Umów prezentację LEX Kompas Orzeczniczy 2.0
Zmień język strony
Zmień język strony
Prawo.pl

Referendarze mają ratować sądy, a nie mają nawet własnej togi

Ministerstwo Sprawiedliwości po raz kolejny sięga po referendarzy, by odciążyć sędziów i usprawnić postępowania. Zgodnie z najnowszym projektem nowelizacji procedury cywilnej ich kompetencje mają zostać rozszerzone o czynności dotyczące pomocy prawnej z urzędu, kosztów sądowych, należności sądowych, ale też m.in. stwierdzenia nabycia spadku w sytuacji, gdy nie złożono testamentu. Mowa też o... minimum 47 dodatkowych etatach referendarskich. Sami referendarze podkreślają, że te zmiany oczekiwanego skutku nie przyniosą, jeśli nie pójdą za nimi gwarancje ich niezależności i realne wsparcie kadrowe.

temida mlotek
Źródło: iStock

Referendarze od dłuższego czasu walczą o to, by poprawić swoje warunki pracy. Chodzi m.in. o ułatwienie awansu na stanowisko sędziego – stosowne petycje trafiły m.in. do Sejmu, ale też o ustawowe uregulowanie ich ścieżki odwoławczej od decyzji prezesów sądów w przedmiocie podziałów czynności czy choćby kwestie ocen okresowych. Teraz resort ponownie chce rozszerzyć ich kompetencje i choć referendarze - co do zasady - nie widzą w tym nic złego, wskazują, że z jednej strony traktuje się ich jak orzeczników, z drugiej zaś niezmiennie nie spełnia się ich postulatów. Dodają również, że taka reforma bez zwiększenia liczby referendarzy doprowadzi jedynie do przerzucania spraw z dużych referatów sędziów do również obciążonych referatów referendarskich.

Czytaj: Referendarz z egzaminem i bez szans na stanowisko sędziowskie? >>

Referendarz i od spadku, i od upadłości konsumenckiej

Nowelizacja k.p.c., która właśnie trafiła do opiniowania, przewiduje rozszerzenie kompetencji referendarzy sądowych w zakresie wykonywania czynności dotyczących pomocy prawnej z urzędu, kosztów sądowych oraz należności sądowych. Chodzi m.in. o zmianę art. 123 par. 2 k.p.c., polegającą na przyznaniu referendarzowi sądowemu kompetencji do wykonywania wszystkich czynności dotyczących pomocy prawnej z urzędu. Obecne brzmienie przepisu ogranicza te kompetencje wyłącznie do wydawania postanowień o ustanowieniu albo odmowie ustanowienia adwokata lub radcy prawnego, co – jak uzasadniono – w praktyce prowadzi do konieczności angażowania sędziego w inne powiązane z tym rozstrzygnięciem czynności procesowe.

Co więcej, w ocenie projektodawcy, skoro referendarz sądowy może wydać nakaz zapłaty, który stanowi tytuł zabezpieczenia, może także – w myśl aktualnie obowiązujących przepisów – wydać postanowienie w przedmiocie wniosku o udzielenie zabezpieczenia, to tym bardziej powinien móc rozstrzygnąć o kosztach, które powstały w związku z postępowaniem zabezpieczającym, przeprowadzonym na podstawie orzeczenia, które wydał. W tym zakresie również poszerza się jego kompetencje.

Jeśli ustawa wejdzie w życie, referendarz będzie mógł również stwierdzać nabycie spadku w sprawach, w których nie złożono testamentu. Przy czym ujawnienie testamentu w toku sprawy prowadzonej przez referendarza sądowego ma spowodować konieczność przekazania sprawy do dalszego prowadzenia i rozstrzygnięcia przez sędziego, ale - w myśl propozycji - nie spowoduje konieczności powtórzenia wykonanych już czynności. Co istotne, możliwość orzekania przez referendarzy w sprawach o stwierdzenie nabycia spadku ma dotyczyć wyłącznie spadków otwartych po 13 lutego 2001 roku.

