LEX Aplikant z Expert AI
Zmień język strony
Zmień język strony
Prawo.pl

Czy referendarz sądowy boi się sali rozpraw?

W rozmowach o przyszłości sądownictwa co pewien czas powraca argument, który brzmi efektownie, ale coraz słabiej znosi zderzenie z praktyką: referendarz sądowy nie poradzi sobie na sali rozpraw. Nie udźwignie kontaktu ze stronami. Nie przeprowadzi postępowania dowodowego. Nie opanuje emocji uczestników. Nie zareaguje na wnioski, zarzuty, sprzeciw, chaos i presję chwili. Krótko mówiąc: referendarz, choć może wydawać orzeczenia, rzekomo „boi się sali”. To założenie jest wygodne, bo pozwala zamknąć dyskusję jeszcze przed jej rozpoczęciem. Problem polega na tym, że rzeczywistość dawno już przestała do niego pasować - pisze Dariusz Kluczkowski, referendarz z Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy i członek Stowarzyszenia Lex Iusta.

Dariusz Kluczkowski

Referendarz sądowy nie jest dziś urzędnikiem od pieczątek, rubryk i prostych zarządzeń. Ustawa ustrojowa wyraźnie lokuje referendarzy w sądach jako osoby wykonujące określone ustawowo czynności z zakresu ochrony prawnej, inne niż wymiar sprawiedliwości; Kodeks postępowania cywilnego przyznaje im zaś, w powierzonym zakresie, prawa i obowiązki sądu albo przewodniczącego. To jest zasadnicza różnica. Referendarz nie jest dodatkiem do sekretariatu. Jest samodzielnym organem postępowania w takim zakresie, w jakim ustawodawca powierzył mu kompetencje. Ta funkcja przeszła długą drogę. Wprowadzana była jako odpowiedź na potrzebę odciążenia sędziów przede wszystkim od czynności rejestrowych i wieczystoksięgowych. Z czasem jednak jej zakres został znacząco rozszerzony. W literaturze trafnie zauważano już lata temu, że referendarz przestał być wyłącznie podmiotem od ksiąg wieczystych i rejestrów, skoro zaczął uczestniczyć także w toku postępowania cywilnego, wydając rozstrzygnięcia procesowe, a nawet merytoryczne, jak nakazy zapłaty (Piotr Rylski, Pozycja ustrojowa i procesowa referendarza sądowego w postępowaniu cywilnym). Dzisiejszy spór o salę rozpraw jest więc w istocie sporem o to, czy chcemy dostrzec tę ewolucję, czy nadal opisywać referendarza językiem sprzed dwudziestu lat.

Czytaj: Referendarz sądom nieodzowny, ale szybki awans nie dla niego>>

Co potrafi referendarz? 

Najczęściej powtarzany argument brzmi: „referendarz nie prowadzi rozpraw, więc nie wiadomo, czy potrafi”. Tyle że jest to argument częściowo samospełniający się. Jeżeli przez lata określonej grupie zawodowej nie daje się kompetencji do prowadzenia rozpraw, to następnie łatwo stwierdzić, że grupa ta nie ma doświadczenia w prowadzeniu rozpraw. W ten sposób brak ustawowej kompetencji zostaje przedstawiony jako dowód braku predyspozycji. To logiczne koło, nie argument.

Tym bardziej że ustawodawca już dziś powierza referendarzom czynności wymagające kontaktu z uczestnikami, podejmowania decyzji na bieżąco i działania w warunkach formalnego posiedzenia. W postępowaniu egzekucyjnym skargę na czynności komornika w toku licytacji nieruchomości zgłasza się ustnie sędziemu albo referendarzowi nadzorującemu licytację, który rozstrzyga ją natychmiast. Po zamknięciu przetargu sąd w osobie sędziego albo referendarz, pod którego nadzorem odbywa się licytacja, wydaje na posiedzeniu jawnym postanowienie co do przybicia po wysłuchaniu licytanta i obecnych uczestników (art. 987 k.p.c.). To nie jest papierowa czynność wykonywana w zaciszu gabinetu. To jest sytuacja procesowa, często napięta, majątkowo doniosła i wymagająca natychmiastowej reakcji.

