W SN wybory kandydatów na I prezesa, ale bez "starych" sędziów
24 lutego rozpoczyna Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego, które ma wyłonić kandydatów na I prezesa SN. Na pierwszym terminie prawdopodobnie się nie skończy, bo w Zgromadzeniu nie zamierzają wziąć udziału tzw. "starzy sędziowie", wybór może jednak się zakończyć jeszcze w tym tygodniu. Wśród kandydatów na I prezesa SN wymieniany jest prof. Mariusz Załucki, sędzia Izby Cywilnej. Nie kandyduje natomiast obecna prezes - prof. Małgorzata Manowska i to ona będzie przewodniczyć Zgromadzeniu.

Kandydować ma też, jak mówią rozmówcy Prawo.pl z SN, sędzia Zbigniew Kapiński, prezes Izby Karnej Sądu Najwyższego.
Można powiedzieć, że emocje związane ze zmianami, które mają nastąpić w Sądzie Najwyższym, sięgają zenitu. Do wyboru nowego I prezesa SN dochodzi w momencie, gdy na biurku ministra sprawiedliwości jest projekt nowej ustawy o SN, zakładający zmiany także w powoływaniu prezesa SN i likwidacja Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Sprawy Publicznych, oraz Odpowiedzialności Zawodowej, a w Sejmie tzw. ustawa praworządnościowa - regulująca status sędziów powołanych przy udziale obecnej KRS, czyli w skład której wchodzi 15 sędziów/członków wybranych przez Sejm, a nie przez sędziów. Równocześnie trwa już procedura wyboru nowych sędziowskich członków Rady, rozpoczęta na podstawie obowiązujących przepisów (zakładających wybór ich przez Sejm), bo prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelizację ustawy o KRS, która miała to zmienić.
Profesor Manowska, czyli obecna I prezes SN, całą procedurę zresztą ułatwiła. Ponieważ nie kandyduje, to ona przewodniczy Zgromadzeniu Ogólnemu. Gdyby kandydowała, takiego sędziego/przewodniczącego spośród sędziów SN, wskazałby prezydent. Wtedy jednak - zgodnie z art. 144 Konstytucji - potrzebna byłaby kontrasygnata premiera. Co istotne, nie będzie potrzebna przy powołaniu przez prezydenta pierwszego prezesa Sądu Najwyższego (wprost wskazuje na to Konstytucja).
Czytaj: Profesor Manowska nie będzie ubiegać się o kolejną kadencję I prezesa SN>>
Na jednym Zgromadzeniu raczej się nie skończy
Zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym - art. 12., pierwszy prezes Sądu Najwyższego jest powoływany przez prezydenta na sześcioletnią kadencję spośród 5 kandydatów wybranych przez zgromadzenie ogólne sędziów Sądu Najwyższego i może zostać ponownie powołany tylko raz. Osoba powołana na to stanowisko może je zajmować tylko do czasu przejścia w stan spoczynku, przeniesienia w stan spoczynku albo wygaśnięcia stosunku służbowego sędziego Sądu Najwyższego.
Co istotne, zgromadzenie wybiera kandydatów na to stanowisko spośród sędziów SN w stanie czynnym, nie później niż na 6 tygodni przed upływem kadencji obecnego I prezesa albo w terminie 14 dni od dnia przejścia w stan spoczynku. Każdy sędzia SN ma prawo zgłosić jednego kandydata na to stanowisko. Zgłoszenia kandydata dokonuje się przewodniczącemu Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego dokonującemu wyboru, niezwłocznie po jego rozpoczęciu. Zgromadzeniu Ogólnemu przewodniczy I prezes SN, a w przypadku, gdy nie jest to możliwe lub gdy zgłoszono jego kandydaturę - sędzia Sądu Najwyższego, którego kandydatura nie została zgłoszona, wyznaczony przez prezydenta.
Do dokonania przez zgromadzenie ogólne wyboru kandydatów na stanowisko pierwszego prezesa Sądu Najwyższego wymagana jest obecność co najmniej 84 członków Zgromadzenia. Jeżeli wyboru nie dokonano ze względu na brak wymaganego kworum, do dokonania wyboru na kolejnym posiedzeniu wymagana jest obecność co najmniej 75 członków. Jeżeli także na tym posiedzeniu wyboru nie dokonano ze względu na brak wymaganego kworum, wybór może zostać dokonany na kolejnym posiedzeniu w przypadku obecności co najmniej 32 członków Zgromadzenia. Posiedzenia te zwołuje się na dzień przypadający nie później niż w terminie 5 dni od daty odbycia poprzedniego posiedzenia. Każdy sędzia uczestniczący w głosowaniu może oddać tylko jeden głos. Głosowanie jest tajne. Na stół prezydenta trafia lista z nazwiskami pięciu kandydatów, którzy uzyskali największą liczbę głosów. Jeżeli dwóch lub więcej kandydatów na stanowisko I prezesa uzyskało równą liczbę głosów, w wyniku czego nie jest możliwe wybranie pięciu kandydatów, przeprowadza się ponowne głosowanie z udziałem tylko tych kandydatów.
Jak dowiedziało się nieoficjalnie Prawo.pl, sędziowie SN powołani przy udziale poprzedniej KRS, sprzed 2018 r., w dniu rozpoczęcia Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego złożą specjalne oświadczenie. Nie zamierzają też uczestniczyć w wyborze kandydata na I prezesa Sądu Najwyższego.
Czytaj: I prezes SN zaskarżyła do TK wymóg kontrasygnaty przez premiera>>
Na wyborze I prezesa nie powinno być skazy
Bohdan Bieniek, sędzia Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN zaznacza, że funkcję I Prezesa Sądu Najwyższego powinna objąć osoba, której proces nominacyjny był wolny od wad.
