Od grudnia 2020 r., kiedy przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego zasugerował bankom, by wychodziły do klientów z propozycjami pozasądowych ugód, które byłyby realną alternatywą do ścieżki sądowej, niewiele sporów zostało rozwiązanych na tej drodze.

Czytaj: KNF proponuje ugody, które nie zachwycają ani frankowiczów, ani banków>>
 

PKO BP proponuje ugody

Najbardziej skłonny do dogadywania się z frankowiczami jest PKO BP, w którym w poniedziałek 4 października br. ruszył program ugód dla kredytobiorców frankowych. Rozwiązanie zakłada konwersję waluty kredytu na złote tak, jakby od początku był to kredyt złotowy. - Rozwiązanie przygotowane przez bank pozwala na zawarcie ugody w krótszym czasie niż w przypadku rozstrzygnięć przed sądami powszechnymi. W trakcie postępowania mediacyjnego przed Sądem Polubownym przy KNF klient pozna wszystkie parametry finansowe propozycji, w tym wysokość salda po konwersji oraz kwotę ewentualnej nadpłaty, którą zwróci mu bank. Proces jest bezkosztowy i przyjazny dla klienta - napisano w poniedziałkowym komunikacie PKO BP.

- Przygotowywaliśmy proces w oparciu o symulację kredytu złotowego ze zmienną stopą procentową. Zgodnie z oczekiwaniem KNF już na etapie negocjacji ugody będziemy przedstawiać również symulację ze stałą stopą procentową – planowaliśmy zrobić to dopiero po podpisaniu ugody. W nielicznych przypadkach konieczne może być też dodatkowe badanie zdolności kredytowej klientów – mówi Małgorzata Witkowska, specjalistka z tego banku.

Bank zastrzegł, że rozwiązanie jest proponowane klientom indywidualnym, których kredyt mieszkaniowy był udzielony we frankach szwajcarskich i którzy nadal ten kredyt spłacają. Warunkiem skorzystania z tej formy pomocy jest kredyt wzięty na własne cele mieszkaniowe.

Inne banki nie są takie chętne do zawierania porozumień. Millennium deklaruje, że oferta jest zindywidualizowana i dostosowana do potrzeb klientów i pracuje nad analizą ugód zgodnie z inicjatywą przewodniczącego KNF. Getin Noble i mBank mówią wprost, że decyzji co do ugód nie ma.

Czytaj też: Otwarta droga do podważania wyroków frankowych>>
 

Bankom się nie spieszy

Brak systemowego zawierania ugód wynika obecnie z kilku czynników. Jak tłumaczą aplikant radcowski Mikołaj Wiza i profesor WSHiU, dr hab., adwokat Michał Jackowski, ocenia się, że na drogę sądową wstąpiło mniej niż 10 proc. kredytobiorców posiadających kredyty walutowe. Prowadzenie spraw sądowych jest dla banków nadal tańsze niż zmiana warunków wszystkich umów kredytu. Po drugie wiele banków znajduje się w trudnej sytuacji ekonomicznej i taka operacja wiązałaby się dla nich albo z upadłością, albo z naruszeniem wymaganych współczynników kapitałowych. Po trzecie w końcu - unieważnienie umowy kredytu nie kończy w zasadzie sprawy. Sąd Najwyższy w uchwale z 16.02.2021 r. (III CZP 11/20) potwierdził obowiązywanie w polskim systemie prawa teorii dwóch kondykcji. Oznacza to, że kredytobiorca ma prawo żądać z powrotem wszystkich rat i opłat jakie wpłacił do banku przez cały okres spłaty kredytu. Bank ma natomiast prawo żądać zapłaty kwoty wypłaconego kapitału, co niesie za sobą zasadnicze ryzyko dla kredytobiorców. 

 

Z punktu widzenia banków i kredytobiorców najważniejsze pytania, na które nie odpowiedział SN, dotyczą tego, czy w przypadku nieważności umowy bieg terminu przedawnienia roszczeń banku o zwrot kapitału rozpoczyna się od dnia wypłacenia kredytu oraz czy stronom przysługuje roszczenie o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału. Ich wyjaśnienie ma o tyle znaczenie, że nawet jeśli kredytobiorcy uda się uzyskać unieważnienie umowy kredytu, to pojawia się pytanie, co dalej, czy będzie możliwy pozew banku za korzystanie z kapitału oraz ewentualną waloryzację wypłaconej kwoty kredytu.

Czytaj też: Izba Cywilna SN nie podjęła uchwały frankowej, pyta TSUE o powoływanie sędziów>>
 

- Podsumowując, brak rozstrzygnięcia kluczowych kwestii przez Sąd Najwyższy skutkuje utrzymaniem dotychczasowej sytuacji, w której bankom opłaca się kontynuować prowadzenie sporów sądowych z kredytobiorcami w nadziei, iż ryzyko „kontrpozwu” banku po unieważnieniu umowy kredytu zniechęci pozostałą większość do podjęcia ryzyka – podkreślają Wiza i Jackowski.

Połowiczne rozwiązania

Te nieliczne banki, które obecnie proponują klientom ugody (PKO BP, Millennium Bank i ING Bank Śląski, raczej nie wychodzą ponad to, co zaproponował przewodniczący KNF, a to dla kredytobiorcy nie jest tak korzystne, jak wyrok „unieważnieniowy”, czy nawet „odfrankowieniowy”.

- To nie oznacza, że ugód nie ma – zdarzają się i owszem. Według moich własnych statystyk na 10 propozycji ugodowych klienci przyjmują tylko jedną, czasem dwie, zatem to wciąż mały odsetek – mówi Tomasz Konieczny, radca prawny, partner w kancelarii Konieczny, Polak Radcowie Prawni.

Nie każdy frankowicz ma czas, środki i determinacje, żeby wystąpić na drogę sądową, ale też ciągle wiele osób czeka na korzystniejsze propozycje ze strony banków. - Sytuacja uległaby zapewne znaczącej poprawie, gdyby propozycje ugodowe zakładały koncepcję odfrankowienia ze zmianą formuły oprocentowania na WIBOR + marża od daty zawarcia ugody, a nie wstecz, jak proponuje KNF. Skuteczność tego typu dalej idących ofert ugodowych byłaby znacząco wyższa, być może proporcje byłyby odwrotne w porównaniu do dzisiejszych – uważa Konieczny.

Oprócz tego nie każdy kredytobiorca tych nielicznych banków, które wychodzą z propozycjami ugód, może liczyć na ofertę dla siebie. - Banki unikają oferowania ugód klientom, którzy w przeszłości dokonali „przewalutowania” kredytu na zwykły złotowy lub spłacili kredyt np. po sprzedaży mieszkania. Podobnie przesłanką negatywną dla oferty ugodowej ze strony banku jest choćby iluzoryczna szansa zakwalifikowania go jako kredytu gospodarczego – podkreśla Tomasz Konieczny.

 

Jacek Czabański, Mariusz Korpalski, Tomasz Konieczny

Sprawdź  
POLECAMY