Ebook Zmiany w KPC
Zmień język strony
Zmień język strony
Prawo.pl

Agata Rewerska: Czas zmienić model opracowywania kazusów na egzamin adwokacki

Nie powinno być tak, że kazus przygotowany na egzamin zawodowy adwokatów czy radców prawnych zawiera błędy. Żadnym rozwiązaniem nie są szybkie poprawki dokonywane już w trakcie egzaminu. Potrzebujemy zmiany przede wszystkim w modelu przygotowywania takich zadań. Odpowiadać powinien za to wyspecjalizowany zespół praktyków, kazusy powinny być trudne, ale spójne, bez wielu wątków i fałszywych tropów – tak, by weryfikować teoretyczne i praktyczne umiejętności zdających - mówi Prawo.pl Agata Rewerska, adwokatka, mentorka, mediatorka, prowadząca również szkolenia dla prawników.

agata rewerska

Adwokatka jest również założycielką i wykładowczynią Szkoły Prawa Procesowego Agaty Rewerskiej.

Patrycja Rojek-Socha: Pani Mecenas, minął kolejny egzamin adwokacki i po raz kolejny był problem z błędem, tym razem na kazusie cywilnym. Z czego to może wynikać?

Agata Rewerska: Zacznijmy od tego, że błędy pojawiają się niestety od samego początku tychże egzaminów - czyli od 2009 r. i są konsekwencją niedopracowania zadań. To niedopracowanie sprowadza się do dwóch płaszczyzn. Po pierwsze, chodzi o zbyt małą troskę o szczegóły, detale. Wiele błędów, z którymi mieliśmy dotąd do czynienia w czasie egzaminów, pochodzi z tego, że kazus nie został dobrze sczytany i poprawiony. Dodatkowo problemem jest to, że przygotowuje się go na podstawie jakichś, rzeczywistych akt – kazus na egzaminie to najczęściej przerobiona wersja takich akt. Tak nie powinno być. Akta prawdziwych spraw zawsze zawierają jakieś błędy, nieścisłości, wątki poboczne, pisane są często nieprawniczym językiem, a kazus na egzamin powinien być napisany wyłącznie na dany egzamin, dostosowany do celu egzaminu.

Czytaj: Kazus cywilny na egzaminie adwokackim z błędem? MS zapewnia, że poprawiono>>

 Szybka poprawa „dwói” i część ustna – co do zmiany w egzaminach prawniczych>>

Egzamin radcowski i adwokacki - zagwozdka m.in. z zeznaniami partnera>>

AI nie zastąpi młodych prawników, ale wymusi nowe kompetencje>>

 

A druga płaszczyzna?

Dotyczy samej konstrukcji zadań. Powiedzmy sobie szczerze – zadania przygotowane przez niektóre składy zespołu powoływanego do ich opracowania przez ministra sprawiedliwości są po prostu - mówiąc kolokwialnie - przekombinowane. Jest w nich zbyt wiele wątków, pomysłów na utrudnienie. Do tego często wydaje się, że autorki i autorzy kazusu po prostu nie mogli się zdecydować czego kazus ma dotyczyć i wprowadzili w jego treść wszystkie kwestie jakkolwiek łączące się z głównym zagadnieniem merytorycznym – tak zdaje się, że było i w tym roku. Zbyt wiele „ważnych rzeczy” na raz, zmyłek, wątpliwości, niejasności, a do tego zwykłych omyłek pisarskich lub redakcyjnych. Takiego zadania nie da się dobrze zrobić w 6 godzin. Zdający zamiast skupić się na błędach sądu, ich wadze, wynikających z nich konsekwencjach i rodzaju naruszenia prawa materialnego muszą skupiać swoją uwagę na zrozumieniu, co było intencją autorów kazusu, o co w nim chodzi, gdzie jest clue. Abiturientki i abiturienci zamiast skupić się na rozwiązaniu kazusu i przygotowywaniu apelacji, rozwiązują egzaminacyjną łamigłówkę. Najlepszym tego przykładem jest tegoroczne zadanie z prawa cywilnego na egzaminie adwokackim, gdzie pojawiło się multum wątków i zagadnień, z których trudno było ustalić, który był dominujący, ani jaka była intencja twórców kazusu. Dodatkowo niestety doszły do tego błędy, które trzeba było na bieżąco poprawiać i prostować treść zadania.

Idealny egzaminacyjny kazus? Trudny, łatwy? 

