Bezpłatne szkolenie LEX w wersji na egzamin zawodowy radcowski i adwokacki 2026
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Włącz wersję kontrastową
Zmień język strony
Prawo.pl

Prof. Załucki: Społeczeństwo ma dość analiz, kto jest, a kto nie jest sędzią SN

Obecna sytuacja w Sądzie Najwyższym jest znacznie bardziej złożona, niż mogłoby się wydawać z medialnych doniesień. SN i zdecydowana większość jego sędziów pracuje normalnie, na tyle, na ile jest to w obecnych warunkach możliwe. Napięcia i konflikty istnieją, jednak są podsycane wyłącznie przez wąską grupę sterującą – kilku sędziów. Nie można budować autorytetu SN na konfliktach i podziałach. Dlatego takim działaniom trzeba się stanowczo przeciwstawiać – mówi prof. dr hab. Mariusz Załucki, sędzia Izby Cywilnej, kandydujący na I prezesa SN.

mariusz zalucki

Patrycja Rojek-Socha: Dzisiaj ma rozpocząć się Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN, które wyłoni kandydatów na pierwszego prezesa SN. Będzie Pan kandydował, bo wygrał prawybory. Jak one przebiegały?

Prof. Mariusz Załucki: Wybór przez sędziów kandydata na stanowisko I prezesa Sądu Najwyższego to poważna sprawa. Od kilkunastu tygodni w SN toczyła się więc pogłębiona dyskusja na temat wyłonienia osoby, która mogłaby liczyć na możliwie najszersze poparcie środowiska sędziowskiego. W tym czasie pojawiały się różne kandydatury. Koledzy i koleżanki z różnych izb przekonywali także i mnie do kandydowania. Podczas zgromadzenia sędziów Izby Cywilnej, której jestem sędzią, na początku lutego zdecydowaliśmy się przeprowadzić prawybory. Mieliśmy świadomość, że i inni kandydaci mają poparcie. Prawybory trwały tydzień, sędziowie anonimowo udzielali poparcia poszczególnym sędziom, wrzucając ich nazwiska do urny. W wyniku tego procesu Izba Cywilna udzieliła mi 60 proc. poparcia. Zgodnie z naszą dżentelmeńską umową oznacza to, że stałem się jedynym kandydatem tej izby na stanowisko I prezesa SN. Odbieram to jako wyraz dużego zaufania ze strony koleżanek i kolegów, ale także jako wyzwanie i zobowiązanie do dalszego poszukiwania poparcia w innych izbach. Mam wrażenie, że prawybory wzmocniły demokrację w SN. Kandyduję jednak nie tylko dlatego, że otrzymałem to poparcie, ale przede wszystkim dlatego, że mam konkretny pomysł na zarządzanie Sądem Najwyższym, na odbudowę jego autorytetu i wizerunku oraz na doprowadzenie do zakończenia działań grupy sędziów, które naruszają konstytucyjne fundamenty naszego państwa. Uważam, że jest to dziś jedno z najważniejszych zadań stojących przed kierownictwem sądu.

Czytaj też w LEX: Oddając głos sędziom: opinie sędziów co do statusu sędziów powołanych po 2017 r. – badanie empiryczne >

Czytaj: Ustawa o SN wkrótce na stole ministra sprawiedliwości>>

Czy jest szansa, żeby kandydaci na I prezesa SN zostali wskazani już na wtorkowym zgromadzeniu? Czy raczej konieczne będzie zwołanie kolejnych posiedzeń ze względu na bojkot sędziów powołanych przed 2017 rokiem?