Podobnie w postępowaniu upadłościowym. Prawo upadłościowe dopuszcza, aby funkcję sędziego-komisarza pełnił referendarz sądowy. Sędzia-komisarz kieruje tokiem postępowania upadłościowego, sprawuje nadzór nad czynnościami syndyka i wykonuje inne czynności określone w ustawie, a przetarg lub aukcja w ramach likwidacji masy upadłości odbywa się na posiedzeniu jawnym pod nadzorem sędziego-komisarza.  Jeżeli referendarz może nadzorować czynności, przy których ważą się interesy wierzycieli, upadłego, nabywców i rynku, trudno z powagą twierdzić, że sama obecność na sali jest dla niego barierą psychologiczną nie do przekroczenia.

Również sprawy spadkowe pokazują, że praca referendarza nie sprowadza się do mechanicznego stosowania formularzy. Kodeks postępowania cywilnego pozwala referendarzowi wykonywać czynności w sprawach z zakresu prawa spadkowego, z ustawowymi wyłączeniami, między innymi prowadzenia rozprawy. Samo zapewnienie spadkowe jest natomiast dowodem dotyczącym kręgu spadkobierców, a pod względem skutków karnych jest równoważne z zeznaniem pod przyrzeczeniem. To pokazuje, że granica nie przebiega między „poważną” pracą sędziego a „techniczną” pracą referendarza. Granica przebiega tam, gdzie ustawodawca ją narysował. A skoro została narysowana ustawą, może być ustawą racjonalnie przesunięta.

Oczywiście prowadzenie rozprawy nie jest czynnością błahą. Wymaga koncentracji, odporności, umiejętności komunikacyjnych, znajomości procedury i zdolności podejmowania decyzji w czasie rzeczywistym. Ale czy są to umiejętności zastrzeżone biologicznie dla sędziego? Nie. Są to umiejętności zawodowe. Można je nabyć, ćwiczyć, oceniać i doskonalić. Każdy sędzia kiedyś prowadził pierwszą rozprawę. Każdy musiał nauczyć się reagować na emocje stron, chaotyczne wnioski, spóźnione dowody, nieprecyzyjne pytania i próbę przejęcia kontroli nad posiedzeniem. Nie ma powodu, by zakładać, że prawnik z doświadczeniem orzeczniczym, pracujący od lat w sądzie, nie jest w stanie przejść tej samej drogi.

 

Czytaj: Referendarze z większymi kompetencjami, ale zależni od decyzji prezesa i ministra>>

Wymagania wobec referendarzy nie są symboliczne

Zwłaszcza że wymagania wobec referendarzy nie są symboliczne. Na stanowisko referendarza sądowego może zostać mianowana osoba z wyższym wykształceniem prawniczym, nieskazitelnego charakteru, która co do zasady zdała egzamin referendarski, sędziowski, prokuratorski, notarialny, adwokacki albo radcowski, ukończyła aplikację sędziowską lub prokuratorską, uzyskała wpis na listę adwokatów albo radców prawnych albo została powołana na notariusza. Nabór odbywa się w drodze konkursu mającego wyłonić kandydata o największej wiedzy i najwyższych umiejętnościach. Mówimy więc o prawnikach po egzaminach zawodowych, często z wieloletnim doświadczeniem sądowym, a nie o osobach przypadkowo przesuniętych zza biurka na salę.

Warto też uczciwie powiedzieć, że dzisiejszy referendarz wykonuje czynności, które wcześniej wykonywał sędzia. To nie referendarz wymyślił sobie własny, alternatywny wymiar sądowy. To ustawodawca, szukając sposobu na odciążenie sędziów, przekazywał mu kolejne obszary: księgi wieczyste, rejestry, koszty, klauzule, nakazy, czynności egzekucyjne, część spraw nieprocesowych. Jeżeli te czynności były wystarczająco poważne, by wcześniej zajmował się nimi sędzia, a dziś mogą zajmować się nimi referendarze, to trudno utrzymywać, że referendarz z definicji nie jest orzecznikiem.

W praktyce różnica między sędzią a referendarzem została sprowadzona do kilku newralgicznych pól: prowadzenia rozprawy, pełnego postępowania dowodowego i wydawania wyroku. To są różnice ważne, ale nie powinny być fetyszyzowane. Nie każda rozprawa jest procesem stulecia. Nie każde postępowanie dowodowe wymaga przesłuchania dziesięciu świadków, opinii trzech biegłych i wielogodzinnej konfrontacji stron. W wielu sprawach istota pracy polega na uporządkowaniu stanowisk, odebraniu oświadczeń, rozpoznaniu wniosków, dopuszczeniu albo pominięciu dowodów i wydaniu rozstrzygnięcia w ramach jasnego stanu faktycznego. Referendarze już dziś wykonują znaczną część tak rozumianej pracy decyzyjnej.

