1 maja 2019 r. mija 15 lat od wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Akcesja istotnie wpłynęła na polską gospodarkę i prawo.

Korzyści ekonomiczne

Od 2004 r. stopa bezrobocia z 18 procent zmalała do 4, 5 proc. w 2017 r. Produkt Krajowy brutto z 933 062 mln zł w 2004 r. wzrósł do 1 982 080 mln zł w ub. roku. Wzrosła jednak inflacja - z 1,6 proc. do 1,9 proc.

W 2004 r. problemem dla budżetu państwa był deficyt stanowiący 26,5 proc. dochodów. A po wejściu do Unii Europejskiej wskaźnik ten zmniejszył się do 7,2 proc. Jednak wystąpił trend negatywny - dług instytucji rządowych i samorządowych, który wzrósł aż o 139 procent.

Ministerstwo Przedsiębiorczości oceniło, że gospodarka Polski coraz szybciej niweluje różnicę w stosunku do europejskich liderów.

Jednolity wspólny rynek przynosi liczne korzyści, ale też stwarza problemy. Barierami wykorzystania potencjału wspólnego rynku są wymogi administracyjne oraz niewystarczające egzekwowanie prawa. Wspólny rynek umożliwił zwiększanie innowacyjności i konkurencyjności oraz przepływ przepływ kapitału - wskazują eksperci.

W praktyce oznacza to, że np. obywatele Polski mogą kupić dom lub mieszkanie w innym państwie członkowskim, otworzyć tam rachunek bankowy lub lokatę terminową. Przedsiębiorstwa natomiast mogą dokonywać przelewów za granicę w celu zapłaty za towar lub usługę, założyć filię, współpracować z innymi firmami.

Zalety i wady członkostwa - co na to prawnicy

Pierwszym krokiem do członkostwa Polski w UE było podpisanie 16 grudnia 1991 roku Układu Europejskiego ustanawiającego stowarzyszenie pomiędzy Polską a Wspólnotami Europejskimi i ich państwami członkowskimi. A jednym z decydujących i końcowych kroków było ogólnopolskie referendum akcesyjne. Odbyło się ono  7-8 czerwca 2003 roku - za członkostwem w UE opowiedziało się w nim 77,45 proc. Polaków.

Zapytaliśmy prawników o korzyści płynące z członkostwa w Unii Europejskiej, a także o niedogodności i zagrożenia z niego wynikające.

Czytaj: Prof. Hofmański o systemie prawa karnego procesowego: nie umknie nam nic, co istotne>>

Prof. dr hab. Piotr Hofmański, pierwszy polski sędzia Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze:

Od początku integracji Sąd Najwyższy stosował prawo europejskie. Zwłaszcza, jeśli czyta się orzecznictwo w sprawach szerszych problemów i zgodności ustawodawstw polskiego i wspólnotowego. Myślę, że ostatnie wydarzenia w Polsce i możność odwołania się do prawa unijnego daje większe poczucie bezpieczeństwa prawnego tym, którzy sobie z tego zdają sprawę.

Natomiast w świadomości społecznej bardzo długo nie przebijało się, że każdy sędzia krajowy jest jednocześnie sędzią unijnym. Nie jest zatem nadzwyczajnym wydarzeniem, że sędzia polski odwołuje się do norm unijnych, to jest jego pierwotny obowiązek i nasze zobowiązanie. Jednak propaganda rządowa nie sprzyja takiemu myśleniu. Zwykły obywatel odbiera szybciej informację, że droga została wybudowana z funduszy unijnych niż, że przestrzegamy europejskich wartości. A Unia to nie są tylko same pieniądze, ale i wspólne wartości, takie jak: poszanowanie godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości.

 


Prof. dr hab. Ryszard Piotrowski, Wydział Prawa i Administracji UW:

Polska zyskała przekonanie, że jesteśmy w Europie, wróciliśmy do tradycji państwa prawnego. Zaczęliśmy na nowo odnajdywać naszą tożsamość, przypominając zasadę "nic o nas bez nas", przypominając, że to w Polsce mawiano: u nas nie król włada, tylko prawo. I to jest sukces - moim zdaniem - perspektywicznie znaczący.

