Asumpt do zmiany w kodeksie karnym dała najprawdopodobniej sprawa prof. Wojciecha Rokity, który - jak relacjonują jego znajomi - popełnił samobójstwo, bo nie wytrzymał fali hejtu. Spadła na nie go po tym, jak regionalna gazeta doniosła, że nie przestrzega kwarantanny, mimo że szpital zapewniał, że nic takiego nie miało miejsca.

Czytaj: Stalker i na uczuciach zagra, by mieć kontakt z ofiarą>>

Epidemia hejtu

Delikwent, który nie przestrzega kwarantanny, zapłaci grzywnę - po zmianach nawet do 30 tys. złotych. W bonusie, jeżeli sprawa trafi na nagłówki gazet lub portali, dostanie setki gróźb i obraźliwych komentarzy. Z takim sposobem wymierzania źle pojętej sprawiedliwości postanowił walczyć rząd, tyle że -jak zauważają eksperci - w niezbyt trafiony sposób.

Czytaj w LEX: Funkcjonowanie sądów i wymiaru sprawiedliwości w obliczu koronawirusa >

W gąszczu przepisów związanych z wprowadzaniem tarczy antykryzysowej znalazła się nowelizacja art. 190a Kodeksu Karnego - czyli przepisu penalizującego stalking. Po zmianach osobę, która dopuści się takiego czynu, będzie podlegać karze od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności (obecnie górna granica to 3 lata). Jeżeli skutkiem będzie targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie kara będzie wynosić od 2 do 12 lat pozbawienia wolności (obecnie od roku do 10 lat).

Czytaj: Rząd ratuje sądy przed koronawirusem i... zaostrza kary>>

Wysoka kara nie odstraszy sprawcy

Adwokat Barbara Szopa, która na co dzień zajmuje się sprawami dotyczącymi stalkingu, nie ma wątpliwości, że zaostrzenie kar nie jest rozwiązaniem problemu. - Zmiany proponowane obecnie, jak i poprzednio, uważam za niepotrzebne. Abstrahując od faktu, że rzeczona ustawa "tarcza" miała wprowadzać usprawnienia dla przedsiębiorców, a proponowana nowelizacja w tym zakresie takiej pomocy na pewno nie przyniesie, to uważam, że większe kary nie odstraszą sprawców. Są to działania tylko pozornie na korzyść pokrzywdzonych - mówi. I dodaje, że na wyobraźnię przestępców lepiej działa nieuchronność kary niż jej wysokość. - Tymczasem wymiar sprawiedliwości w czasach epidemii ogranicza się działania w tylko kilku najpilniejszych aspektach. Więc na wyrok i karę dla sprawcy i tak trzeba będzie czekać latami, zapewne nawet dłużej niż to było przed pandemią - dodaje.

Czytaj w LEX: Konsekwencje wprowadzenia stanu epidemii >

W podobnym tonie wypowiada się adwokat Joanna Parafianowicz. - Cieszy to, że ustawodawca dostrzega skutki, jakie przestępstwo stalkingu może mieć w obrębie życia ludzkiego poczynając od drobnych niedogodności, przez paraliż życia, a niekiedy - targnięcie się na nie przez ofiarę. Jednakże, praktycy prawa zdają sobie sprawę z tego, że zaostrzanie przepisów, bez faktycznego ich ścigania nie wpływa na zmniejszenie przestępczości oraz większe poszanowanie prawa u obywateli - mówi. Uważa, że podwyższenie kary nie jest rozwiązaniem jeśli śledczy, którzy będą rozpoznawali zawiadomienia, nie będą dość wrażliwi, aby je dostrzec. - Ja od zawsze powtarzam, że jeśli policjant nie widzi przestępstwa w zachowaniu, które czyni nieszczęśliwym drugiego człowieka, to powinien sobie zadać pytanie: jak taka sytuacja wpłynęłaby na życie moich bliskich? I tu, często pojawia się pole do refleksji, za którym niekiedy idzie umiejętność dostrzeżenia znamion przestępstwa - mówi.

 


Więzienie i tak rzadko orzekane

Surowe kary i tak pozostaną prawdopodobnie wyłącznie na papierze, bo jak zauważają obie prawniczki, sądy niezwykle rzadko je orzekają. Dużo pożyteczniejsze byłoby doprecyzowanie przepisu. - Największa bolączka związana z przestępstwem uporczywego nękania - jest brak legalnej definicji "uporczywości" i nadal nie ma na to lekarstwa. Pisałam na swoim blogu www.stalking.com.pl przeszło rok temu, że wielu przedstawicieli doktryny opowiada się za stanowiskiem, że znamię uporczywości w przepisie art. 190a § 1 k.k. jest po prostu zbędne i należy je usunąć - mówi adwokat Szopa.