Myślę, że społeczeństwo ma już dosyć słuchania o tym, kto jest, a kto nie jest sędzią. To nas, sędziów, kompromituje w jego oczach. Trzeba jednak się liczyć z tym, że kolejny raz pojawią się działania zmierzające do kwestionowania legalności zgromadzenia sędziów SN. Od pewnego bowiem czasu część sędziów SN, zwłaszcza ci powołani przed 2017 rokiem, zamiast realizować swoje konstytucyjne obowiązki, angażuje się w działalność – nie boję się tego powiedzieć – o charakterze partyjnym. Koledzy upodobali sobie różnego rodzaju manifesty, ostatnio głównie pisemne bądź medialne, choć niestety czasem także orzecznicze. To ciekawe, bo przez długi czas uczestniczyli z sędziami powołanymi z rekomendacji nowej KRS w zgromadzeniach – w zasadzie do tego momentu, dopóki mieli na tych zgromadzeniach większość. Wówczas nie podważali ich legalności, bo – jak sądzę – mogli podejmować uchwały zgodnie ze swoimi oczekiwaniami i zwyczajami. Zmiany demokratyczne oraz zwiększenie transparentności funkcjonowania Sądu Najwyższego, a szerzej – wymiaru sprawiedliwości, okazały się dla części tego środowiska trudne do zaakceptowania. Nie jest już możliwe prowadzenie polityki ustalanej w zaciszu gabinetów, bez liczenia się ze zdaniem większości. W takiej sytuacji łatwiej jest więc pisać manifesty i podejmować działania charakterystyczne dla haseł części sceny politycznej, niż uczestniczyć w normalnym procesie decyzyjnym w SN. Zresztą ustawodawca przewidział takie nadzwyczajne sytuacje. Nawet więc gdyby bojkot rzeczywiście miał miejsce, to w trzecim terminie zgromadzenia, który najprawdopodobniej odbędzie się w dalszej części tygodnia, dojdzie do wyłonienia i przedstawienia kandydatów na stanowisko I prezesa. Nie zmienia to jednak faktu, że osoby manifestujące po raz kolejny będą podważać autorytet SN, co zaczyna być już żałosne.

Czytaj też w LEX: Kryzys obowiązywania Konstytucji RP >

 

 

A jest szansa na porozumienie pomiędzy sędziami SN?

Obecna sytuacja w Sądzie Najwyższym jest znacznie bardziej złożona, niż mogłoby się wydawać z medialnych doniesień. Wbrew obiegowym opiniom, SN i zdecydowana większość jego sędziów pracuje normalnie, na tyle, na ile jest to w obecnych warunkach możliwe. Sprawy są rozpoznawane, wpływ jest w dużej mierze opanowany, co jeszcze niedawno wydawało się nierealne. Napięcia i konflikty istnieją, jednak są podsycane wyłącznie przez wąską grupę sterującą (kilku sędziów). Mam wrażenie, że zdecydowana większość środowiska SN, także sędziów powołanych przed 2017 rokiem, z którymi regularnie rozmawiam, jest – podobnie jak społeczeństwo – obecną sytuacją zmęczona i oczekuje stabilizacji. Nie przyjdą jednak na zgromadzenie, bo boją się ostracyzmu grupy sterującej. Rozpoczynam obecnie piąty rok służby w SN. Przychodząc tu, liczyłem na możliwość budowania kompromisu i porozumienia, które chciałem swoją obecnością legitymizować. Wielokrotnie apelowałem o dialog i próbowałem tworzyć przestrzeń do rozmowy ponad podziałami. Niestety, dziś to pole jest coraz mniejsze. Działania części kolegów, polegające na atakowaniu innych sędziów, podważaniu ich statusu czy uchylaniu wyroków sądów powszechnych z powodów, które można już śmiało określić jako ideologiczne, nie napawają w tym zakresie optymizmem. W dużej mierze są one związane z utratą wpływów przez określoną grupę osób. To sędziowski terroryzm. Czy więc porozumienie jest możliwe? Uważam, że tak – ale tylko pod warunkiem, że wszyscy wrócimy do podstawowej misji sędziego: rzetelnego, apolitycznego orzekania i szacunku wobec innych. Nie można budować autorytetu Sądu Najwyższego na konfliktach i podziałach. Dlatego takim działaniom trzeba się stanowczo przeciwstawiać. Tylko w ten sposób możliwe jest trwałe zażegnanie kryzysu i odbudowa zaufania do wymiaru sprawiedliwości.