Oprócz tego, są oczywiście przewagi członkostwa w Unii natury gospodarczej. Wystarczy rozejrzeć się dookoła i dostrzec, jak wiele zmieniło się w rezultacie różnych projektów strukturalnych. Oczywiście bardzo ważne jest "zmaterializowanie" europejskości przez swobodę poruszania się, przez przywilej bycia obywatelem UE.

Ważne jest również poczucie odpowiedzialności za sprawy europejskie, które się przecież pojawia.

Czytaj: Szef KRS nie wie, czy wyrok TSUE będzie uznany>>

- Do minusów zaliczyłbym negatywne konsekwencje związane z tendencją do biurokratyzacji wszystkiego, do nadmiaru prawa. Narzekaliśmy kiedyś na inflację i nadmierną szczegółowość przepisów prawnych, ale to z czym spotykamy się w prawie europejskim różnej rangi przewyższa nasze dotychczasowe negatywne doświadczenia. Prawodawstwo europejskie wzmacnia  naturalne tendencje polskich prawodawców do kazuistyki, bo skoro tam można, to i u nas też.

Do negatywnych konsekwencji zaliczyłbym biurokratyzację szkolnictwa wyższego. Jednak ta negatywna tendencja jest równoważona przez pozytywy związane z możliwością korzystania przez naszych studentów i pracowników naukowych z różnych programów wymiany, z Erasmusa zwłaszcza.

Prof. Genowefa Grabowska, europosłanka w latach 2004-2009 r.:

- Mam doświadczenia z pierwszej kadencji pracy w Parlamencie Europejskim i obserwowałam nasze, pierwsze, nieporadne kroki w procesie współtworzenia prawa wspólnotowego. Wtedy decydująca rolę odgrywały Francja i Niemcy, jako inicjatorzy powstania wspólnoty.

Uczestniczyłam w powstawaniu Konstytucji dla Europy, która jednak nie weszła w życie z powodu odrzucenia w referendum w Holandii i Danii. Jednak zawierała bardzo bliską mi ideę "Zjednoczeni w różnorodności" i żałuję, że ten motyw nie został umieszczony w Traktacie Lizbońskim.

Ubolewam, że nie znalazła odzwierciedlenia w tym Traktacie różnorodność. Wyraża się ona w tym, że nie wolno wszystkiego ujednolicać, że ingerowanie w specyfikę kulturową państw nie jest najlepszym rozwiązaniem.

Jednak Unia część tej idei wdrożyła. Mam na myśli choćby rejestrację produktów regionalnych, które są rozpoznawalne jako świadectwo kulturowe.

Warto wskazać, że państwa członkowskie mają wspólne wartości zawarte w art. 2  Traktatu o UE . Ale Traktat nie zmusza społeczeństw do jednakowego zachowania. Historia i tradycja jest naszym wielkim bogactwem

Udział Polski w Unii Europejskiej widać na każdym kroku - są to np. tablice informujące, że most czy szosę wybudowano ze środków unijnych. Rząd potrafił wykorzystać te środki, a fundusze Rozwojowe, dotyczące infrastruktury dały silny impuls gospodarczy. Szlaki transportowe z Polski do Litwy czy Łotwy wybudowane za te środki leżą w interesie całej Unii.

Ważna też jest transgraniczna opieka medyczna; obywatele Polski mogą leczyć się w innych państwach członkowskich.

Kryzys migracyjny, na który obecnie cierpi Unia został wywołany na życzenie. Polska bowiem wielokrotnie zwracała uwagę na konieczność określania limitów migracyjnych, co się ściśle wiąże z bezpieczeństwem obywateli. Wydaje się, ze migracja - to będzie kość niezgody przez najbliższe lata w Unii.

Moim zdaniem, Polska powinna korzystać z klauzul opt-out, która dają każdemu członkowski wspólnoty możliwość urzeczywistnienia prawdziwej woli państwa.

Prof. dr hab., sędzia SN Wojciech Katner, Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego:

Moje pokolenie nie spodziewało się, że tak szybko wejdziemy do Unii. I nie spodziewaliśmy się także, że ktoś po 15 latach zapyta, czy mamy z niej wychodzić. Minusów przynależności do Wspólnoty Europejskiej nie widzę żadnych. Choć zdarzają się wypaczenia np. korupcja polityczna, biurokracja, nadmierne ambicje parlamentarzystów europejskich.

