Chodzi o zmianę art. 59 kodeksu postępowania cywilnego. Obecnie mówi on, że "sąd zawiadamia prokuratora o każdej sprawie, w której udział jego uważa za potrzebny". Ministerstwo chce by miał taki obowiązek w sytuacji gdy toczy się z urzędu sprawa o ograniczenie lub pozbawienie władzy rodzicielskiej, a istnieje podejrzenie zagrożenia dobra dziecka. 

- Z doświadczeń prokuratorskich wynika, że przy sprawach dotyczących ograniczania czy pozbawiania władzy rodzicielskiej prowadzonych z urzędu, zdarzają się drastyczne sytuacje przestępstw wobec dziecka - wyjaśnia w rozmowie z Prawo.pl Marcin Romanowski, wiceminister sprawiedliwości.

Propozycja ma znaleźć się w opracowywanym właśnie projekcie zmian w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym i k.p.c. W tej samej propozycji ma być też doprecyzowane, że w sprawach rodzinnych wysłuchanie dzieci ma odbywać się w przyjaznych pokojach.

Czytaj: Lepiej późno niż wcale - wraca sprawa alimentów natychmiastowych>>
 

Powrót pomysłu po latach 

Warto wskazać, że po raz pierwszy o pomyśle takiego rozwiązania minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro mówił w 2017 r., zapowiadając pilną nowelizację procedury cywilnej. Wyjaśniał wówczas, że prokuratura musi mieć możliwość szybkiej i zdecydowanej reakcji w sytuacjach, gdy dzieci spotyka krzywda. - Życie niewinnego, bezbronnego dziecka powinno być bezwzględnie chronione. Prokuratorzy muszą mieć możliwość, by reagować natychmiast, gdy pojawiają się pierwsze sygnały, że w jakiejś rodzinie dziecku dzieje się krzywda. Muszą działać, zanim dojdzie do większej tragedii – mówił wówczas. 

Wiązało się to zresztą z kilkoma głośnymi sprawami maltretowania i zabójstw dzieci - skatowania na śmierć półrocznego Maksymiliana z Rzeszowa i pobicia jego dwuletniej siostry; znęcania się nad dwumiesięcznym Igorem z Łodzi, który doznał złamania czaszki czy próby samobójczej maltretowanej przez matkę 10-latki z Zamościa. - Do takich i podobnych tragedii dochodzi niejednokrotnie w rodzinach, które są objęte dozorem kuratora albo w sprawach których trwają postępowania o ograniczenie praw rodzicielskich. Ale prokuratorzy o tym nie wiedzą, ponieważ sądy nie mają obowiązku ich o tym informować - mówił Ziobro. 

 

Dzieci trzeba chronić, ale nie tędy droga

Propozycja budzi jednak mieszane uczucia prawników. Podkreślają, że trzeba zastanowić się, czy rzeczywiście takich uregulowań brakuje, a jeśli nie to gdzie rzeczywiście tkwi problem.

- Zgodnie z art. 304 par.2 k.p.k. sąd rodzinny ma obowiązek poinformować niezwłocznie prokuraturę o przestępstwie ściganym z urzędu, w tym przeciwko dzieciom. Z kolei art. 23 k.p.k. zobowiązuje prokuratora prowadzącego postępowanie do zawiadamiania sądu rodzinnego o przestępstwie popełnionym na szkodę dziecka. Przepisy te otwierają więc możliwość komunikacji i współdziałania pomiędzy sądem a prokuraturą - mówi adwokat Robert Ofiara. 

W jego ocenie obszarami newralgicznymi jest natomiast choćby obciążenie pracą sędziów w sądach rodzinnych, braki w kadrze administracyjnej sądów, a przede wszystkim brak jakiegokolwiek systemu wsparcia dziecka i rodziny w kryzysie. 

- Brak jest woli, pomysłu, pieniędzy ze strony państwa na zapewnienie dziecku i rodzinie wsparcia psychologicznego. Dzieci mają coraz bardziej ograniczany przez państwo dostęp do opieki psychiatrycznej, rodzice opiekujący się dzieckiem mają ograniczone możliwości dostępu do psychologów dziecięcych, terapeutów, grup i organizacji pomocowych (zwłaszcza poza dużymi miastami). Prowadzenie kampanii informacyjnej o nowych przepisach tej sytuacji nie zmieni - mówi mec. Ofiara. 

Czytaj: Przemoc wobec dzieci nadal polskim problemem - braki na każdym etapie>>

 

Prokurator sprawdzi, czemu dziecko nie odrabia lekcji

 Sceptycznie do pomysłu resortu sprawiedliwości podchodzi SSR Dorota Hildebrand-Mrowiec, prezes Stowarzyszenia Sędziów Sądów Rodzinnych w Polsce. Ocenia, że nie ma potrzeby zawiadamiania prokuratora o każdej wskazanej w projekcie sprawie.