Nie powiem nic odkrywczego, jeśli stwierdzę że zadania na egzamin nie powinny być łatwe. Bo nie powinny, bo to jest egzamin będący podstawą dopuszczenia do samodzielnego wykonywania zawodu, ale zadania te muszą byś spójne, logiczne, zawierające jedno dominujące zagadnienie materialnoprawne oparte o niekwestionowaną w danym okresie wykładnię, praktykę i orzecznictwo. Zadania takie muszą też mieć jedno jedyne prawidłowe prawnie rozwiązanie. Niekwestionowane. Niepodważalne. Bezdyskusyjne. W zadaniu tym bowiem chodzi o to, aby zweryfikować wiedzę i umiejętność posługiwania się aktami, która odpowiada umiejętności prowadzenia procesu – zawodowe pełnomocniczki i pełnomocnicy muszą umieć poprowadzić proces, czyli wiedzieć, jak on powinien przebiegać, jak się powinien zachować sąd i jakie są konsekwencje prawne błędów popełnianych przez sąd. Muszą umieć te błędy znaleźć i po prawniczemu nazwać. Kazusy muszą być tak skonstruowane, by zdający nie krążyli po manowcach, tylko wypunktowali błędy popełnione przez sąd i pokazali w apelacji, że wiedzą, jak je zarzucić, co z nich wynika i czego w związku z tym mogą żądać dla swojej klientki/klienta. Celem tego egzaminu jest przecież sprawdzenie, czy przystępujące do niego osoby można dopuścić do samodzielnego wykonywania zawodu, czy nabyły umiejętności praktyczne i teoretyczne pozwalające na poradzenie sobie ze sprawą sądową. 

Jak powinno być skonstruowane takie zadania na egzamin?

Powinno zawierać jeden wątek materialnoprawny, który może dotyczyć kilku instytucji prawa materialnego, ale wiążących się ze sobą, powinno zawierać błędy procesowe popełnione przez sąd I instancji, które mają wagę apelacyjna i takie, które jej nie mają, aby zdający mogli się wykazać umiejętnością rozróżnienia tych błędów, powinno zawierać błędy pełnomocników lub stron i jakiś błąd w ustaleniach faktycznych, ale nie powinno zawierać niespójności, błędów autorów kazusów, literówek, nieprecyzyjności języka, pomieszanych wątków, terminologii wprowadzającej w błąd, etc. Żeby to się udało, to taki kazus nie może być przygotowany – tak jak obecnie – przez dwie osoby z ośmioosobowego zespołu powołanego przez ministra sprawiedliwości. Do tego potrzebny jest cały sztab ludzi. Zgodnie z art. 77 prawa o adwokaturze minister sprawiedliwości powołuje przed każdym egzaminem adwokackim - i odpowiednio radcowskim na podstawie art. 361 ustawy o radcach prawnych - zespół do przygotowania zadań na egzamin zawodowy, w skład którego wchodzą czterej przedstawiciele zawodu (adwokaci / radcowie prawni) i czterej przedstawiciele ministra sprawiedliwości, który następnie dzieli się na „podzespoły” tematyczne i w efekcie końcowym kazus przygotowują dwie osoby. I z tego też powodu egzamin najczęściej oparty jest na inspiracjach pochodzących ze spraw prowadzonych przez te osoby. A takie zadanie powinno być napisane od początku do końca wyłącznie pod egzamin. Sczytane. Zweryfikowane. Poprawione. Uszczelnione… Do tego potrzebne są dodatkowe „oczy i głowy”. Ludzie, którzy go nie tworzą, tylko go sprawdzają. Zgłaszają uwagi i swoje wątpliwości. Te uwagi potem trzeba przedyskutować, spojrzeć na zadanie z innej strony, cudzego punktu widzenia…

 

Zaraz pojawią się zapewne głosy, że to strata czasu i pieniędzy.

Co dałby taki rozbudowany zespół? Jednolitość i spójność zadania. Jasność wątku. Czytelność rozwiązania. Nie jest tajemnicą, że prowadzę szkołę prawa procesowego – układamy co roku 700 casusów, w tym ponad 50 dużych aktowych. Nad tymi kazusami pracuje zespół 40–50 osób. Nie 2, nie 8, nie 12 – tylko prawie 50. Jeśli rozwiązaniem kazusu ma być apelacja, to ktoś musi ją napisać najpierw – trzeba dać ten kazus do sprawdzenia, a nie zakładać że ogólne wytyczne rozwiążą problem. Osoby, które sprawdzają zadanie, muszą mieć doświadczenie zawodowe w pisaniu apelacji. To nie mogą być ludzie, którzy w życiu nie napisali ani jednej apelacji. I teraz „na czuja” wydaje im się, że zadanie jest spójne. Jeżeli damy zadanie do sprawdzenia i okaże się, że mamy 10/10 takich samych rozwiązań, to znaczy, że kazus jest prawidłowo skonstruowany. Jeśli są rozbieżności, to trzeba to poprawić. Bez takiego podejścia, w mojej ocenie, nie da się zagwarantować, że w kazusie nie będzie błędów. Egzamin w obecnej formule istnieje od 2009 roku, były lata, gdy były dwa egzaminy na raz – to wystarczająco dużo prób i czasu, aby technikę pisania zadań egzaminacyjnych doprowadzić do perfekcji - jeśli błędy zdarzają się nadal, to chyba sygnał, że potrzebujemy zmiany koncepcji. 

