„Afera upadłościowa” nie taka oczywista? WSA podważa ustalenia MS
Nie ma podstaw do formułowania zarzutów o generowaniu przez syndyka zbędnych kosztów postępowania, skoro wydatki te były zatwierdzane przez sędziów-komisarzy. Do takiego wniosku doszedł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, uchylając decyzję ministra sprawiedliwości o cofnięciu licencji znanemu syndykowi Krzysztofowi Gołąbowi. Właśnie ukazało się uzasadnienie tego orzeczenia.

- Wiele firm i przedsiębiorców zarzuca mu, że za przyzwoleniem sądu żerował na ich majątku – pisało Ministerstwo Sprawiedliwości w komunikacie informującym o pozbawieniu Krzysztofa Gołąba licencji doradcy restrukturyzacyjnego.
Decyzja ta została wydana w październiku 2024 r., gdy resortem kierował Adam Bodnar. Poprzedziło ją dwuletnie postępowanie, wszczęte jeszcze w czasie, gdy ministrem był Zbigniew Ziobro.
Wszystko wskazuje na to, że to nie koniec, WSA uchylił bowiem decyzję o cofnięciu licencji, nakazując MS ponowne zbadanie sprawy. O wyroku z 10 lutego br. informował „Puls Biznesu”, teraz ukazało się jego uzasadnienie (sygn. VI SA/Wa 89/25).
Zarzuty wobec syndyka
Ministerstwo zarzuciło syndykowi rażące i uporczywe naruszenie art. 157a ust. 2 w zw. z ust. 2a prawa upadłościowego. Przepisy te zakazują syndykowi i jego bliskim brania udziału w określonych czynnościach. Tymczasem, jak opisał resort w uzasadnieniu decyzji, Krzysztof Gołąb zatrudnił swoją siostrę do archiwizacji dokumentacji jednego z postępowań, w sposób dorozumiany zlecał prace biurowe własnej kancelarii adwokackiej oraz – podobnie jak osoby z nim współpracujące – nabywał mienie z masy upadłości.
Minister stwierdził też uporczywe naruszenie zasady minimalizacji kosztów postępowania, wyrażonej w art. 179 prawa upadłościowego. Krzysztof Gołąb miał już od lipca 2010 r. generować zbędne i nadmierne koszty prowadzonych przez siebie postępowań. Polegać to miało na tworzeniu zbędnych wydatków (np. na doradztwo i analizę dokumentacji) oraz wielokrotnym rozliczaniu kosztów tego samego typu pod różnymi pozycjami (np. obsługa prawna, usługi prawne, opinie prawne). Obsługą prawną postępowań, która w ocenie MS generowała niezwykle wysokie koszty, zajmowały się te same kancelarie adwokackie i radcowskie. Ich wynagrodzenie określono ryczałtowo, w większości przypadków nie precyzując, jakie czynności były wykonane.
Obszerne jest wyliczenie wydatków, które syndyk miał pokrywać z masy upadłości i które zakwestionowali urzędnicy. Obejmuje:
- wynajem pomieszczeń w kancelarii adwokackiej prowadzonej przez Krzysztofa Gołąba o powierzchni przekraczającej możliwości tego lokalu;
- wydatki tejże kancelarii adwokackiej (np. na telefon, energię elektryczną, tonery do drukarki) bez wykazania ich związku z postępowaniami;
- zlecanie podmiotom trzecim przygotowania nieskomplikowanych pism, np. zawiadomienia do Urzędu Skarbowego, ZUS i Poczty Polskiej o upadłości;
- wydatki na dojazd prawników;
- prywatne wydatki związane z naprawą samochodu;
- opłacenia noclegu w miejscu położonym niecałe 85 km od kancelarii syndyka, wraz z usługą cumowania jachtu i udostępnienia natrysku dla żeglarzy.
Decyzja MS opisuje też przypadek antydatowania dokumentów oraz wprowadzenia w błąd organów nadzorujących w zakresie rozliczania wydatków.
Syndyk zaskarżył decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Zarzucił MS szereg uchybień proceduralnych. Podnosił, że nigdy nie został odwołany przez sąd z żadnego prowadzonego przez siebie postępowania, zwrócił też uwagę, że minister nie może kwestionować kosztów , które były zatwierdzane przez sędziów-komisarzy lub sądy upadłościowe, co wywodził z art. 20b ust. 1 ustawy o licencji doradcy restrukturyzacyjnego. Przepis ten stanowi, że nadzór MS "nie może wkraczać w ocenę zasadności czynności wykonanych bezpośrednio na polecenie, za zezwoleniem lub zgodą sądu albo sędziego-komisarza".
Zarzuty o aferalnym wydźwięku syndyk przedstawił jako efekt nieporozumień. Przykładowo, wydatki gastronomiczne, które miał pokrywać z masy upadłości, w istocie dotyczyły spotkania wigilijnego dla pracowników firmy, która znalazła się w upadłości. Wyliczenia dotyczące wynajmowania powierzchni miały być zaś nieprawidłowe, a kancelaria dysponowała więcej niż jednym lokalem. Dokumenty uznane za antydatowane w ocenie syndyka po prostu potwierdzały fakt wykonania usług księgowych.
