

Pod jego wpływem Komisja Europejska przeprowadziła w lutym kontrole w polskich ubojniach i inspektoratach weterynarii. We wnioskach po audycie - jego pełnych wyników, niestety, nie znamy - zwróciła uwagę na niedostateczny nadzór nad pozyskiwaniem mięsa wołowego, co stwarza groźbę nielegalnego uboju.  Swoje plany minister rolnictwa ma przedstawić KE 18 marca. Tyle, że pod koniec marca ma się odbyć kolejny audyt. Resort bardzo poważnie traktuje zalecenia komisji, bo jak czytamy w uzasadnieniu projektu zmian w ustawie o Inspekcji Weterynaryjnej, do którego dotarło Prawo.pl, realizacja zadań z zakresu zapewnienia bezpieczeństwa żywności oraz ochrony zdrowia zwierząt niesie skutki nie tylko ogólnokrajowe, ale i ogólnoeuropejskie. Polska jest bowiem czołowym producentem i eksporterem wołowiny w Unii ( w 2017 r. zajmowała siódme miejsce). W 2017 r.  wyeksportowaliśmy blisko  407 tys. ton woło winy o wartości ponad 1,404 mld euro. Tylko w ciągu jedenastu miesięcy 2018 r. eksport wołowiny wyniósł ponad 362 tys. ton o wartości ponad 1,356 mld euro. Brak dobrego nadzoru weterynaryjnego może jednak sprawić, że inne kraje zamkną się na polską wołowinę. Zrobiła już tak Arabia Saudyjska, próbują Czechy. Szykowane przez resort zmiany mają temu zapobiec. Nie wierzą w nie jednak lekarze weterynarii. Polska Izba Lekarsko-Weterynaryjna w niedzielę 10 marca na swojej stronie opublikowała apel do premiera Mateusza Morawieckiego o wzmocnienie finansowo-kadrowe Inspekcji Weterynaryjnej. Podpisali się pod nim również przedstawiciele NSZZ „Solidarność” Pracowników Weterynarii oraz Stowarzyszenie „Medicus Veterinarius”.

Lekarz urzędowy tylko wyjątkowo?

W piątek Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa, zapowiedział, że w dłuższej perspektywie ustawa będzie zmieniona tak, aby kontroli uboju zwierząt i przetwórstwa mięsa dokonywali tylko urzędowi lekarze weterynarii. Z komunikatu resortu wynika jednak, że miał na myśli zmiany, nad którymi właśnie pracuje resort.

Czytaj: Będzie jednak etatyzacja lekarzy weterynarii>>
 

Z naszych ustaleń wynika zaś, że projektu dopuszcza lekarzy weterynarii do sprawowania nadzoru nad ubojem zwierząt rzeźnych, choć pod pewnym warunkiem. Po nowelizacji art. 16 ustawy lekarz powiatowy będzie mógł wyznaczyć lekarza z urzędu, ale tylko, gdy Główny Lekarz Weterynarii potwierdzi, że przemawiają za tym względy finansowe i organizacyjne. Ponadto lekarz powiatowy będzie mógł wyznaczać osoby nie będące pracownikami inspekcji do wykonywania czynności pomocniczych, np. techników weterynarii. Do tego wynagrodzenie ma być powiązane nie z wykształceniem, ale z charakterem wykonywanych czynności. Według resortu zmiana zerwie zależność pomiędzy wysokością wynagrodzenia przysługującego lekarzowi weterynarii nadzorującemu ubój w danej rzeźni, a wielkością produkcji tej rzeźni. Tak jest obecnie, co według resortu, nie motywuje weterynarzy do rzetelnego wykonywania czynności urzędowych. Ma to zwiększyć efektywność wykorzystania środków finansowych.
Inaczej na sprawę patrzą podpisani pod listem. Boją się jednak, że zgodnie z zapowiedziami ministra Ardanowskiego art. 16 zniknie. - Z naszych informacji wynika, że resort rozważa jednak wykreślenie art. 16, To byłoby bardzo złe i kosztowne rozwiązanie – mówił Prawo.pl w ubiegłym tygodniu Witold Katner, rzecznik Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej. Stąd między innymi KILW z innymi partnerami społecznymi wystosowała apel do premiera. Zwracają w nim uwagę, że aby zastąpić jednego wyznaczonego lekarza weterynarii potrzebne są nawet dwa, kosztowne etaty. Lekarz urzędowy prowadzi działalność gospodarczą, której nie dotyczy Kodeks pracy. Lekarz na etacie ma zaś ośmiogodzinny dzień pracy, prawo do urlopu, zwolnień lekarskich, trzynastki, itp. Przestrzegają też przed zastąpieniem w procesie badania zwierząt i mięsa weterynarzy pracownikami pomocniczymi o niejasnych kwalifikacjach.  



