W Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie przebywają osoby, które uprzednio zostały skazane za najcięższe przestępstwa seksualne i uznane - po odbyciu kary - za stwarzające zagrożenie dla społeczeństwa. Reguluje to ustawa o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób. Dyskusja nad koniecznością zmian ustawy wraca od lat jak bumerang. Jeszcze w lutym br. Ministerstwo Sprawiedliwości informowało, że pracuje nad ewentualnymi zmianami zasad umieszczania tam byłych skazanych. 

Mimo to liczba osób, która trafiają do KOZZD systematycznie wzrasta, a szans na opuszczenie placówki, jak wskazują obrońcy praw człowieka, praktycznie nie ma.  

Czytaj: RPO: Potrzebna uchwała SN, czy zabezpieczenie może być podstawą izolacji w Gostyninie>>
 

Punkt zapalny - kontakty z bliskimi  

Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich Hanna Machińska zwróciła się w tej sprawie do dyrektora placówki. W swoim piśmie przypomina, że czas pandemii wymusił na kierownictwie różnego rodzaju miejsc detencji podejmowanie działań zapobiegających rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Decyzje te muszą jednak zapobiegać protestom osób pozbawionych wolności. Wskazała również, że organizacje międzynarodowe wydały wiele szczegółowych zaleceń, jak to robić.

 


- Sytuacja w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie jest szczególna. Od 5 marca 2020 r. w Ośrodku obowiązuje zakaz odwiedzin. Obejmuje nie tylko rodziny, ale kurierów i innych doręczycieli, którzy dostarczali pacjentom artykuły spożywcze i posiłki inne, niż te które zapewnia Ośrodek. Wprowadzono obowiązkowy pomiar temperatury ciała personelu i pacjentów oraz obowiązek noszenia przez pracowników ubrań i obuwia roboczego. Sytuacja staje się coraz trudniejsza – a RPO wie to ze skarg, jakie do niego dochodzą - wskazała. 

Czytaj: Więzień w czasie epidemii - bez dostępu do testu i adwokata>>

Głównym problemem, jak dodaje jest fakt, że osoby przebywające w ośrodku nie wiedzą, do kiedy będą obowiązywały obostrzenia, w tym zakaz widzeń, nie mają informacji, kiedy zostanie oceniona potrzeba dalszego utrzymania restrykcji. 

- Nie rozumieją dlaczego kontaktów z bliskimi nie umożliwia się im przez Skype’a (dyrektor nie wyraża na o zgody, tymczasem przepisy dają mu takie prawo, jeżeli kontakt zewnętrzny może spowodować wzrost zagrożenia niebezpiecznymi zachowaniami ze strony pacjenta Ośrodka), nie wiadomo też dlaczego z pacjentami nie mogą się kontaktować ich pełnomocnicy prawni - dodaje dr Machińska. 

Restrykcje surowsze niż w więzieniu

Na to, że niektóre zakazy i obostrzenia obowiązujące w ośrodku są surowsze niż te w więzieniu, RPO wskazuje od dawna. Zastępczyni RPO przypomina, że zgodnie z art. 29 ust. ustawy dotyczącej ośrodka, osoba w nim umieszczona ma ma prawo, za zgodą kierownika, do kontaktu z innymi za pośrednictwem telefonu lub za pomocą środków komunikacji elektronicznej, a także prawo do kontaktu osobistego z osobami ją odwiedzającymi. 

 


- Ustęp 2 tego przepisu stanowi, że kierownik Ośrodka może odmówić zgody lub cofnąć zgodę na określony sposób kontaktu lub kontakt z określonymi osobami, jeżeli kontakt taki może spowodować wzrost zagrożenia niebezpiecznymi zachowaniami ze strony osoby stwarzającej zagrożenie umieszczonej w Ośrodku albo zakłócić prowadzone postępowanie terapeutyczne. Biorąc pod uwagę treść tego przepisu, jak również sytuację epidemiologiczną i standardy innego rodzaju miejsc pozbawienia wolności, gdzie rozmowy przez Skype z rodzinami zastąpiły tradycyjne widzenia bezpośrednie, wydaje się, że zmiana obecnej praktyki w Ośrodku w zakresie korzystania ze środków komunikacji elektronicznej jest konieczna - wskazuje. 

Czytaj: Więzienia w czasie epidemii - problem z testami, zakazami, brakiem informacji>>

I dodaje, że zakaz widzeń w KOZZD nie może dotyczyć pełnomocników pacjentów. - Taka zasada dotyczy też spotkań adwokatów z osobami internowanymi w zakładach psychiatrycznych czy tymczasowo aresztowanymi i skazanymi w jednostkach penitencjarnych - wskazuje. 

Testy są, ale nie wykażą zakażenia

RPO wskazuje, że kolejnym problemem są testy zakupione przez ośrodek. Według ekspertów z zakresu wirusologii, nie stwierdzają one zachorowania na COVID-19, a jedynie wykazują przeciwciała w organizmie, a zatem fakt przejścia choroby.

Przeciwciała pojawiają się średnio około 10 dni po zakażeniu, mogą też pojawić się znacznie później. A to oznacza, że osoba która zgodnie z tym testem jest ujemna, może być zakażona.