Anty-SLAPP może przynieść falę prywatnych aktów oskarżenia
Ustawa przeciwko tłumieniu dyskusji publicznej może spowodować zwiększenie liczby postępowań karnych z zarzutem zniesławienia - taki wniosek wynika z dyskusji wśród adwokatów, radców prawnych i organizacji społecznych. Uważają oni, że ustawa anty-SLAPP uchwalona przez Sejm 29 maja br. to ważny krok do ochrony wolności wypowiedzi. Choć niesie pewne zagrożenia dla dziennikarzy. I w końcu – wszystko zależy od praktyki sądowej.

- Polska jest na pierwszym miejscu w Unii Europejskiej pod względem liczby pozwów o ochronę dobrego imienia przeciwko dziennikarzom i aktywistom. Jest ich 140. W rzeczywistości chodzi o tłumienie krytyki. SLAPP-y to działania prawne zmierzające do uciszenia i wywarcie presji na osoby piszące i mówiące o błędach władzy, instytucji publicznej lub korporacji – potwierdza Zuzanna Nowicka z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – To także obciążenie finansowe i psychiczne, które niesie za sobą poważne konsekwencje na pozycji pozwanego lub oskarżonego. Zatem niezależnie, czy postępowanie będzie wygrane przez stronę inicjującą, wpływa negatywnie na pozwanych. W przyszłości nie będą podążać za pewnymi tematami – dodaje. Wskazuje, że długotrwały proces, wysokie koszty obrony i ryzyko niepewnego rozstrzygnięcia mogą prowadzić do efektu mrożącego, zniechęcać pozwanych do zabierania głosu. I nie tylko pozwanych, inni, np. aktywiści też będą się obawiać pozwów. Jednak najczęstszymi ofiarami SLAPP-ów są dziennikarze, wydawcy, redaktorzy naczelni.
Marzena Błaszczak z Fundacji Watchdog Polska informuje, że organizacja prowadzi obecnie 40 spraw spornych między dziennikarzami, którym wytoczono pozwy, a instytucjami. W 28 sprawach występuje jako przyjaciel sądu.
Czytaj też w LEX: Implementacja dyrektywy 2024/1069 („anty-SLAPP”) do polskiego systemu prawnego >
Najważniejsze zmiany
Ustawa o szczególnych środkach ochrony w postępowaniu cywilnym osób uczestniczących w debacie publicznej wprowadza tak ważne zmiany jak:
- zmiana ciężaru dowodu: to autor pozwu będzie musiał wykazać, że jego powództwo wobec uczestnika debaty publicznej nie ma na celu jej zablokowania,
- wykazanie, że pozew stanowi nadużycie prawa przez stronę przeciwną. Sąd może odrzucić bez merytorycznego rozpoznania pozew, a termin jest krótki – trzy miesiące,
- ustawa nadaje sądom możliwość nałożenia grzywny na podmioty stosujące tzw. pozwy SLAPP (20-krotność minimalnego wynagrodzenia),
- zmienionych ustawą przepisów kodeksu postępowania cywilnego nie będzie można stosować do spraw wszczętych przed jej wejściem w życie,
- pozwani będą mogli żądać wpłacenia przez powoda kaucji na poczet kosztów procesu, a w przypadku przegranej powód pokryje pełne koszty,
- w sentencji wyroku sąd musi zaznaczyć, jaki był rodzaj pozwu.
Dzięki nowej ustawie należy się spodziewać szybszego kończenia spraw oczywiście bezzasadnych. Sąd powinien podejmować czynności, tak aby nastąpiło to nie później niż w terminie trzech miesięcy od wniesienia pozwu albo złożenia przez pozwanego wniosku o oddalenie powództwa jako oczywiście bezzasadnego. - To z jednej strony może być remedium na przewlekłość postępowań. Procesy o naruszenie dóbr osobistych obecnie trwają od 5 do 12 lat. Z drugiej - tak krótki termin może rodzić ryzyko decyzji przedwczesnych – podkreślają prawnicy.
Jaka szansa na wejście w życie?
Zdaniem prof. dr hab. Marii Łoszewskiej-Orłowskiej z Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego nowa ustawa z pewnością wypełnia powstałą lukę prawną w systemie procesowym. Ale wobec polaryzacji społecznej i politycznej mogą pojawić się zarzuty o tłumienie wolności słowa i ograniczenie prawa do sądu.
- W środowisku sędziowskim problem pozwów o charakterze SLAPP jest trudny do wytłumaczenia, a co dopiero w środowisku polityków – wskazuje prof. Łoszewska- Orłowska.
Agnieszka Całka, radca prawny, współpracująca z "Gazetą Wyborczą", nie widzi wielkich perspektyw dla przyjętej ustawy. - Do tej pory dla sądów pozwy o charakterze SLAPP nie były istotne, „Gazeta Wyborcza’ ma kilkadziesiąt takich pozwów od instytucji publicznych. Ale po zmianie władzy ta liczba spraw nie zmniejszyła się. Wyspecjalizowały się nawet kancelarie prawne, które składają takie pisma procesowe – mówi mec. Całka. Ma obawy, że regulacje wynikające z unijnej dyrektywy anty-SLAPP staną się martwym prawem. Pojawi się kontrargumentacja, że ustawa to spisek wielkich mediów.
Trzeba zmienić kodeks karny
Zdaniem ekspertów Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka przyjęcie ustawy nie powinno być jednak końcem prac legislacyjnych. W obszarze prawa karnego chodzi o gwarancje proceduralne dla osób ściganych za udział w debacie publicznej oraz o pełną delegalizację zniesławienia z art. 212 k.k. Samo ograniczenie tego przepisu i rezygnacja z kary pozbawienia wolności nie usunie efektu mrożącego. Co więcej, wprowadzenie zmian w procedurze cywilnej może doprowadzić do zwiększenia prywatnych aktów oskarżenia na podstawie tych przepisów.
- Sprawy z oskarżenia prywatnego nie mają „filtra” w postaci postępowania przygotowawczego, bo nie uczestniczy w nich prokurator. Sprawy karne są łatwiejsze niż cywilne, a i koszty są mniejsze. Jeśli nawet ustawa wejdzie w życie, to powstaje ryzyko, że sprawy SLAPP-owe będą przenoszone do wydziałów karnych i możemy nie zapewnić efektu ustawy, jakim jest wsparcie dziennikarzy – uważa prof. dr hab. Tadeusz Kononiuk z Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, który jest ekspertem sejmowym i pracował przy 55 ustawach.
Czytaj też w LEX: Instrumenty ochrony przeciwko SLAPP-om w polskim postępowaniu cywilnym (analiza zagadnienia na tle projektowanych regulacji EU) >
Odpowiedzialność prawników
Na tle uchwalonej ustawy powstaje także pytanie, czy adwokat lub radca prawny może odpowiadać za sporządzanie pozwów zmierzających do uciszenia aktywistów i dziennikarzy. Zdaniem dr Katarzyny Gajowniczek-Pruszyńskiej, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie, samorząd adwokacki nie może narzucać poglądów swoim członkom.
- Nie wyobrażam sobie, aby można było narzucić adwokatom, jakimi sprawami nie powinni się zajmować, każdy podejmuje odpowiedzialność za siebie, ale kancelarie wyspecjalizowane w nękaniu dziennikarzy można oceniać – stwierdza adw. Gajowniczek-Pruszyńska. – Nie można pociągnąć adwokata do odpowiedzialności dyscyplinarnej za pozew, jedynie za działania paraliżujące pracę sądu – dodaje.
Dyskusja odbyła się w siedzibie Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie, 29 maja 2026 r.