Negocjowałem z Brukselą sprawę swobody działania przedsiębiorców i przepływu kapitału, gdyż w owym czasie byłem wiceministrem gospodarki. To były trudne rozmowy.

Czytaj: UE: zawieszenie płatności może być sankcją za łamanie praworządności>>

Co do nieuznawania niektórych orzeczeń polskich przez sądy innych państw członkowskich, to jeśli są one wadliwe, należy to wskazać. Nie wszystkie przepisy unijne mi się podobają, ale współpraca wymaga kompromisów. Chodzi tu o życzliwą współpracę instytucji i sądów, a nie o uzurpatorską negację. Nie możemy dbać tylko o własny interes. Jeśli Unia się rozpadnie, to nasze dzieci będą biedne, a wnuki jeszcze bardziej.

Na naszym kontynencie od kilkudziesięciu lat nie było konfliktu międzynarodowego - dzięki Unii. Rozbudzanie nacjonalizmów i szowinizmów, to jest cyniczna gra na użytek własnych interesów, bez żadnej perspektywy dla swoich następców.

Prof. dr hab. Antoni Bojańczyk, sędzia Sądu Najwyższego: 

- Akcesja Polski do Unii Europejskiej niewątpliwie miała (i ma) dalekosiężne skutki w sferze stosowania prawa karnego. Przede wszystkim chodzi o to, że przystąpienie Polski do UE spowodowało efektywne „podłączenie” naszego systemu prawa karnego i praktyki procesowej w sprawach karnych do tych narzędzi europejskiego prawa karnego, których celem jest istotne uproszczenie praktyki karnej w sprawach z udziałem czynnika międzynarodowego wewnątrz Unii Europejskiej i pomiędzy poszczególnymi państwami członkowskimi i zwiększenie skuteczności ścigania.

W pierwszej kolejności mam tu na myśli oczywiście Europejski Nakaz Aresztowania. W sposób zasadniczy przyczynił się on do wzrostu efektywności postępowań (także postępowań wykonawczych) dotyczących osób ściganych za przestępstwa podlegające jurysdykcji polskich sądów karnych. Trzeba jednak pamiętać o tym, że stosowanie ENA już na samym początku jego stosowania natrafiło na poważną barierę konstytucyjną.

Czytaj: Samorządowcy chwalą członkostwo unii europejskiej

Trybunał Konstytucyjny podważył jego zgodność z wynikającym z Konstytucji zakazem ekstradycji obywateli polskich. Konieczna była zatem zmiana ustawy zasadniczej. I rzeczywiście do takiej zmiany doszło: wprowadzono wyjątki od zakazu wydawania własnych obywateli, obejmujące ENA. Nie można jednak nie wspomnieć o dużo młodszym kuzynie ENA, tj. o Europejskim Nakazie Dochodzeniowym, który — wszystko na to wskazuje — przyczyni się do znaczącego uproszczenia przeprowadzania dowodów w sprawach o charakterze transgranicznym w ramach Unii Europejskiej. 

Bilans wydaje się zatem w zasadzie pozytywny, zwłaszcza jeżeli zważy się na statystycznie istotne „gabaryty” ruchu w ramach ENA.

W szczytowym okresie jego stosowania (dziesięć lat temu) w Polsce wydawano rocznie ok. pięciu tysięcy nakazów rocznie, później dynamika ta zmalała. Entuzjazm wobec tych instrumentów studzi jednak nieco próba — szczęśliwie wyłącznie jednostkowa — wykorzystania instytucji ENA (w tzw. sprawie irlandzkiej Artura C.) jako dogodnego pretekstu do zakwestionowania przyjętych przez Polskę zmian ustawowych w obszarze wymiaru sprawiedliwości pod pozorem osłabienia prawa do rzetelnego procesu sądowego w Polsce, w dodatku przy niezwykle silnym eksponowaniu przez irlandzki sąd pytający faktu złożenia wniosku do ETS przez Komisję Europejską w trybie art. 7 TUE co do stanu praworządności w Polsce.

