Rzecznik Praw Obywatelskich od początku apelował, by wprowadzane stopniowo obostrzenia - m.in. zakazy widzeń, skądinąd słuszne, dla równowagi wiązały się z dodatkowymi przywilejami. Chodzi m.in. o wprowadzenie dodatkowej kąpieli w tygodniu, czy ciepłej wody przez cały dzień, lub możliwość kontaktu z rodziną telefonicznego czy online. Apelował też do sędziów by decydując o aresztach pamiętali, że jest to szczególny środek zabezpieczający i brali pod uwagę choćby stan zdrowia podejrzanego i fakt epidemii. 

To zresztą zalecają obecnie organizacje międzynarodowe - by w dobie koronawirusa częściej stosować środki alternatywne do kary pozbawienia wolności czy aresztu. - Tymczasem w Polsce - jak na razie – prowadzona jest polityka izolacji osadzonych, co może mieć poważne konsekwencje - mówi w rozmowie z Prawo.pl dr Hanna Machińska, zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich. Te konsekwencje - jak nieoficjalnie mówią rozmówcy portalu - to zagrożenie i epidemią w samych zakładach lub aresztach i buntami wśród osadzonych.

Czytaj w LEX: Funkcjonowanie zakładów karnych w czasie epidemii koronawirusa >

 


Jak jest w zakładach? Nie do końca wiadomo

Rzecznik Machińska podkreśla, że obecnie największym problem jest, że tak naprawdę nie wiadomo jaka jest sytuacja w polskich zakładach karnych, czy i ile osób jest chorych, ile objętych kwarantanną.

- Informacje, które do nas docierają nie pozwalają nam na kompleksową ocenę sytuacji. Opieramy się głównie na tym co nam sygnalizują więźniowie, ich bliscy i funkcjonariusze i na oficjalnych zarządzeniach Centralnego Zarządu Służby Więziennej. Wiemy, że został wdrożony całkowity zakaz pracy na zewnątrz, więźniowie skarżą się, że poziom higieny jest bardzo niski, że nie przeprowadza się testów i funkcjonariusze narażali więźniów na zakażenie nie nosząc maseczek ochronnych. Dopiero od ubiegłego tygodnia muszą mieć maski ochronne kontaktując się z więźniami - mówi rzecznik. 

Czytaj: Dozór elektroniczny, sam wymiar kary nie wystarczy>>

Dodaje, że bardzo niepokojący jest brak informacji dotyczących stosowania testów na koronawirusa wśród więźniów. - Z naszych informacji wynika, że nawet w przypadku osadzonych, którzy mają bardzo poważne dolegliwości nie są przeprowadzane. Nieoficjalnie dowiadujemy się, że brakuje do tego narzędzi. Niestety nie możemy tych informacji potwierdzić - mówi Machińska. 

Czytaj w LEX: Zagrożenie koronawirusem a prawo do prywatności >

Adwokat tak, ale z zaświadczeniem lekarskim 

Kolejnym problemem zgłaszanym przez osadzonych są ograniczenia w kontaktach z obrońcami. Część zakładów karnych wprowadziła zasadę, że przykładowo adwokat, który chce spotkać się z osadzonymi klientem musi przedstawić zaświadczenia o stanie zdrowia. 

Czytaj w LEX: Prawa i obowiązki pełnomocników procesowych w praktyce w związku z koronawirusem >

- To są wymagania zupełnie nierealne i nie mające podstaw prawnych - mówi Machińska. I dodaje, że takie zaświadczenie ma oczywiście wystawić lekarz, ale nie wiadomo na jakiej podstawie. 

Adwokat Anna Kątnik-Mania, wiceprezes Stowarzyszenia Adwokackiego Defensor Iuris ocenia, że bardzo niepokojąca jest także sytuacja aresztowanych. 

RPO wystąpił w tej sprawie do sędziów, z apelem by uważnie analizowali każdy przypadek i areszt stosowali tam gdzie to jest konieczne, biorąc też pod uwagę art. 259 par.1, punkt 1 Kpk. Zgodnie z nim od tymczasowego aresztowania należy odstąpić jeśli są względy szczególne, które mogą stać na przeszkodzie, a konkretnie gdy stanowiłoby to zagrożenie dla życia i zdrowia osoby, która ma zostać aresztowana – mówi.