Ministerstwo Sprawiedliwości po ujawnionych błędach w tegorocznym kazusie zapewniało, że mają charakter omyłki pisarskiej i zostały szybko poprawione, więc nie mają wpływu na wynik.

Myślę, że inaczej na to patrzą zdający. Były to niezaprzeczalnie poważne błędy, bo np. jeden dotyczył daty wniesienia pozwu – była o wiele wcześniejsza, niż data jego sporządzenia, drugi podmiotu, któremu doręczono odpis wyroku wraz z uzasadnieniem. Był również problem ze wskazaniem reprezentantów stron. Takie błędy nie pozwalają na swobodne skupienie się na meritum, bo to jest egzamin, więc siedzi się tam i głowi nad tym, „co autor miał na myśli”, po co są te błędy w kazusie, co trzeba zauważyć, co z tego wynika… A to generuje kompletnie w dzisiejszych czasach nikomu nie potrzebny stres. I to w mega dużej dawce. Takie błędy tworzą przestrzeń do poważnych wątpliwości, które owszem zdarzają się w naszej codziennej pracy, ale nie powinny zdarzać się na egzaminie. Egzamin powinien być zero-jedynkowy.

A to nie jest tak, że utrudnienia w kazusie pozwalają na lepszą weryfikację umiejętności przyszłych adwokatów?

Zależy jakie. Mądre, przemyślane, cwane – tak. Przypadkowe, niedopracowane – nie. Oczywiście w życiu zawodowym zdarzają się różne sprawy, nawet bardzo zawiłe i niejasne, ale one nie są do rozwiązania w sześć godzin. Poza tym zawsze jest przestrzeń do konsultacji. Egzamin nie daje takich opcji. On ma weryfikować znajomość prawa i procedur. Stąd standardowa długość takiego zadania egzaminacyjnego - 30-35 stron, ilość zalecanych błędów procesowych, etc. Ten egzamin powinien być oparty o podstawowe instytucje prawa materialnego i podstawowe, dominujące orzecznictwo SN, czyli pod sprawy, które najczęściej się zdarzają w życiu zawodowym. I jak najbardziej może być trudny i wymagający.

Coś jeszcze powinno się zmienić?

Od lat sugeruje się, że tak wyczerpujący fizycznie i stresujący egzamin nie powinien trwać cztery dni pod rząd. To dla mnie jest relikt epoki, którą już odesłaliśmy do lamusa. Dzisiaj nie ma potrzeby stresowania i doprowadzania do skrajnego zmęczenia osób zdających te egzaminy. Dzisiaj nie pracuje się już w ten sposób. Uważam, że powinien on zajmować np. cztery poniedziałki w rozstrzeleniu tygodniowym. Nie dostrzegam potrzeby wprowadzania na ten egzamin części ustnej, co jest czasami sugerowane. Uważam natomiast, że poza zadaniem stricte aktowym, czyli dotyczącym procedury, mogłoby być dodatkowe zadanie dotyczące stricte wykładni prawa materialnego. To mógłby być krótki esej na jedną, półtorej strony, pokazujący umiejętność posługiwania się zasadami wykładni. Taki egzamin odzwierciedlałby w pełni umiejętność „poradzenia sobie” w życiu zawodowym.

Radcy prawni proponują, by była możliwość poprawienia jednej negatywnej oceny w ciągu pół roku. To dobry pomysł?

O… to nie jest propozycja radców prawnych. To jest propozycja składana przez wszystkie środowiska i wszystkich jakkolwiek zaangażowanych w te egzaminy i to od 15 lat. Przy starych egzaminach ministerialnych, czyli tych przeprowadzanych w izbach z udziałem przedstawiciela ministra, było właśnie tak, że niezdanie jednej części egzaminu można było poprawić pół roku później. Myślę, że to bardzo dobry pomysł i wpieram go czy wręcz promuję od 2010 roku. Moim zdaniem ktoś, kto nie zdał jednej części egzaminu, powinien mieć prawo do powtórki, nawet za miesiąc czy dwa. Taka poprawka powinna być trudniejsza, żeby motywowała  do lepszego zagłębienia tematu, ale powinna istnieć taka możliwość.

A czy powinien być egzamin ustny?

Tak, wiem, że takie propozycje padają, ale jak już wskazałam – na egzaminie końcowym część ustna nie jest potrzebna. Jeśli gdzie powinien być taki moduł egzaminacyjny, to na egzaminie wstępnym na aplikacje. Na egzaminie zawodowym egzamin ustny byłby bardzo trudny do zorganizowania i przeprowadzenia, do tego stwarzałby przestrzeń do pojawiania się wątpliwości w zakresie standaryzacji oceniania przez poszczególne komisje egzaminacyjne. Nietrudno sobie wyobrazić, że takie oceny mogłyby być bardzo rozbieżne, w zależności od przyjmowanych kryteriów i składu komisji. Dodatkowo nie dostrzegam wartości merytorycznej ani praktycznej, którą taki moduł miałby wnosić.

 

 

 

 

Polecamy książki prawnicze