- Będziemy zmierzać do pionizacji, czyli wojewódzcy lekarze weterynarii będą podlegać głównemu lekarzowi weterynarii – zapowiedział Rafał Romanowski, wiceminister rolnictwa na środowym posiedzeniu sejmowej podkomisji stałej do spraw utworzenia Urzędu Bezpieczeństwa Żywności (projekt, który miał ją stworzyć prawdopodobnie przestanie być procedowany). Wiceminister przedstawiał posłom informacje na temat prac dotyczących zmian struktury i finansowania Inspekcji Weterynaryjnej.

Resort będzie dążył do wzmocnienia Inspekcji Weterynaryjnej, ale niekoniecznie przez etatyzację, czyli zatrudnienie na etat weterynarzy. - Z wypowiedzi wiceministra Romanowskiego nie wynikało wprost, że nie będzie etatyzacji. Z naszych informacji wynika, że resort rozważa jednak wykreślenie art. 16 ustawy o Inspekcji Weterynaryjnej który daje się możliwość wyznaczanie lekarzy weterynarii i innych osób niebędących pracownikami Inspekcji do realizacji zadań Inspekcji. To byłoby bardzo złe i kosztowne rozwiązanie – uważa Witold Katner, rzecznik Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej.

Na pytanie przewodniczącej podkomisji, Doroty Niedzieli, posłanki PO, a także lekarza weterynarii, czy Inspekcja Weterynaryjna będzie miała swój budżet, wiceminister odpowiedział, że to nie jest jeszcze rozstrzygnięte. – Jeśli ma być pionizacja, to jednak powinna mieć swój budżet – zaznaczył Rafał Romanowski. Obecnie  koszty funkcjonowania inspekcji są pokrywane z budżetu państwa, a konkretnie wojewodów.

Ponadto przedstawicielka IW zapewniła, że trwają prace nad wprowadzeniem elektronicznego systemu przedubojowego. Takie rozwiązanie postulują właściciele ubojni. – Jeżeli dziennie ubój dotyczy 300 sztuk bydła, to szybkie spisanie tego ręcznie po pierwsze jest niewykonalne, pod drugie prowadzi do licznych pomyłek – podkreślał jeden z uczestników posiedzenia podkomisji. I dodał, że taki system usprawniłby system. Przedstawiciele Izby Lekarsko-Weterynaryjnej podkreślali, że przede wszystkim należy:

  • przywrócić świadectwa zdrowia zwierząt przemieszczanych do ubojni potwierdzane przez lekarzy weterynarii,  
  • wzmocnić finansowo i kadrowo inspekcję, a także przenieść ją spod nadzoru ministra rolnictwa pod nadzór premiera;
  • przywrócić umowy o pracę jako podstawę zatrudnienia wojewódzkich i powiatowych lekarzy. Obecnie są zatrudnieni na podstawie powołania;
  • wprowadzić powszechny obowiązek ubezpieczenia.

Z informacji do których dotarł serwis Prawo.pl wynika jednak, że projekt Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi (MRiRW) takich zmian nie zawiera. Tak jak zapowiadał Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa, skupi się on na wprowadzeniu monitoringu w ubojniach, wyższych karach za nielegalny ubój oraz wzmocnieniu inspekcji. - Przedstawione przez resort propozycje to kosmetyka, która niewiele zmienia. Wprowadzenie podległości, to jedyna dobra rzecz. Tak naprawę trzeba postawić na nogi Inspekcję Weterynaryjną, która ma dużo pracy, nie tylko w ubojniach, ale także przy walce z ASF. Musi mieć więcej etatów i pieniędzy na wynagrodzenia. Same kamery nie rozwiążą problemów, ktoś musi je sprawdzać – podkreśla Dorota Niedziela.

 


 

Problem leżących zwierząt

Prace nad zmianami w funkcjonowaniu inspekcji weterynaryjnej to efekt reportażu telewizyjnego o nielegalnym uboju chorych krów, który odbywał się w nocy bez nadzoru weterynaryjnego w rzeźni w Kalinowie, w powiecie Ostrów Mazowiecka. Trafiały tam zwierzęta tzw. leżące, które powinny zostać uśpione i zutylizowane. Nie chodzi tu jednak o bydło, które uległo wypadkowi, np. złamało nogę, kręgosłup. To może zostać poddane tzw. ubojowi z konieczności.

Sprawdź w LEX: Jakie są warunki przeprowadzania kontroli osób prowadzących fermy drobiu? >

W przypadku chorych zwierząt jednak rolnikom nie opłaca się działać zgodnie z prawem, bo to oznacza straty. Dlatego zdaniem Marka Mastalerka, dyrektora Biura Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej powinno się wprowadzić system powszechnych ubezpieczeń zwierząt. – Rolnik nie musiałby się martwić utratą tuszy, bo straty zwracałby mu ubezpieczyciel. Może hodowcy zwierząt powinni być traktowani jak posiadacze samochodów, którzy muszą mieć wykupione OC – podkreślał Mastalerek.

