Ustawa o SN wkrótce na stole ministra sprawiedliwości
Komisja Kodyfikacyjna Ustroju Sądownictwa i Prokuratury zakończyła już pracę nad projektem ustawy o Sądzie Najwyższym. Ma on wkrótce trafić do ministra sprawiedliwości. Zakłada m.in. wprowadzenie dodatkowego wymogu pięcioletniego stażu pracy w zawodzie prawniczym dla tzw. akademików kandydujących do SN oraz pięcioletnią karencję dla prawników, którzy sprawowali m.in. funkcje rządowe lub byli posłami. Ogranicza też kompetencje prezydenta – to nie on będzie określał regulamin SN – oraz usuwa „praworządność” z roty ślubowania nowych sędziów SN.

O projekcie pisaliśmy już we wrześniu 2025 r., gdy kończyły się prace zespołu Komisji Kodyfikacyjnej Ustroju Sądownictwa i Prokuratury ds. ustawy o Sądzie Najwyższym. To, że przyjęła go również cała Komisja Kodyfikacyjna, potwierdza w rozmowie z Prawo.pl dr Jarosław Matras, sędzia SN, przewodniczący zespołu.
W zasadzie, w porównaniu z tym, co przygotowaliśmy jako zespół, nie zostały do niego wprowadzone większe zmiany. Te, które cała Komisja przyjęła, mają charakter kosmetyczny, językowo-stylistyczny. Nie naruszają struktury czy też charakteru zaproponowanych przez nas zmian - wskazuje.
Czytaj: Sędzia Matras: Projekt nowej ustawy o SN jeszcze we wrześniu>>
Sąd Najwyższy wróci do opiniowania kandydatów na swoich sędziów?>>
Co w projekcie?
W nowej ustawie o SN – jak już wcześniej informował sędzia Matras – zaproponowano m.in. zmiany w zakresie wymogów formalnych, które będzie musiał spełnić kandydat na sędziego SN. Konkretnie chodzi o tzw. akademików, czyli doktorów habilitowanych i profesorów, którzy obecnie nie muszą spełniać żadnych dodatkowych kryteriów poza ogólnymi, takimi jak wysoki poziom wiedzy prawniczej, nieskazitelny charakter czy niekaralność. Po zmianach, jeśli będą chcieli kandydować na sędziego SN, będą musieli wykazać się pięcioletnim stażem zawodowym w zawodzie prawniczym – np. adwokata, radcy prawnego, sędziego, prokuratora, notariusza itd.
Ustawa ma wprowadzić też ograniczenia dotyczące prawników pełniących wysokie funkcje, np. w rządzie. Będą mogli kandydować do SN – oczywiście jeśli spełnią warunki – po upływie pięcioletniej karencji od zajmowania stanowiska ściśle wskazanego w ustawie.
Naszym celem jest stworzenie maksymalnie bezpiecznej – wolnej od wpływów władzy wykonawczej – strefy funkcjonowania Sądu Najwyższego, aby nie było tak, że na przykład były minister sprawiedliwości, poseł albo były wiceminister spraw zagranicznych, spełniający warunki, czyli np. posiadający tytuł doktora habilitowanego, od razu po zakończeniu pracy w rządzie zostaje sędzią Sądu Najwyższego. Taka sytuacja w sposób nieuchronny może być negatywnie odbierana w kontekście późniejszego orzekania przez tego sędziego i może godzić w prestiż oraz autorytet SN – mówił przewodniczący.
Komisja proponuje również ponowne włączenie Sądu Najwyższego w samą procedurę oceny kandydatów na sędziów SN. Chodzi o procedurę wieloetapową. Kandydatura na sędziego SN będzie zgłaszana do Sądu Najwyższego, konkretnie do I prezesa SN. Następnie I prezes – zgodnie z projektem – będzie wyznaczał co najmniej dwóch sędziów Sądu Najwyższego do sporządzenia opinii o kandydacie. Przed zmianą ustawy z 2017 r. był to jeden sędzia.
Dalej zgromadzenie danej izby – jak zaproponowano – zaopiniuje kandydata, a następnie zrobi to zgromadzenie ogólne.– Przy czym, co istotne, SN nie będzie miał możliwości zamknięcia drogi danemu kandydatowi do SN, co przewidywały stare przepisy. Swoją opinię, wyrażoną głosowaniem na zgromadzeniach, przekaże KRS, która następnie zdecyduje, czy przedstawi prezydentowi wniosek o powołanie danego kandydata na sędziego SN. Brak takiej możliwości opiniowania przez SN kandydatów do SN jest paradoksem nowelizacji z 2017 r., który prowadzi do tego, że obecnie łatwiej dostać się do Sądu Najwyższego niż np. do sądu okręgowego – wyjaśniał sędzia Matras.