Projekt zakłada również, że referendarze będą mogli orzekać o grzywnie, przy jednoczesnym utrzymaniu wyłączenia ich kompetencji w zakresie stosowania najsurowszych środków przymusu. Powierzony ma im być również obowiązek rozpoznawania wniosków o ogłoszenie upadłości osoby fizycznej nieprowadzącej działalności gospodarczej (przy możliwości zaskarżenia wydanego przez referendarza sądowego orzeczenia).

Czytaj: Czy referendarz sądowy boi się sali rozpraw?>>

Zadań dużo – nowych etatów minimum 47

W ocenie skutków regulacji MS samo przyznaje, że zakładane zmiany „mają szansę być w pełni realizowane dopiero wtedy, gdy w ślad za nimi podąży adekwatne zwiększenie etatyzacji w grupie zawodowej referendarzy sądowych”. - Mając na względzie, że w ostatnim czasie wskazana grupa zawodowa nie była objęta systemowym zwiększeniem etatyzacji, a jednocześnie ustawa budżetowa na 2026 r. nie przewiduje środków na dodatkowe etaty referendarskie, w celu realizacji zadań przewidzianych projektem ustawy niezbędne jest pozyskanie minimum 47 dodatkowych etatów referendarskich oraz 47 dodatkowych etatów urzędniczych – dodano. Wskazano przy tym, że będzie to „minimum wsparcia w tej grupie orzeczniczej”, która w ostatnich latach nie była uwzględniana przy rozdziale środków na sądownictwo w poszczególnych ustawach budżetowych.

MS przyznaje równocześnie, że już teraz, z uwagi na szeroki zakres kognicji i tym samym dużą liczbę powierzonych zadań, grupa zawodowa referendarzy sądowych jest znacząco obciążona pracą.

Czytaj: Referendarz sądom nieodzowny, ale szybki awans nie dla niego>>

Zmiany nie moga być tylko na papierze

Iwona Chełminiak-Szymkiewicz, starszy referendarz sądowy, prezes zarządu Stowarzyszenia Referendarzy Sądowych Lex Iusta, podkreśla, że stowarzyszenia reprezentujące referendarzy nie są przeciwne zwiększaniu ich kompetencji.

Nie ma żadnych wątpliwości, że referendarze są bardzo dobrze przygotowani do kolejnych zadań i oczywiste jest, że możemy przyjąć kolejne - zaznaczmy - obowiązki sędziów. Natomiast taka reforma, bez m.in. realnego zwiększenia liczby etatów referendarskich czy wzmocnienia gwarancji niezależności referendarzy, będzie jedynie zmianą na papierze i przesunięciem spraw z szafy sędziowskiej do referendarskiej - mówi. 

Zaznacza, że już obecnie, co zresztą wynika także z uzasadnienia MS, referendarze są mocno obciążeni. - Mitem jest to, że referendarz siedzi i czeka na jakąkolwiek dodatkową pracę albo że zajmujemy się sprawami prostymi, które wymagają małego nakładu pracy. W rzeczywistości mamy referaty równie, a nawet bardziej obciążone, niż sędziowskie. Ministerstwo Sprawiedliwości w OSR wskazuje na 47 dodatkowych etatów referendarskich, które miałyby wiązać się z projektowanymi zmianami. Powiem wprost: ta liczba nie pokryje nawet obecnych potrzeb i na pewno nie pozwoli na skuteczne odciążenie sędziów – wskazuje prezes.

Dodaje, że etaty referendarskie powinny trafić przede wszystkim do sądów rejonowych, bo – jak mówi – tam są największe potrzeby.