Czytaj w LEX: Okiem IOD: ochrona danych osobowych osób skierowanych na izolację i chorych >

Powołuje się przy tym na komentarz do przestępstwa stalkingu  prof. dr hab. Jarosława Warylewskiego, według którego zdecydowanie zbędne jest dodanie do jego treści znamienia „uporczywie”, bo samo słowo nękać niejako wskazuje na wielokrotność działania sprawcy. - Zgadzam się z tym poglądem, usunięcie znamienia uporczywości pomogłoby ofiarom. Z mojej praktyki zawodowej wynika, że pokrzywdzeni skarżą się na brak definicji uporczywości, na uznaniowość policjantów czy prokuratorów, do których trafia ich sprawa, w orzekaniu czy już mamy do czynienia z tym znamieniem - mówi.

Czytaj w LEX: Zagrożenie koronawirusem a prawo do prywatności >

Adwokatka dodaję, że pokrzywdzeni byliby bardziej zadowoleni, gdyby ich sprawą w ogóle zajęły się organy ścigania, a stalkerzy mieli zakaz zbliżania się czy kontaktowania z nimi. - Kolejne kwestia to przyznanie adekwatnego zadośćuczynienia. To istotniejsze niż gdyby stalker miał orzeczoną karę pozbawienia wolności 4 zamiast 3 lata - mówi.

 


Furtka do surowszego karania za zniesławienie

- Ta zmiana jest przejawem złej, a dodatkowo nieuczciwej legislacji - uważa  dr Mateusz Woiński, ekspert w dziedzinie prawa karnego z Akademii Leona Koźmińskiego. - Celem ustawy jest ograniczenie kryzysu związanego z epidemią COVID-19, więc jedyną zmianą w przepisach karnych, która ma z tym związek, jest tylko nowelizacja art. 161 k.k., penalizującego narażenie człowieka na zarażenie HIV oraz chorobami zakaźnymi. Natomiast zmiana dotycząca art. 190a k.k. ma z COVID-19, eufemistycznie rzecz ujmując, niewiele wspólnego. W rezultacie jako "wrzutkę" legislacyjną trzeba ją traktować z dużą ostrożnością co do intencji prawodawcy - mówi dr Woiński.

Zauważa, że nowelizacja rozszerza zakres normowania przepisu. Obejmie on też skutek w postaci wzbudzenia poczucia poniżenia lub udręczenia (obecnie w przepisie mowa jest tylko o uzasadnionym okolicznościami poczuciu zagrożenia lub istotnym naruszeniem prywatności). - Chodzi o sytuacje, kiedy poczucie zagrożenia lub naruszenie prywatności nie miało miejsca bądź, racjonalnie rzecz oceniając, w wyniku zachowania sprawcy wystąpić nie mogło, ale poczucie poniżenia czy udręczenia - owszem - mówi dr Woiński. Zauważa, że - jako że znamię "poniżyć" pojawia się np. w przepisie penalizującym zniesławienie. Przez to przepis może być nadużywany.

- Tak sformułowany przepis ma potencjał przeobrażenia się w podstawę karania, z ogromną sankcją, wieloczynowych zniesławień i to bez gwarancji zawartych w art. 213 k.k. (wyłączenia bezprawności w przypadku, gdy zarzuty są prawdziwe - red.). Wydaje się, że np. kwestionowanie, w uproszczeniu mówiąc, legalności  tzw. neo-KRS może wypełniać znamiona art. 190a § 1 k.k. na szkodę jej członków. Wielka szkoda, że prawodawca nie zdecydował się objąć zakresem normowania uporczywego nękania podmiotów zbiorowych, np. lekarzy, sędziów czy nauczycieli, co wiele o tej nowelizacji mówi - podkreśla dr Woiński. Dodaje, że tak zwiększona sankcja stwarza przepaść pomiędzy tzw. stalkingiem a przestępstwem znęcania się (również psychicznego), którego zagrożenie karą pozostaje bez zmian. - To "przeoczenie" jest niestety kolejnym elementem oceny jakości legislacyjnej projektu - konstatuje.

Także Stowarzyszenie Adwokackie Defensor Iuris punktuje w swojej opinii fakt, że po zmianach stalking będzie karany dużo surowiej niż inne - bardziej społecznie szkodliwe przestępstwa. Jako przykład adwokaci podają pomoc do samobójstwa - zagrożoną karą od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Podkreśla, że nie ma akceptacji dla nienawistnych wpisów wobec lekarzy, szczególnie gdy kończy się to tak tragicznie, ale nadal - nawet tak silny impuls nigdy nie powinien przesądzać o zwiększeniu represyjności ustawy karnej.

Czytaj w LEX: Instrumenty przymusu stosowane wobec osób podejrzanych oraz chorych na choroby zakaźne (w tym COVID 19) >