Czytaj też w LEX: Krytyczny przegląd wybranego orzecznictwa sądów administracyjnych wobec statusu tzw. neosędziów w latach 2018–2023

Czytaj: Prof. Załucki: Sąd ponad konstytucjami? Czy TSUE stanie się ustrojodawcą?>>

No dobrze, czy w takim razie jest szansa na pewne ustabilizowanie?

Stabilizacja sytuacji w Sądzie Najwyższym wydaje się prosta, przynajmniej w teorii. Wystarczy poszanowanie obowiązującego prawa oraz koncentracja na realizowaniu ustawowych obowiązków wobec obywateli. To, jak widać, póki co, nie zostało osiągnięte. Dlatego sądzę, iż nadszedł czas na nieco inne, bardziej jednoznaczne działania wobec tych, którzy uporczywie dolewają oliwy do ognia. Tą drogą, dla dobra społeczeństwa i SN, chciałbym podążyć. PPSN ma tutaj rozmaite mechanizmy, dotychczas jednak niezbyt aktywnie bądź niechętnie wykorzystywane, najprawdopodobniej w związku z oczekiwaniem na kompromis, który nie nadszedł. Obywatele nie mogą już czekać. Nie uważam jednak, aby Sąd Najwyższy jako instytucja był upolityczniony. Problem polega raczej na tym, że część sędziów zbyt poważnie liczy się z głosem sceny politycznej i nie zawsze właściwie rozumie, na czym polega rzeczywista niezależność sędziowska. Niezależność przecież nie polega na reagowaniu na bieżące spory polityczne, lecz na konsekwentnym stosowaniu prawa, niezależnie od tego, kto sprawuje władzę. Popatrzmy zresztą na pewien paradoks rozumowania „manifestantów". Skoro sędziom powołanym za poprzedniej władzy politycznej przypisywano zależność od niej, to trudno aktualnie, gdy tamta władza już nie rządzi, nadal wiarygodnie twierdzić, że ta zależność trwa. Przecież dziś minister sprawiedliwości to głównodowodzący kontrowersyjnymi działaniami odwetowymi. Tymczasem jest to wciąż narracja podsycana przez niektórych sędziów SN i niestety nadal się przebija. Nie wiem, jaki jest cel tych działań, poza próbą udowodnienia, że niemal dziesięć lat temu tamta strona miała rację, co jest w sumie przerażające. Myślę też, w kontekście polityki, że to, co jest dziś potrzebne, to pełne odpolitycznienie debaty wokół SN. Będzie to jednak możliwe dopiero wtedy, gdy wszyscy skupimy się na swojej podstawowej roli – uczciwym, profesjonalnym orzekaniu – i przestaniemy reagować na presję polityczną czy medialną. To też jest droga do trwałej normalizacji.

 

Jakie ma Pan pomysły na usprawnienie pracy Sądu Najwyższego, rozwiązanie problemu przewlekłości, odblokowanie spraw choćby w Izbie Odpowiedzialności Zawodowej?