Czytaj: Koronawirus - mniej aresztów, częściej dozór elektroniczny>>

Na zachętę dozór elektroniczny i przerwa w karze

Organizacje międzynarodowe takie jak Europejski Komitet do Spraw Zapobiegania Torturom oraz Nieludzkiemu lub Poniżającemu Traktowaniu albo Karaniu (CPT), Podkomitet ds. Zapobiegania Torturom (SPT) oraz Komisarz Praw Człowieka Rady Europy - stoją na stanowisku, że osoby w detencji są grupą szczególnie wrażliwą z uwagi na nakładane na nią liczne ograniczenia. Z jednej strony, powinna być więc - w dobie koronawirusa - ograniczana liczba więźniów i aresztowanych, z drugiej - wprowadzane odpowiednie standardy higieniczne, zastępcze możliwości utrzymywania kontaktów z bliskimi, respektowane prawa i zapewniona zapewniona opieka medyczna również poza miejscem detencji. 

Czytaj w LEX: Dozór elektroniczny w czasach epidemii koronawirusa i regulacji z tzw. tarczy antykryzysowej oraz możliwość przerwy w wykonaniu kary pozbawienia wolności >

- COVID-19, ma to do siebie, że bardzo szybko się rozprzestrzenia. Miejsca zagęszczenia osób takie jak zakłady karne i areszty w związku z niemożliwością pełnej izolacji, transporty osób osadzonych czy funkcjonariusze, którzy przemieszczają się i mają różne kontakty zewnętrzne, mogą przyczyniać się do wzrostu zarażeń koronawirusem. Konieczne jest zatem zmniejszenie zagęszczenia osób w zakładach karnych i aresztach, a tym samym zwiększenie powierzchni przypadającej na jednego osadzonego - mówi dr Machińska. 

Ministerstwo Sprawiedliwości - co do zasady - te kwestie uwzględniło, wprowadzając nowelą tarczy antykryzysowej rozszerzenie stosowania dozoru elektronicznego - do kary w wymiarze 1,5 roku więzienia (dotąd granicą był rok pozbawienia wolności) oraz możliwość przerwy w odbywaniu kary (w przypadku skazanych na karę do trzech lat więzienia, i na wniosek dyrektora zakładu karnego).  

Czytaj w LEX: Odpowiedzialność cywilna i karna za zarażenie koronawirusem >

Adwokat Anna Kątnik-Mania przyznaje, że to dobre rozwiązanie. Przynajmniej w teorii. - Przypomnę, że nowela specustawy dotyczącej koronawirusa podwyższyła wysokość wymiaru kary – do 1,5 roku, uprawniającego do zastosowania SDE – mówi.

Do więzień wchodzą paralizatory 

Równocześnie jednak, w tej samej regulacji wprowadzono przepisy, które mocno niepokoją prawników. Tym bardziej, że zostaną na czas po koronawirusie. 

Przerwa w karze jest możliwa ale - wystarczy sprzeciw prokuratora, do momentu wydania decyzji przez sąd penitencjarny, by tak się nie stało.

- Bardzo niepokojąca jest także kwestia paralizatorów. W mojej ocenie doszło do "wrzutki", bo przepis jest tak skonstruowany, że dla przeciętnego czytelnika ta zmiana może być niedostrzegalna. Jest podwójne odesłanie – wskazuje adwokat Kątnik-Mania.  

Ustawodawca tłumaczył to tym, że już w czasie wprowadzania paralizatorów do Policji zastanawiano się nad Służbą Więzienną. Wówczas jednak nie zdecydowano się na taki krok. Zrobiono to teraz, teoretycznie w związku z epidemią. 

Czytaj w LEX: Definicja i rozpatrywanie przez sądy spraw pilnych w dobie koronawirusa i regulacji z tzw. tarczy antykryzysowej >

- Przepis odwołuje się najpierw do ustawy o Służbie Więziennej, a następnie do ustawy o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej. Co istotne, nie było debaty społecznej na ten temat. Kolejna kwestia to zakres kiedy można użyć tego paralizatora - jest on bardzo szeroki, nie jest związany z epidemią, nie ma też wyjaśnienia dlaczego miałoby to być stosowane. Co gorsze, to rozwiązanie pozostanie na stałe – dodaje wiceprezes Defensor Iuris. 

 


Prawnicy i obrońcy praw człowieka podkreślają, że uzasadnianie paralizatorów w więzieniach faktem, że ma je Policja, jest - co do zasady -błędne. Wskazują przy tym, że warunki stosowania ich przez obie służby są całkowicie inne, wymagają też choćby szkoleń.  

- Więzienie to specyficzne miejsce. Osadzeni nie mają możliwości w sposób szybki prosić o pomoc, zwracać uwagę na swój stan zdrowia. A wśród nich są osoby, które mają różnego rodzaju schorzenia, czasem nie zdają sobie z tego nawet sprawy. Jeśli paralizator zostanie użyty, może dojść do tragedii, przetransportowanie do szpitala też nie jest proste - dodaje Kątnik-Mania. 

Czytaj w LEX: Funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości w obliczu koronawirusa >