 

Monitoring 24 godziny na dobę

Zgodnie z zapowiedziami ministra Ardanowskiego, projekt przewiduje wprowadzenie do rzeźni monitoringu.  Obraz ma być rejestrowany 24 godziny na dobę przez cały rok w miejscach wyładunku zwierząt oraz w pomieszczeniach do ich ogłuszania i wykrwawiania oraz przechowywany przez trzy miesiące. Ma umożliwić ustalenie kto, kiedy, gdzie i w jaki sposób wykonywał czynności we wskazanych miejscach. Nagrania mają być też udostępniane w każdym czasie osobom, sprawującym nadzór nad ubojem, czyli też technikom.  Dr hab. Paweł Wojciechowski z Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizujący się wprawie żywnościowym uważa, że wprowadzenie kamer ma sens, o ile obraz będzie rejestrowany, nie będzie możliwości „wycinania” i modyfikowania tego obrazu, a przede wszystkim powinien on być dostępny dla inspekcji.

Kto zweryfikuje nagrania

Witold Katner także uważa, że system monitoringu jest bardzo ważny i potrzebny -  Tyle, że aby zadziałał potrzebni są ludzie, którzy obejrzą nagrania i będą potrafili je ocenić. Tego nie zrobi komputer. To muszą być osoby, które są w stanie ocenić, czy przywożone zwierzęta spełniają tzw. warunki dobrostanu. Zdaniem Katnera tylko lekarze weterynarii mają takie kwalifikacje, a ich jest mało. - Problem polega na tym, że z roku na rok inspekcja ma coraz więcej nowych zadań – weryfikacja nagrań to takie nowe zadanie – za którymi nie idą dodatkowe etaty i środki. 

Bez wzmocnienia inspekcji przepisy o monitoringu będą martwe – podkreśla Katner. - Nie ma możliwości, aby inspekcja weterynaryjna przeglądała wszystkie nagrania, ale sam fakt rejestrowania ma już zdecydowanie walor prewencyjny – uważa dr hab. Paweł Wojciechowski z Uniwersytetu Warszawskiego.  W sposób bardziej dokładny i szczegółowy mogą być przeglądane nagarnia z podmiotów, co do których pojawiają się podejrzenia o możliwych naruszeniach prawa. - Przykładowo poinformowanie, nawet przez osobę postronną o podejrzanym ruchu w określonych godzinach, pozwoli na szybkie zweryfikowanie nagrań – dodaje.

 




Witold Choiński, prezes Związku „Polskie Mięso” uważa, że dla dużych firm, zrzeszonych w związku instalacja kamer nie będzie problem. – W wielu rzeźniach one już są – podkreśla Witold Choiński. Dodaje jednak, że kamery nie powinny rejestrować samego uboju. - Nie jesteśmy w stanie dopilnować, by takie nagrania nie trafiły potem niepowołane ręce. Monitoring powinien kończyć na etapie wyjście zwierzęcia z magazynu – tłumaczy Choiński. Także jego zdaniem, bez zwiększenia zatrudnienia inspekcji, nie odegra on swojej roli.

Zmiany w funkcjonowaniu inspekcji

Jak już pisaliśmy na Prawo.pl, przede wszystkim resort chce wzmocnić Inspekcję Weterynarii. Główny Lekarz Weterynarii zyska większą niezależność i faktyczny nadzór nad lekarzami wojewódzkimi i powiatowymi. Będzie ich powoływał samodzielnie. Obecnie wojewódzcy i powiatowi lekarze działają pod zwierzchnictwem wojewody, a główny lekarz praktycznie nie ma wpływu na ich działanie, bo… to nie on decyduje o finansach i ich powołaniu. - Funkcjonujące obecnie podwójne podporządkowanie terenowych organów Inspekcji Weterynaryjnej, z jednej strony wojewodzie, z drugiej strony organowi centralnemu, czyli Głównemu Lekarzowi Weterynarii, nie sprzyja jednolitemu działaniu Inspekcji Weterynaryjnej. Pionizacja pozwoli na zharmonizowanie zasad dotyczących przeprowadzania urzędowych kontroli – czytamy w uzasadnieniu projektu. Jacek Łukaszewicz, prezes Polskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej z zadowoleniem przyjął zapowiedź tzw. pionizacji. Dodał, że tak samo powinno się zrobić z inspekcją sanitarną. Ponadto jego zdaniem IW powinna podlegać bezpośrednio premierowi, co wzmocniłoby jej niezależność.