Sprawność postępowania sądowego od lat pozostaje w centrum moich zainteresowań. Na ten temat rozmawiam na różnych szczeblach i w różnych krajach, starając się korzystać z najlepszych międzynarodowych doświadczeń. Wspólnie z sędziami w Stanach Zjednoczonych zastanawiałem się na przykład nad praktycznymi sposobami wdrażania narzędzi sztucznej inteligencji do pracy sądów. Dużo czasu poświęciłem także na pogłębione rozmowy z sędziami w Brazylii i Kolumbii, gdzie systemy oparte na AI są już bardzo zaawansowane. Moja wizja zmian w pracy Sądu Najwyższego, poza oczywiście uniemożliwianiem kwestionowania fundamentów państwa, opiera się na dwóch filarach: współpracy międzynarodowej oraz zwiększeniu efektywności orzekania dzięki nowoczesnym narzędziom, w tym rozwiązaniom opartym na AI. Uważam, że szczególnie ważne jest rozwijanie kontaktów z sędziami z innych państw. Międzynarodowa wymiana doświadczeń, konferencje i wspólne projekty pozwolą skorzystać ze sprawdzonych rozwiązań i jednocześnie umożliwią Sądowi Najwyższemu odbudowę należnej pozycji. Zresztą odkąd jestem sędzią, staram się te działania realizować – to m.in. dzięki mnie zawiązała się współpraca z sędziami amerykańskimi, którzy jakiś czas temu gościli w SN. Kontakty te trzeba pielęgnować. Równocześnie jestem przekonany, że sędziowie powinni mieć do dyspozycji skuteczne narzędzia oparte na AI, które usprawnią analizę spraw i orzecznictwa, służąc nie tylko Sądowi Najwyższemu, ale także sądom powszechnym. Cały świat dziś z tego korzysta, a my nadal jesteśmy zakorzenieni w technologii sprzed pokolenia. W tym kontekście warto przypomnieć, że jeden z moich znajomych sędziów – J.M. Padilla, sędzia z Kolumbii – jako pierwszy na świecie wykorzystał ChatGPT do sporządzenia uzasadnienia orzeczenia. Sprawa ta odbiła się szerokim echem międzynarodowym, a jego rozstrzygnięcie było następnie badane przez tamtejszy sąd konstytucyjny. Co istotne, zasadniczo spotkało się ono z aprobatą. To pokazuje, że istnieją już realne, sprawdzone narzędzia, które mogą istotnie przyspieszyć rozpoznawanie spraw. Problemem jest jednak brak spójnych standardów ich wdrażania do polskiego systemu prawnego. To właśnie tym powinna zajmować się komisja kodyfikacyjna, taka czy inna (już zaczynam się gubić w ich ilości i kognicji): tworzeniem nowoczesnych, bezpiecznych i przejrzystych ram prawnych dla cyfryzacji i wykorzystania sztucznej inteligencji w sądownictwie, a nie przygotowywaniem projektów o charakterze odwetowym, zmierzających do eliminowania części środowiska sędziowskiego.

Czytaj też w LEX: Wpływ Krajowej Rady Sądownictwa na status prawny asesorów sądowych i nowo powoływanych sędziów >

 

A jeśli chodzi o funkcjonowanie poszczególnych izb?

W tym przypadku warto przede wszystkim odwoływać się do faktów, a nie do uproszczonych ocen. Izba Cywilna, mimo licznych wakatów kadrowych, obecnie rozpoznaje więcej spraw niż do niej wpływa. To pokazuje, że przy odpowiedniej organizacji pracy i zaangażowaniu sędziów możliwe jest realne ograniczanie zaległości. Gdyby dodatkowo sędziowie powołani przed 2018 rokiem koncentrowali się wyłącznie na pracy orzeczniczej, a nie na sporach wokół statusu innych sędziów, efekty byłyby jeszcze lepsze. Izba Pracy jest stosunkowo świeżo zreorganizowana, gdyż przez ostatnie lata była zarządzana w sposób dość osobliwy, co miało wpływ na jej funkcjonowanie. Jej prezes zajmował się przede wszystkim naprawianiem „praworządności" rozumianej zresztą swoiście, kwestionując przy tym autorytet SN i sędziów własnej izby przy każdej możliwej okazji. To było skandaliczne. Obecnie sędzia, która od niedawna kieruje izbą, zdecydowała się na wprowadzenie radykalnych zmian organizacyjnych. Każda taka reforma wymaga czasu na ustabilizowanie procedur i wypracowanie sprawnych mechanizmów działania. Jeżeli nie będzie tam stosowany system nakazowo-rozdzielczy, tylko dialog i współpraca, to o efekty jestem spokojny, choć oczywiście na ich pełną ocenę trzeba jeszcze poczekać. Natomiast w przypadku Izby Odpowiedzialności Zawodowej rzeczywiście widać pewne trudności organizacyjne i proceduralne. Być może decyzja o likwidacji Izby Dyscyplinarnej była podjęta zbyt pochopnie, a potencjał sędziów, którzy w niej wcześniej orzekali i pozostali w SN po reorganizacji, nie został dotąd w pełni wykorzystany. To też sprawia, że system odpowiedzialności dyscyplinarnej nie działa tak sprawnie, jak powinien. Dlatego właśnie obszar odpowiedzialności zawodowej sędziów wymaga szerokiej, spokojnej debaty oraz realnych usprawnień organizacyjnych i legislacyjnych. Bez tego trudno będzie zapewnić zarówno skuteczność postępowań dyscyplinarnych, jak i pełne zaufanie społeczne do wymiaru sprawiedliwości. Przykłady, gdy system nie zadziałał właściwie, można mnożyć. Dodam jeszcze, że widzę także potrzebę zreformowania Izby Karnej. Obecna jej struktura oparta jest nadal na powojennej regionalizacji systemów prawnych – poszczególne wydziały rozpoznają bowiem w zasadzie sprawy jedynie ze wskazanych terytorialnie okręgów sądów apelacyjnych, odpowiadających w dużej mierze byłym zaborom, nie ma zaś między nimi rozróżnienia merytorycznego. Wydaje mi się to mało nowoczesne i nieadekwatne do obecnych potrzeb. Czasami takie przywiązanie do tradycji to niebezpieczna stagnacja.