Brak chętnych do pracy

Zgodnie z ustawą o inspekcji weterynaryjnej nadzór nad ubojem zwierząt rzeźnych, w tym badania przedubojowe i poubojową ocenę mięsa  oraz nadzór na stosowaniem przepisów o ochronie zwierząt sprawują powiatowi lekarze weterynaryjni. Od lat mówi się, że jest ich za mało i są niedofinansowani. W lutym Ogólnopolski Związek Zawodowy Pracowników Inspekcji Weterynaryjnej rozpoczął nawet akcję #naszeZarobkiToKpina. Powiatowi lekarze upubliczniają wyciągi bankowe ze swoim wynagrodzeniem, zależnie od stażu wynosi ono od 1600 do 2500 zł netto. W efekcie trudno jest znaleźć chętnych na takie stanowisko. W całym kraju jest 47 wakatów. – To są najlepiej płatne w powiecie funkcje, ale nie ma chętnych – mówił Marek Mastalerek. I dodaje, że winne nie są tylko wynagrodzenia, ale sposób zatrudnienia. – Choć mówi się, że nadzór powinien być niezależny, to lekarz w każdej chwili może być odwołany, gdy nadepnie na odcisk producentowi, który ma znajomości u polityka – wyjaśnia Mastalerek. Powołanie wprowadzono dwa lata temu, zastąpiło konkursy i umowy o pracę oraz umożliwiło odwołanie kilkuset powiatowych lekarzy weterynarii i ich zastępców.  Wówczas resort rolnictwa tłumaczył, że zmiany sposobu zatrudniania spowodowane są koniecznością wzmocnienia nadzoru nad urzędowymi lekarzami weterynarii, a także zapewnienia skuteczności ich działania w zakresie czynności zlecanych i zwalczania chorób zakaźnych, chodziło głównie o ASF.

 



 

Lekarz urzędowy, czyli kto

Jeżeli powiatowy lekarz weterynarii z przyczyn finansowych lub organizacyjnych nie jest w stanie wykonać ustawowych zadań Inspekcji, to na podstawie art. 16 ustawy może wyznaczać na czas określony lekarzy weterynarii niebędących pracownikami Inspekcji. Zwykle taką funkcję urzędowego lekarza weterynarii dostaje tzw. lekarz prywatny. Jego wynagrodzenie pokrywa budżet państwa, ale nie jest on etatowym pracownikiem IW. Zwykle jednak jego wynagrodzenie jest wyższe niż lekarza powiatowego. - To nie prywatni lekarze badają mięso w ubojni, ale urzędowo wyznaczeni – podkreślał Jacek Łukaszewicz, prezes Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej. Dlatego jego zdaniem tzw. etatyzacja nie jest potrzebna, bo etatowy pracownik o niejasnych kwalifikacjach nie musi okazać się lepszy. Taki pomysł tuż po emisji reportażu o ubojni przedstawił Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa. Koszt jego wprowadzenia - według szacunków do projektu ustawy ustanawiającej jedną inspekcję do spraw żywności zamiast obecnych pięciu - wyniósłby 727 mln zł. Wiceminister zapewnił jednak, że być może pojawi się pomysł etatowych lekarzy, ale nie teraz. Projekt nad którym pracuje resort ma jedynie wzmocnić nadzór nad lekarzami urzędowymi. Jak - nie doprecyzował.

Sprawdź w LEX: Czy powiatowy inspektorat weterynarii ma obowiązek powołania inspektora ochrony danych? >

Problem z zarządzaniem

Obecnie organami Inspekcji Weterynarii są główny lekarz weterynarii, wojewódzki lekarz weterynarii, jako kierownik wojewódzkiej inspekcji weterynaryjnej wchodzącej w skład zespolonej administracji rządowej oraz  powiatowy lekarz weterynarii, jako kierownik powiatowej inspekcji weterynaryjnej wchodzącej w skład niezespolonej administracji rządowej. To oznacza, że wojewódzcy i powiatowi lekarze działają pod zwierzchnictwem wojewody, a główny lekarz praktycznie nie ma wpływu na ich działanie, bo… to nie on decyduje o finansach. Prawo.pl udało się ustalić, że przygotowywany w resorcie rolnictwa projekt przewiduje, że wojewódzki lekarz weterynarii będzie podlegał głównemu lekarzowi i będzie wchodził w skład niezespolonej administracji. Ponadto to główny lekarz weterynarii samodzielnie powoła lekarzy wojewódzkich i powiatowych. Obecnie musi dogadać się z wojewodą, co nie zawsze jest łatwe. Jacek Łukaszewicz z zadowoleniem przyjął zapowiedź tzw. pionizacji. Dodał, że tak samo powinno się zrobić z inspekcją sanitarną. Ponadto jego zdaniem IW powinna podlegać bezpośrednio premierowi, co wzmocniłoby jej niezależność.

Obecnie w Polsce kontrolą żywności zajmuje się pięć inspekcji: Państwowa Inspekcja Sanitarna (PIS) i Inspekcja Weterynaryjna (IW), Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa (PIORiN), Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS) oraz znajdująca się w strukturach Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów – Inspekcja Handlowa (IH). Bezpieczeństwem żywności zajmują się inspekcje: weterynaryjna i sanitarna. Pierwsza podlega ministrowi rolnictwa, druga ministrowi zdrowia.