- Autorytet tego urzędu nie pozwala w tej kwestii na żadne kompromisy – twierdzi sędzia. I dodaje, że tym samym w Zgromadzeniu Ogólnym Sędziów SN powinny brać udział osoby, które zostały powołane na urząd sędziego w zgodzie z Konstytucją RP. Chodzi o to, że w ocenie dużej części środowiska prawniczego, rządu i m.in. "starych" sędziów SN, "nowi" sędziowie, także SN, zostali powołani wadliwie, bo przy udziale KRS, której skład jest niezgodny z Konstytucją. Druga strona podnosi, że w Konstytucji nie wskazano wprost, że sędziów do KRS mają wybierać sędziowie.
To nie oto chodzi, jak uważają "nowi" sędziowie, że dotychczas nie ma orzeczenia stwierdzającego, iż nie są sędziami. Ugruntowane stanowisko europejskich Trybunałów i SN odnośnie nieusuwalnych (do tej pory) mankamentów w procedurze nominacyjnej powoduje brak możliwości utworzenia przez nich niezależnego i bezstronnego sądu. Zatem powinniśmy unikać sytuacji, by taka osoba piastowała najwyższe funkcje w organach Sądu Najwyższego. Tymczasem – jak obserwuję – w Sądzie Najwyższym tylko nowi sędziowie są predestynowani do pełnienia wszelkich funkcji kierowniczych, niezależnie od poziomu ich kwalifikacji oraz doświadczenia orzeczniczego - dodaje sędzia Bieniek.
Były prawybory? Starzy sędziowie nic o tym nie wiedzą
Kolejnym dowodem na silny podział sędziów jest kwestia prawyborów. Te - według naszych informacji - odbyły się m.in. w Izbie Cywilnej. Sędziowie anonimowo udzielali poparcia poszczególnym kandydatom, 60 proc. poparcia zyskał sędzia prof. Mariusz Załucki.
Sędzia Izby Cywilnej SN prof. Marta Romańska mówi nam jednak, że nic nie wie o zorganizowaniu prawyborów na kandydata do tego stanowiska. – Z całą pewnością, jeśli jakieś prawybory się odbyły, to bez naszego udziału – dodaje. Profesor jest sędzią powołaną przez KRS ukształtowaną przed 2017 rokiem. – Wybór nowego kandydata na prezesa wywoła jedynie zamieszanie – dodaje.
Z kolei sędzia prof. Załucki mówi serwisowi Prawo.pl, że w jego ocenie społeczeństwo ma już dosyć słuchania o tym, kto jest, a kto nie jest sędzią. - To nas, sędziów, kompromituje w jego oczach. Trzeba jednak liczyć się z tym, że kolejny raz pojawią się działania zmierzające do kwestionowania legalności zgromadzenia sędziów SN. Od pewnego bowiem czasu część sędziów SN, zwłaszcza ci powołani przed 2017 rokiem, zamiast realizować swoje konstytucyjne obowiązki, angażuje się w działalność – nie boję się tego powiedzieć – o charakterze partyjnym. Koledzy upodobali sobie różnego rodzaju manifesty, ostatnio głównie pisemne bądź medialne, choć niestety czasem także orzecznicze. To ciekawe, bo przez długi czas uczestniczyli z sędziami powołanymi z rekomendacji nowej KRS w zgromadzeniach – w zasadzie do tego momentu, dopóki mieli na tych zgromadzeniach większość. Wówczas nie podważali ich legalności, bo – jak sądzę – mogli podejmować uchwały zgodnie ze swoimi oczekiwaniami i zwyczajami. Zmiany demokratyczne oraz zwiększenie transparentności funkcjonowania Sądu Najwyższego, a szerzej – wymiaru sprawiedliwości, okazały się dla części tego środowiska trudne do zaakceptowania - podsumowuje.
I dodaje, że nie jest już możliwe "prowadzenie polityki ustalanej w zaciszu gabinetów, bez liczenia się ze zdaniem większości".
W takiej sytuacji łatwiej jest więc pisać manifesty i podejmować działania charakterystyczne dla haseł części sceny politycznej, niż uczestniczyć w normalnym procesie decyzyjnym w SN. Zresztą ustawodawca przewidział takie nadzwyczajne sytuacje. Nawet więc gdyby bojkot rzeczywiście miał miejsce, to w trzecim terminie zgromadzenia, który najprawdopodobniej odbędzie się w dalszej części tygodnia, dojdzie do wyłonienia i przedstawienia kandydatów na stanowisko I prezesa - podsumowuje.
Pozytywnej zmiany nie będzie?
Adwokat dr Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie uważa, że wybór nowego Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego niczego nie zmieni.
- Zmiana na stanowisku I Prezesa SN ma obecnie charakter wyłącznie symboliczny i wydaje że niczego pozytywnego nie wniesie, jeśli idzie o problem związany z obsadą tzw. neo-sędziów w sądach powszechnych – uważa. - Jeden z kandydatów na to stanowisko zadeklarował już, że zamierza z tym tematem się zmierzyć, aby wykluczyć uchylenie wyroków z powodu wadliwej obsady sądów. Zatem w sferze dyskrecjonalnej władzy może się zmienić tyle, że prezes, jeśli będzie tzw. neo-sędzią, podąży drogą prof. Małgorzaty Manowskiej, nawet bardziej restrykcyjnie. Z perspektywy funkcjonowania Izby Karnej SN jeśli idzie o obsadę składów orzekających - nic nie powinno ulec zmianie - podsumowuje.




