Bliscy zmarłych na COVID-19 dowiadują się, że pogrzeb musi odbyć się w ciągu 24 godzin, choć nie jest to uregulowane w przepisach. Problemy pojawiają się czasem również na etapie załatwiania spraw w zakładzie pogrzebowym, niektóre z nich wymagają dodatkowych opłat, a te mniejsze - jako że wymogi dotyczące zakładania takiej firmy nie są specjalnie restrykcyjne - często nie wiedzą i nie chcą organizować pogrzebów osób, które zmarły na zapalenie płuc wywołane przez koronawirusa. Do tej pory dodatkowe problemy mogły też sprawiać rządowe restrykcje dotyczące organizacji pogrzebów.

Czytaj też: Pogrzeby w czasie koronawirusa - zakłady pogrzebowe apelują o zmiany>>

 

COVID-u nie ma w wykazie, pogrzeby pod znakiem zapytania

Wiele problemów powoduje luka w rozporządzeniu, bo nowy koronawirus nie jest zgodnie z prawem chorobą zakaźną wymagającą szczególnego postępowania ze zwłokami. Wygląda na to, że nie jest, bo SARS-CoV 2 nie został dopisany do wykazu chorób zakaźnych zawartych w rozporządzeniu ministra zdrowia z 6 grudnia 2001 r. w sprawie wykazu chorób zakaźnych, w przypadku których stwierdzenie zgonu wymaga szczególnego postępowania ze zwłokami osób zmarłych na te choroby.

 

Wpis do wykazu chorób potrzebny, ale ryzykowny

Zasady postępowania ze zwłokami osób zmarłych na chorobę wywołaną wirusem SARS-CoV-2 (COVID-19) zawiera rozporządzenie ministra zdrowia zmieniające rozporządzenie w sprawie postępowania ze zwłokami i szczątkami ludzkimi z 3 kwietnia 2020 roku. Są tam jednak nieścisłości, spowodowane, według branży pogrzebowej, brakiem konsultacji z przedstawicielami zakładów pogrzebowych.

 

 


 

Jak mówi nam Krzysztof Wolicki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego, gdyby COVID był w tym wykazie, nie byłoby problemu, bo przepisy o postępowaniu ze zwłokami wskazują wyraźnie, co należy zrobić. „Zwłoki osób zmarłych na choroby zakaźne określone w wykazie niezwłocznie po stwierdzeniu zgonu zawija się w płótno nasycone płynem dezynfekcyjnym, składa w trumnie, a trumnę szczelnie się zamyka i obmywa z zewnątrz płynem dezynfekcyjnym. (…) na trumnę zakłada się worek foliowy z nieprzepuszczalnego tworzywa sztucznego (…). Zwłoki zawozi się bezpośrednio z miejsca zgonu na cmentarz i dokonuje pochowania w ciągu 24 godzin od chwili zgonu. (…)”.

 

Powodem niedopisania do wykazu była obawa, że w przypadku gdy zgonów będzie za dużo, powstałyby problemy w zorganizowaniu pochówku na najbliższym cmentarzu w ciągu 24 godzin od śmierci.

 

Bez mszy i pożegnań, co ludzie powiedzą

Scenariusz postępowania ze zwłokami w przypadku, gdy przyczyną śmierci była choroba zakaźna wpisana na wspomnianą listę, wygląda tak: ze szpitala prosto na cmentarz. Obecnie ciało trzeba przewieźć do zakładu, umieścić w chłodni i załatwić formalności. Z naszych rozmów z pracownikami firm pogrzebowych wynika, że powodem niedopisania koronawirusa do wykazu mogła być też obawa przed społeczną niechęcią takiego postępowania ze zmarłymi. Do tradycji należą pożegnania zmarłych, ich ubieranie, msze święte i pogrzeby z udziałem licznej rodziny i przyjaciół. To samo dotyczy kremacji zwłok – więcej jest zwolenników pogrzebów tradycyjnych, w trumnach i „dużych” grobach.