Pozostaną trzy izby, ograniczone kompetencje prezydenta
Zgodnie z projektem to Krajowa Rada Sądownictwa (a nie prezydent), na wniosek Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, mając na uwadze sprawne i efektywne wykonywanie zadań Sądu Najwyższego, będzie ustalała, w drodze uchwały, liczbę stanowisk sędziego Sądu Najwyższego. Liczba ta nie będzie mogła być mniejsza niż 90 i większa niż 120. Zniknąć mają Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Izba Odpowiedzialności Zawodowej. Sąd Najwyższy ma dzielić się na izby:
- Cywilną;
- Karną;
- Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych.
W myśl propozycji wewnętrzną organizację Sądu Najwyższego, zasady wewnętrznego postępowania, w tym zasady przydziału spraw, wyznaczania kolegialnych składów orzekających – także w drodze losowania – a ponadto sposób tworzenia, przetwarzania, przechowywania i niszczenia akt, a także szczegółowy zakres i sposób wykonywania czynności przez asystentów sędziego Sądu Najwyższego, określi regulamin Sądu Najwyższego, uchwalony przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego. Ma on być następnie ogłoszony w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski”.
Obecnie to prezydent, po zasięgnięciu opinii Kolegium Sądu Najwyższego, określa, w drodze rozporządzenia, regulamin Sądu Najwyższego, w którym ustala m.in. liczbę stanowisk sędziego Sądu Najwyższego w izbach – nie mniejszą niż 120 – w tym ich liczbę w poszczególnych izbach. Po zmianach - sprawami dyscyplinarnymi oraz sprawami o zezwolenie na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej lub tymczasowe aresztowanie sędziów Sądu Najwyższego, sędziów, asesorów sądowych, prokuratorów i asesorów prokuratury ma zajmować się Izba Karna SN. Z kolei protestami wyborczymi i protestami przeciwko ważności referendum ogólnokrajowego i referendum konstytucyjnego, a także stwierdzaniem ważności wyborów i referendum oraz sprawami, w których złożono środki odwoławcze od uchwał Państwowej Komisji Wyborczej – Izba Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych.
Co z wyborem I prezesa SN?
Zgodnie z projektem I prezes Sądu Najwyższego ma być powoływany przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej na sześcioletnią kadencję spośród – co istotne – dwóch kandydatów, będących sędziami Sądu Najwyższego w stanie czynnym, przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego. Co więcej, sędzia Sądu Najwyższego będzie mógł być powołany tylko na jedną kadencję I prezesa Sądu Najwyższego. Kadencja I prezesa Sądu Najwyższego będzie – w myśl propozycji Komisji – ustawała wraz z jej upływem, a także przed jej upływem, gdy nastąpi wygaśnięcie stosunku służbowego sędziego Sądu Najwyższego, przeniesienie w stan spoczynku, przejście w stan spoczynku lub zrzeczenie się stanowiska I prezesa.
Z kolei jeżeli prezydent nie powoła I prezesa w terminie miesiąca od przedstawienia przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego dwóch kandydatów na to stanowisko, to prawa i obowiązki I prezesa, do chwili objęcia stanowiska przez powołanego prezesa, obejmie sędzia starszy służbą w Sądzie Najwyższym spośród kandydatów przedstawionych prezydentowi przez Zgromadzenie Ogólne.
W rocie ślubowania bez praworządności
Zmienia się też m.in. rota ślubowania osób powoływanych na stanowisko sędziego SN. Ślubowanie nadal ma być składane wobec prezydenta. Sama rota ma brzmieć: "Ślubuję uroczyście jako sędzia Sądu Najwyższego służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, stać na straży prawa, obowiązki sędziego wypełniać sumiennie, sprawiedliwość wymierzać zgodnie z przepisami prawa, bezstronnie według mego sumienia, dochować tajemnicy prawnie chronionej, a w postępowaniu kierować się zasadami godności i uczciwości”. Wskazano również, że składający ślubowanie może dodać na końcu zwrot: „Tak mi dopomóż Bóg”.
Obecnie przyszły sędzia SN ślubuje „stać na straży prawa i praworządności” i właśnie to drugie słowo z projektowanej roty zniknęło.
Zmieniony ma być również przepis dotyczący sędziów pozostających ze sobą w stosunku pokrewieństwa do drugiego stopnia lub powinowactwa pierwszego stopnia oraz małżonków. Zgodnie z projektem nie będą oni mogli zajmować stanowiska sędziego Sądu Najwyższego w tej samej izbie, brać udziału w jednym składzie orzekającym – z zastrzeżeniem składu połączonych izb i pełnego składu Sądu Najwyższego – ani też bezpośrednio podlegać sobie służbowo.