 Od lat apelujemy o wzmocnienie naszej pozycji. Dwadzieścia trzy lata temu, kiedy powstawał nasz zawód, jego założenia były zupełnie inne niż obecnie. Mamy zdecydowanie szersze kompetencje, zresztą cały czas są one zwiększane, w wielu obszarach zastępujemy sędziów, a nasz status nadal nie został zmieniony. Nadal obowiązują też oceny okresowe – co dwa lata, ze wskazaniem, że dwie negatywne mogą skutkować usunięciem z zawodu referendarza. To mocno osłabia naszą niezależność, wiąże się z ryzykiem presji ze strony przełożonych i już dawno powinno ulec zmianie, biorąc pod uwagę fakt, że to referendarze mają wesprzeć wymiar sprawiedliwości, przyspieszyć i usprawnić postępowania oraz odciążyć sędziów – mówi.

W podobnym tonie wypowiada się referendarz Marta Kwiatkowska, również członkini Lex Iusta. Jak zaznacza, samo rozszerzanie kompetencji referendarzy sądowych nie jest złym kierunkiem. - I ze względu na pracowitość i doświadczenie referendarzy sądowych rzeczywiście przyczyni się do usprawnienia procesu orzekania, ale za poszerzaniem kompetencji muszą wreszcie iść gwarancje ustrojowe. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że od przeszło dwóch lat powtarzamy to samo, ale za każdym razem odbijamy się od ściany - mówi.

 Coraz to nowe projekty ustaw przewidują poszerzanie zakresu spraw, w trakcie których będziemy orzekać na sali sądowej, ale do nikogo decyzyjnego nie dotarła tak oczywista kwestia, jak... brak. tóg dla nas. A przecież wspominamy o tym od miesięcy. Jesteśmy jedynym (obok komorników) zawodem prawniczym, który ich nie ma. A przecież jesteśmy orzecznikami. Za każdym razem wychodzimy na salę we własnej odzieży, podczas gdy togi przysługują sędziom, asesorom, adwokatom, radcom, a nawet notariuszom i doradcom podatkowym – podsumowuje referendarz, dodając, że to pokazuje również, gdzie referendarze plasują się w nieformalnej hierarchii zawodów prawniczych.

 

Szybki awans na sędziego nadal w sferze marzeń

Referendarze nie ukrywają też rozczarowania faktem, że praktycznie jedyną możliwością ubiegania się przez nich o stanowisko sędziowskie jest przejście aplikacji uzupełniającej w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury.

Jak wyjaśnia referendarz Marta Kwiatkowska, chodzi m.in. o możliwość startu w konkursach na stanowiska sędziów sądów rejonowych przez referendarzy, którzy zdali egzamin zawodowy (adwokacki, radcowski, notarialny, sędziowski, referendarski lub prokuratorski) i którzy orzekają co najmniej od kilku lat.

Nie jestem w stanie sobie przypomnieć, ile razy w ciągu ostatnich lat podnosiliśmy tę kwestię. Argumentujemy, że adwokaci, radcy i notariusze po przepracowaniu trzech lat w tym zawodzie, mogą przystępować do konkursów. Nam takie prawo nie przysługuje, mimo że jesteśmy orzecznikami, a wszystkie czynności, które podejmujemy, jeszcze nie tak dawno należały do kompetencji sędziów. Za każdym razem słyszymy, że ten postulat jest zbyt daleko idący i że jesteśmy zbyt niekompetentni, ale nikt nie jest w stanie nam logicznie wyjaśnić, jak to możliwe, że – mimo tej rzekomej niekompetencji – powierza się nam coraz to nowe zadania, mające na celu odciążenie sędziów i usprawnienie orzekania. Nie rozumiem też twierdzenia o zbyt daleko idących postulatach. Co w tym postulacie jest „zbyt daleko idące”? Dlaczego od referendarza – orzecznika – wymaga się odbycia aplikacji w KSSiP i drugiego egzaminu - sędziowskiego, podczas gdy adwokaci, radcowie i notariusze nie muszą tego wymogu spełniać i w zupełności wystarcza im jeden egzamin? - pyta Marta Kwiatkowska.

 

Polecamy książki prawnicze