A może to system boi się referendarzy na sali? 

Dlatego pytanie nie powinno brzmieć: „czy referendarz boi się sali?”. Powinno brzmieć: „dlaczego system boi się sprawdzić referendarza na sali?”. I dalej: „dlaczego system, który zaufał referendarzom w sprawach majątkowo doniosłych, rejestrowych, egzekucyjnych i upadłościowych, ma z góry zakładać ich niezdolność do prowadzenia wybranych rozpraw?”.

Najbardziej jaskrawo widać to przy dyskusji o dostępie referendarzy do konkursów sędziowskich. Nie chodzi przecież o automatyczne przekształcenie etatu referendarskiego w etat sędziowski. Nie chodzi o nominację z urzędu ani o pominięcie oceny kwalifikacji. Chodzi o dopuszczenie do konkursu, w którym kandydat - tak jak inni - byłby oceniany według wiedzy, doświadczenia, dorobku, sprawności, kultury pracy i predyspozycji. Obowiązujące przepisy dotyczące stanowiska sędziego sądu rejonowego przewidują określone ścieżki dojścia do urzędu, a w katalogu osób zwolnionych z części wymagań znajdują się między innymi adwokaci, radcowie prawni i notariusze z odpowiednim stażem. Referendarz jako taki nie został ujęty analogicznie. Nie jest to argument przeciwko notariuszom. To argument za spójnością. Notariusz wykonuje zawód zaufania publicznego, ma wysokie kwalifikacje i ogromną odpowiedzialność. Ale z salą rozpraw, dynamiką posiedzenia i codzienną organizacją sądowego postępowania nie ma kontaktu porównywalnego z referendarzem. Jeżeli więc ustawodawca uznaje, że notariusz może ubiegać się o urząd sędziego, to trudno zrozumieć, dlaczego referendarz z wieloletnim doświadczeniem orzeczniczym w sądzie miałby być traktowany z większą podejrzliwością.

Odmowa już samego udziału w konkursie wysyła zły sygnał. Mówi ludziom, którzy przez lata odciążali sędziów, że ich doświadczenie jest przydatne, ale nie w pełni uznawane. Mówi, że można im powierzać rozstrzygnięcia, terminy, rygory, skargi, licytacje i nadzór, ale nie można pozwolić im stanąć w konkursie obok innych prawników. To nie buduje silnego sądownictwa. To buduje frustrację i marnuje kompetencje.

Potrzebna rozsądna reforma

Rozszerzanie uprawnień referendarzy powinno być oczywiście odpowiedzialne. Wymagałoby szkoleń, jasnego zakresu spraw, mechanizmów kontroli, okresu przejściowego i racjonalnego doboru kategorii postępowań. Nikt rozsądny nie twierdzi, że każdy referendarz z dnia na dzień powinien prowadzić każdą sprawę. Ale z tego nie wynika, że żaden referendarz nigdy nie powinien prowadzić żadnej rozprawy. Między automatyzmem a zakazem istnieje szeroka przestrzeń rozsądnej reformy.

W tej dyskusji trzeba wreszcie odczarować samo pojęcie sali rozpraw. Sala nie jest miejscem magicznym. Nie nadaje ani nie odbiera kompetencji. Jest przestrzenią, w której prawnik stosuje procedurę wobec żywych ludzi, ich interesów, emocji i konfliktów. Referendarze już dziś wchodzą w takie sytuacje. Już dziś podejmują decyzje, które wpływają na prawa obywateli. Już dziś mierzą się z odpowiedzialnością, terminem, skargą i kontrolą sądu.

Czy referendarz sądowy boi się sali rozpraw? Być może czasem tak — tak samo jak młody sędzia przed pierwszą wokandą, adwokat przed pierwszą mową i prokurator przed pierwszym wystąpieniem. Ale strach przed pierwszym razem nie jest dowodem braku kwalifikacji. Jest naturalnym etapem zawodowego dojrzewania. Prawdziwe pytanie brzmi więc inaczej: czy to referendarz boi się sali, czy może część środowiska wciąż boi się uznać, że referendarz od dawna nie jest już zwykłym urzędnikiem?

 

Polecamy książki prawnicze