 

Jak się dowiadujemy, obecnie jedynie ok. 40 proc. pogrzebów osób zmarłych na COVID prowadzonych było w formie pochówku urny ze spalonymi zwłokami. Tymczasem przedsiębiorcy pogrzebowi apelowali o wprowadzenie obowiązku spopielania zwłok osób zakażonych, bo temperatura pieca – ok. 950 stopni zneutralizuje wirusa.

 

Zobacz też: Koronawirus po śmierci - luki w prawie dla cmentarzy i zakładów pogrzebowych>>

 

Identyfikacja zwłok przez MMS

Innego zdania jest dr nauk medycznych Krzysztof Kordel, specjalista medycyny sądowej i lekarz patomorfolog, który mówi nam, że do rozporządzenia nie trzeba wprost wpisywać COVID-19, bo wspomina ono o innych chorobach zakaźnych, do których niewątpliwie należy ta choroba. Tym bardziej, że na liście znajduje się już SARS.

 

- Na pewno w tym przypadku muszą być zachowane wszelkie środki bezpieczeństwa, wiemy z całą pewnością, że wirus utrzymuje się na zwłokach i nie ma mowy o żadnym dotykaniu czy - co czasem się zdarza na co bardziej tradycyjnych pogrzebach - całowaniu zwłok - tłumaczy dr Kordel. Dodaje też, że jeżeli tożsamość zmarłego nie jest znana lub szpital ma co do niej jakieś wątpliwości to nie ma mowy o tym, by rodzina przychodziła do kostnicy i identyfikowała zwłoki osobiście. Praktykowane jest wtedy właśnie przesyłanie zdjęcia zmarłego mailem lub MMS-em. Choć szczególnego przepisu w tym zakresie również nie ma.

 

- Zazwyczaj szpital nie ma problemu z ustaleniem tożsamości zmarłego, ale oczywiście zdarza się, że rodzina chce zobaczyć zmarłego -mówi dr Kordel. Postępowanie szpitali w przypadku śmierci pacjenta reguluje rozporządzenie ministra zdrowia, w którym opisana jest cała procedura postępowania ze zwłokami i stwierdzania zgonu.

 

Chałupniczy zakład pogrzebowy

Jeszcze jedna istotna luka w prawie wiąże się z archaicznymi przepisami o cmentarzach i chowaniu zmarłych. W ustawie z 1959 roku nie ma przepisów określających przedsiębiorcę pogrzebowego. Stowarzyszenia funeralne od wielu lat postulują zmianę przestarzałego prawa, które w dodatku zawiera zapisy z ustawy z… 1932 roku.

Jak podkreśla Sebastian Rubin, prezes Stowarzyszenia Polskiej Izby Pogrzebowej, problemem branży jest to, że pracuje na starych przepisach, gdzie jest mowa o przycmentarnym „domu przedpogrzebowym”. Jego zdaniem do wymogów działania zakładów nie jest przygotowane ustawodawstwo. - Działamy w pustce prawnej, chociaż biznesowo środowisko podniosło poprzeczkę i mamy usługi na poziomie europejskim – mówi. Jak dodaje, poważne i profesjonalne firmy zatrudniające nawet kilkadziesiąt osób spełniają europejskie standardy i mają wysoki poziom usług, duży zasób wiedzy i praktyczne przygotowanie.

Zagrożeniem dla nich i dużym problemem dla branży jest brak respektowania przepisów przez małe, często nieprofesjonalnie działające firmy.

- Do prowadzenia zakładu potrzebny jest dowód osobisty, nie trzeba mieć zatrudnionych na stałe pracowników – mówi Krzysztof Wolicki.

Bywa więc tak, że „zakład pogrzebowy” to właściciel, jego żona i wynajmowani do pogrzebów przypadkowi mężczyźni. W takich placówkach trudniej o zachowanie procedur i one najczęściej – i pewnie na szczęście - w obawie przed upadkiem firmy nie chcą się podejmować organizacji pogrzebów zmarłych z powodu COVID i polecają większe firmy, które są przygotowane i ubezpieczone.