- Pojęcie „dobro dziecka" jest pojęciem bardzo szerokim, a skala zagrożeń tego dobra jest różna. Czasami rodzice nie mają odpowiednich kompetencji opiekuńczo-wychowawczych, niektóre postępowania rodziców są niezawinione, a wynikają np. z ich stanu zdrowia. Pamiętajmy, że ingerencja w wykonywanie władzy rodzicielskiej przez sąd to nie tylko ochrona dziecka, ale niesienie pomocy rodzicom dla właściwego jej wykonywania – mówi sędzia Hildebrand-Mrowiec.  

Dodaje, że sprawy są różne – często postępowanie wszczyna się na skutek zawiadomienia dyrekcji szkoły, dotyczą np. tego, że dziecko nie odrabia prac domowych, a rodzice nie utrzymują ze szkołą kontaktu lub nie stosują się do zaleceń nauczycieli np. nie zapisują dziecka na badania w poradni psychologiczno-pedagogicznej.

 

- Nie widzę potrzeby udziału prokuratora w każdej z tego typu spraw. Zresztą, gdy kurator sądowy w trakcie wywiadu stwierdzi, że w rodzinie stosowana jest przemoc wobec dziecka, taki wywiad przesyłany jest do prokuratury – mówi sędzia Hildebrand-Mrowiec.  

Dodaje, że obowiązujące przepisy i tak pozwalają na zawiadomienie prokuratora w każdej sprawie, w której jego udział jest potrzebny. Czyli – jak tłumaczy sędzia – w sprawach, gdzie w grę wchodzi przemoc wobec dziecka lub zaniedbania zagrażające nie tylko jego zdrowiu, ale też życiu.

 

Podobnego zdania jest adwokat Monika Horna-Cieślak. Zwraca uwagę, że w praktyce często wpływa wniosek o wgląd w sytuację rodziny i ten opis adresowany do sądu rodzinnego zazwyczaj nie pozostawia żadnych wątpliwości, że sprawą powinna zająć się prokuratura. Przypomina, że zagrożenie dobra dziecka to też wszystkie sytuacje związane z zachowaniami demoralizującymi, wagarami itp. 

- Spraw dotyczących zagrożenia dobra dziecka czyli z art. 109 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego jest bardzo dużo. Sędziowie mają obecnie bardzo dużo pracy i trzeba rozważyć czy takie podejście nie zablokuje dodatkowo prokuratury. Co do zasady idea jest dobra, bo wymiana informacji w takich przypadkach jest istotna, pytanie tylko czy nie powinno to zostać ograniczone do sytuacji, w których dochodzi do przemocy, krzywdzenia dziecka - mówi adwokat Monika Horna-Cieślak.

 

Sąd informuje prokuraturę, a prokuratura...?

- Powtarzam, to jest bardzo szerokie pojęcie, które niekoniecznie podpada pod właściwość prokuratury. Warto pamiętać też o tym, że do tego typu spraw trzeba podchodzić z uważnością. Przy podejmowaniu interwencji w sprawie krzywdzenia dziecka mówi się, że ścieżka karna to ta, nad którą powinno się głębiej zastanowić, bo procedura karna charakteryzuje się zdecydowanymi krokami, zmierzającymi do karania. A ścieżka rodzinna ma na celu wypracowanie różnego rodzaju rozwiązań - podkreśla adwokatka.

Czytaj: "Klaps" w Polsce niby zakazany, ale dzieci nadal niedostatecznie chronione>>

W podobnym tonie wypowiada się Robert Ofiara. -  Trzeba się zastanowić, jak zadziałają nowe przepisy w systemie, czyli co to da, że z sądów do prokuratur będą przesyłane pisma z informacją o wszczętych postępowaniach co do ograniczenia lub pozbawienia władzy rodzicielskiej. Pomysłodawcy zmian nie wskazują jak takie przesłanie pisma wpłynie na system, co się dalej zadzieje, jaką pomoc otrzyma dziecko. Czyli może być tak, że nic poza przesłaniem pisma się nie wydarzy - podsumowuje. 

 

Tym bardziej, że - jak podkreśla sędzia Hildebrand-Mrowiec - wątpliwe jest, by prokuratorzy byli w stanie brać czynny udział we wszystkich sprawach, o których zostaną zawiadomieni, bo tych będzie po prostu za dużo, a śledczy są obciążeni sprawami karnymi.

- Już teraz prokurator jest uczestnikiem postępowań rozpoznawanych na podstawie ustawy o postępowaniu  w sprawach nieletnich. W praktyce jednak prokuratorzy rzadko pojawiają się w sądzie - właśnie z powodu dużego obciążenia pracą - sędzia Hildebrand-Mrowiec - Niektóre sprawy kończą się stwierdzeniem braku podstaw do ograniczenia władzy rodzicielskiej rodzicom. Wielu wystarczy pomoc innych instytucji lub już samo wszczęcie postępowania przez sąd mobilizuje rodziców do działań np. wizyty u psychiatry, czy skorzystania z pomocy psychologa – podsumowuje sędzia.