Naruszenie musi być „rażące”
Z wyroku WSA (sygn. VI SA/Wa 89/25) wynika, że MS w ocenie materiału dowodowego poszło drogą na skróty. Przykładowo, syndyk zatrudnił swoją siostrę w 2014 r., a przepis, który miał tym sposobem złamać, wszedł w życie dopiero 1 stycznia 2016 r. Niezależnie od tego, kwestia zatrudnienia osoby bliskiej była wyjaśniona z sędzią-komisarzem, podobnie jak sytuacja dotycząca nabycia przez syndyka mienia z masy upadłości, co miało miejsce przed 2015 r. Przede wszystkim ministerstwo nie wyjaśniło jednak, dlaczego naruszenia tego rodzaju uznało za „rażące”, a zatem uzasadniające cofnięcie licencji (art. 18 ust. 1 pkt 6 ustawy o licencji o licencji doradcy restrukturyzacyjnego).
Zdaniem WSA, rażące naruszenie przepisów prawa to działanie bądź zaniechanie wprost naruszające niebudzącą wątpliwości normę prawną, dające się w sposób prosty (łatwy) stwierdzić. - Przy czym, żeby ocenić, czy naruszenie przepisów prawa ma charakter rażący co do zasady należy wziąć także pod uwagę ciężar gatunkowy zaistniałego uchybienia. Innymi słowy rażące naruszenie przepisów prawa wymaga uwzględnienia charakteru naruszenia, który świadczy o poważnym uchybieniu – czytamy w uzasadnieniu.
Koszty były akceptowane przez sądy
Odnosząc się do kwestionowanych kosztów postępowań, WSA stwierdził, że te były sukcesywnie zatwierdzane przez sędziów-komisarzy lub sąd upadłościowy, co rodzi domniemanie zgodności z prawem i nienaruszania interesu publicznego oraz interesu wierzycieli. Domniemanie to dotąd nie zostało wzruszone przez MS. WSA przyznaje, że sporadycznie zdarzały się odmowy zatwierdzenia konkretnych wydatków syndyka, ale kończyły się one zwrotem środków do masy.
W tej sytuacji formułowanie przez organ zarzutów wskazujących na nieprawidłowości co do poszczególnych zatwierdzonych wydatków w zakresie wynagrodzeń osób zatrudnianych do obsługi postępowań oraz kosztów związanych z obsługą prawną czy księgową z uwagi na to, że zdaniem organu, koszty te były zbyt wysokie lub zbędne, bo szereg czynności mogło zostać wykonanych przez osoby zatrudniane w toku konkretnych postępowań insolwencyjnych do obsługi tychże, bądź stały zespół specjalistów współpracujących ze stroną, jawi się jako nieuprawnione – stwierdził WSA.
Zwrócił uwagę na brak dowodów, by raportowane sędziom-komisarzom poszczególne wydatki nie odpowiadały stanowi faktycznemu bądź wprowadzały w błąd. W aktach spraw znalazły się zaś m.in. postanowienia sędziów-komisarzy wyrażających zgody na zawarcie umów najmu, do których zastrzeżenia miał resort.
Sprawa syndyka nie jest zakończona
Krzysztof Gołąb w rozmowie z Prawo.pl zwraca uwagę,. że WSA odrzucił w pełni argumentację z niekorzystnej dla niego decyzji Ministerstwa Sprawiedliwości. - Sąd w treści uzasadnienia wyroku wprost odniósł się do sytuacji prowadzenia postępowań insolwencyjnych zaznaczając, że decyzje moje, jako syndyka, były na bieżąco weryfikowane przez sędziego-komisarza i zatwierdzane, w tym w szczególności w zakresie ponoszonych wydatków. Jednoczenie, co dla mnie szczególnie ważne, sąd podkreślił, iż nie stwierdził jakichkolwiek przypadków rażącego naruszenia prawa, a te opisane w decyzji MS takimi nie są - mówi prawnik.
Ministerstwo nie odpowiedziało na prośbę o komentarz i pytanie, czy planuje skargę kasacyjną.
Stanowisko sądu administracyjnego ostrożnie ocenia Robert Pogorzelski, adwokat prowadzący własną kancelarię.
- Moim zdaniem rozstrzygnięcia sędziego komisarza nie są bezwzględnym prejudykatem w sprawie o cofnięcie licencji. MS ma prawo do samodzielnej oceny okoliczności mogących być przyczynkiem do odebrania licencji - komentuje.
Sprawa ma także wątek prawnokarny, prowadzony przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga (sygn. 3042-2.Ds.173.2022). Według ustaleń śledczych, w wyniku przekroczenia uprawnień funkcjonariusza publicznego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, w toku postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych wyrządzono szkody sześciu podmiotom. W maju 2025 r. zarzuty w tej sprawie postawiono Krzysztofowi Gołąbowi (zgadza się na podanie w tym kontekście pełnego imienia i nazwiska) oraz dwóm innym prawnikom.
- Postępowanie karne dotyczy trzech wątków: Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, postępowań restrukturyzacyjnych, które już się zakończyły i to z sukcesem tj. zawarciem układu, oraz inwentaryzacji w spółce GoSport. W żadnym z tych wątków nie przyznaję się do winy. Mam nadzieję, że dowiodę prawidłowości wykonywanych przeze mnie czynności, a tym samym błędnej oceny dokonanej wstępnie przez prokuraturę - mówi Krzysztof Gołąb.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.