Dodatkowe koszty poniesie zakład, a nie rodzina

Cena pogrzebu nie jest jednolita dla całej Polski, kształtuje się różnie w różnych częściach kraju. Najwyższe średnie ceny są w Gdańsku i Krakowie.

Sebastian Rubin mówi, że koszty pogrzebów osób z COVID nie powinny być wyższe od pogrzebów nie zakażonych zmarłych. Jak podkreśla, takie czynności jak dezynfekcja samochodu czy chłodni były wykonywane zawsze, nie są to więc szczególne, dodatkowe działania. – W sposób nadzwyczajny to nie zmienia naszej pracy - mówi. Jak dodaje, nieco inaczej niż normalnie są przechowywane zwłoki w chłodniach w zakładach – zabezpieczenie polega tu na umieszczeniu ich w określonej separacji od innych zmarłych.

 

Jak podkreśla Krzysztof Wolicki, koszty pogrzebów spadły m.in. dlatego, że przestano kupować kwiaty. Natomiast koszty środków zabezpieczających ponosi zakład, który wlicza to w koszty, żeby nie obciążać klientów. - Zakład musi ponosić koszty zabezpieczenia pracowników takich jak fartuchy, rękawice, nie możemy bezpośrednio tego przerzucić na klienta – podkreśla. To koszt ok. 50-70 zł za pogrzeb. Odkażenie samochodu przewożącego zwłoki jest konieczne, ale nie jest to nowy obowiązek, mówiły o tym wcześniejsze przepisy - jest to konieczne po każdym podejrzeniu choroby zakaźnej.

 

Kto przeszkoli pracowników zakładów pogrzebowych, kto odkazi dom?

Rozporządzenie zmieniające zasady postępowania ze zwłokami z kwietnia tego roku przewiduje m.in. przeprowadzenie czynności przy zakażonych koronawirusem zwłokach "przez odpowiednio przeszkolone osoby zatrudnione w zakładach pogrzebowych”. Tymczasem przepisy nie precyzują, co znaczy „odpowiednio przeszkolone”. Nie wiadomo też, kto ma takie szkolenia przeprowadzać i jaki powinien być ich zakres merytoryczny.

Prawo nie przewiduje też na przykład wprost, kto ma dokonać odkażenia w przypadku zgonu na COVID w mieszkaniu, domu czy biurze. - Przewidziany jest obowiązek odkażenia mieszkania, ale już nie wiadomo, kto miałby tego dokonać. W praktyce są odpowiednie, wyspecjalizowane firmy, które się tym zajmują – mówi Sebastian Rubin. Jego zdaniem nie stanowi to większego problemu, ponieważ zgony z powodu COVID są w szpitalach.

 

Odpowiedzialność za przekroczenie dopuszczalnej liczby osób

Jeśli przyjdzie za dużo osób (od 17 maja 50 osób na cmentarzu, a w kościele lub kaplicy 1 uczestnik na 10 m2 powierzchni tego budynku), odpowiedzialność za naruszenie przepisów leży po stronie organizatora czyli rodziny. W kościołach pilnuje zazwyczaj tzw. kościelny, rodziny muszą natomiast poprosić gości, by przestrzegali wytycznych i zachowywali odległość lub nie próbowali wszyscy wejść do kościoła.

 

Pogrzeby osób zakażonych różnią się tym, że nie ma pożegnania osoby zmarłej dlatego, że nie otwiera się ponownie trumny. Nie ma tu znaczenia, czy mówimy o kremacji, czy o pogrzebie tradycyjnym.  – Zmarłego odbiera się ze szpitala, umieszcza w trumnie, która zostaje zamknięta i zabezpieczona, nie otwiera się jej w zakładzie, jak w przypadku zmarłych niezakażonych – mówi Sebastian Rubin.