Czytaj też w LEX: Dochodzenie przestrzegania standardów praworządności przed europejskimi trybunałami oraz sądami krajowymi (wyniki eksploracyjnych wywiadów z ekspertami – praktykami i akademikami w Polsce) >

 

Jak rozwiązać impas wokół Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych?  

Zacznijmy od tego, że w debacie publicznej coraz częściej pojawiają się propozycje likwidacji tej Izby, tak zresztą jak i Izby Pracy. Trzeba jasno powiedzieć, że nie są to propozycje poważne ani odpowiedzialne, ponieważ całkowicie pomijają realne potrzeby obywateli oraz faktyczną rolę, jakie izby te odgrywają w systemie wymiaru sprawiedliwości. Dziś taka reorganizacja Sądu Najwyższego nie jest potrzebna. Istnieją bardziej palące problemy. Znacznie ważniejsze jest na przykład zapewnienie stabilnych warunków do normalnego orzekania. W kontekście Izby Kontroli trzeba zauważyć, iż wykonuje ona ważną pracę, rozpoznając sprawy kluczowe z punktu widzenia obywateli, w szczególności skargi nadzwyczajne dotyczące rażących niesprawiedliwości, oczywistych błędów sądowych czy poważnych naruszeń prawa. W wielu przypadkach Izba skutecznie naprawiała krzywdy wyrządzone przez wadliwe orzeczenia, między innymi w sprawach niesłusznych eksmisji, reprywatyzacji, świadczeń społecznych, czy odpowiedzialności odszkodowawczej państwa. Były to rozstrzygnięcia, które odpowiadały społecznemu poczuciu sprawiedliwości i spotykały się z wyraźną aprobatą obywateli. Trzeba też pamiętać, że na rozpoznanie nadal czeka bardzo wiele skarg nadzwyczajnych. Dla tysięcy osób są to często ostatnie realne szanse na naprawienie poważnych krzywd.

W tym kontekście postulaty likwidacji izby świadczą o oderwaniu od rzeczywistości i o funkcjonowaniu w zamkniętej bańce środowiskowej, w której – w ramach swoistego odwetu – proponuje się nie tylko likwidację izby, ale także składanie z urzędu jej sędziów oraz przy okazji innych sędziów Sądu Najwyższego powołanych po 2018 roku. To nie są konstruktywne propozycje ustrojowe, lecz polityczne hasła, którym należy się sprzeciwić. Izbie kontroli należy po prostu pozwolić spokojnie pracować, być może nieco też poszerzyć jej kognicję, np. o sprawy frankowe, by rozładować zator spraw zalegających w Izbie Cywilnej. O tym trzeba jednak rozmawiać z sędziami obu izb i podjąć decyzję po właściwym namyśle.

Kontynuacje wywiadu, m.in. w zakresie Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, planujemy 26 lutego.

Czytaj też w LEX: Znaczenie orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka dla naprawy wymiaru sprawiedliwości po kryzysie praworządności w Polsce >

 

Polecamy książki prawnicze