 Rozpoznając pytanie prejudycjalne sądu irlandzkiego Europejski Trybunał Sprawiedliwości w wyroku z lipca 2018 r. w zasadzie nie powiedział niczego precedensowego. Przede wszystkim nie stwierdził istnienia w Polsce „kryzysu systemowego”, bo też nie o to pytał sąd irlandzki. Stwierdził mianowicie ETS — powielając i potwierdzając swoje ustabilizowane orzecznictwo — tylko (i aż) tyle, że informacje z wniosku Komisji Europejskiej o rzekomym naruszeniu przez polskie zmiany legislacyjne stanu praworządności należy wprawdzie uwzględniać przy decydowaniu o uwzględnieniu ENA, jednak samo stosowanie ENA nie ulega zawieszeniu tylko z powodu uruchomienia art. 7 TUE. Zaś istnienie rzeczywistego ryzyka naruszenia prawa podstawowego do rzetelnego procesu sądowego ze względu na systemowe lub ogólne nieprawidłowości w niezawisłości władzy sądowniczej wydającego nakaz państwa członkowskiego muszą być zweryfikowane w sposób konkretny i dokładny.

Należy przy tym uwzględnić informacje udzielonych przez wydające nakaz państwo członkowskie i zweryfikować, czy istnieją poważne i sprawdzone podstawy, aby uznać, że osoba objęta ENA będzie narażona na ryzyko naruszenia prawa podstawowego. Ostatecznie — po przeprowadzeniu weryfikacji zgodnie ze wskazówkami wynikającymi z orzeczenia ETS — irlandzki sąd przekazał Polsce mężczyznę podejrzanego o handel narkotykami na wielką skalę (zarzucono mu m. in. wprowadzenie do obrotu prawie 50 kilogramów amfetaminy wartej co najmniej 225 tysięcy złotych i 200 tysięcy pigułek tzw. „Ecstasy” wartych co najmniej 290 tysięcy złotych). Tego typu sprawy jak irlandzka są zatem tylko statystycznym marginesem i wyjątkiem w praktyce stosowania narzędzi europejskiego prawa karnego. W dodatku zrealizowanie ENA w sprawie irlandzkiej dowodzi, że wątpliwości irlandzkiego sądu na temat stanu praworządności w Polsce okazały się bezpodstawne.

Prof. dr hab. Andrzej Rzepliński, kierownik Katedry Kryminologii i Polityki Kryminalnej UW, b. prezes Trybunału Konstytucyjnego.

- Przystosowywaliśmy nasze prawo do potrzeb wspólnotowych już w okresie przejściowym do Unii Europejskiej, bo przygotowania trwały około 10 lat. Kiedy przygotowaliśmy przepisy prawne do wdrożenia w Polsce, to wydaje się, że prawie nikt tego nie czytał, a tłumaczenia rozporządzeń i dyrektyw były i są fatalne. Na początku integracji Sejm rocznie przyjmował nawet 700 ustaw. Czy to było dobre? To było konieczne, aby prawo wypracowane w ramach UE miało właściwy kształt. Proces ten wskazywał, że jesteśmy gotowi by stać się pełnoprawnym członkiem.

Wyśmiewano niejednokrotnie zbyt szczegółowe i z pozoru głupie regulacje, np. dotyczące stopnia skrzywienia importowanych bananów do UE. Ale w tym był jakiś sens - zbyt krzywe banany nie mieściły się do skrzynek, a tych prostszych można było przewieźć więcej.

Sędzia Bartłomiej Przymusiński, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia":   

Do pozytywów zaliczyłbym bardzo daleko idącą integrację prawa europejskiego, czyli wprowadzenie skutecznych instrumentów, o których jeszcze 20 lat temu jako prawnicy nie mogliśmy marzyć.  Należą do nich: europejski nakaz zapłaty, europejski tytuł egzekucyjny, europejski nakaz aresztowania.

Jeśli ktoś jest prawnikiem to widzi, jak dużo dała integracja europejska w sferze jurydycznej. W ramach UE ujednolicono sprawę uznawania wzajemnych orzeczeń, sprawę kognicji sądów i widać, że tworzy się europejski system sprawiedliwości. Dla zwykłych ludzi jest to duży plus, duże ułatwienie, gdy chcą dochodzić od kogoś sprawiedliwości za granicą.

Minusy to jest to, że mało mówiono o plusach w UE, co spowodowało wyzwolenie fali fałszywych nacjonalizmów opartych na fałszywych przesłankach. I to doprowadziło do sytuacji, gdy niekiedy Unię przedstawia się jako źródło wszelkiego zła.