Z wypowiedzi polityków wynika, że zbliżająca się rekonstrukcja rządu ma polegać na zmniejszeniu liczby ministerstw i konsolidacji zadań w nowo powstałych resortach. Zlikwidowane ma zostać m.in. Ministerstwo Cyfryzacji. Jego kompetencje mają zostać podzielone pomiędzy MSWiA, MON i zapewne Kancelarię Premiera. Czy to dobrze? Piotr Wołejko, ekspert Pracodawców RP do spraw społeczno-gospodarczych, uważa, że byłoby to błędem.  - Nie możemy sobie pozwolić na brak koordynacji procesu cyfryzacji. Na nic zda się nawet powołanie kolejnego pełnomocnika rządu ds. cyfryzacji. Mamy ich już kilkudziesięciu, a żaden z nich nie jest i nie będzie żadnym partnerem dla członków Rady Ministrów. Nie można do tego dopuścić, bo dziś cyfryzacja to absolutny priorytet - uważa ekspert.

 


Ministerstwo, które pomogło wprowadzić wiele e-usług

Pogłoski o tym, że resort cyfryzacji może zniknąć, pojawiają się w zasadzie przy okazji formowania się rządu i przy każdej rekonstrukcji. Dzieje się tak praktycznie od 2011 roku - to wtedy zostało po raz pierwszy utworzone Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji. Warto jednak pamiętać, że wówczas praktycznie żadnej sprawy urzędowej nie można było załatwić przez Internet. Konieczne były osobiste wizyty w urzędzie, a co za tym idzie - czekanie i odbijanie się od okienka do okienka. Obecnie ponad 5 mln Polaków ma Profil Zaufany, czyli cyfrowe narzędzie, które pozwala w uwierzytelniony sposób kontaktować się z administracją w formie online. Pozwala on też podpisywać elektroniczne dokumenty, np. sprawozdania finansowe, składać wnioski, np. o 500 plus, czy zarejestrować firmę w programie Polski Bon Turystyczny. Ponadto działają e-recepty, e-zwolnienia, e-skierowania, e-PIT. Za pośrednictwem Internetu możemy sprawdzić też dane przestrzenne na geoportalu czy nawet księgi wieczyste.
- To zasługa w duże mierze Ministerstwa Cyfryzacji, które służy wsparciem, czasem strofuje, a niekiedy toczy bitwy z innymi resortami - wszystko w imię rozwoju e-administracji - podkreśla Piotr Wołejko. I dodaje, że tak było chociażby w przypadku współpracy z Ministerstwem Zdrowia, dzięki której po latach niemocy udało się wreszcie, choć częściowo, zdigitalizować najprostsze i najbardziej popularne czynności. Ministerstwo Cyfryzacji doprowadziło również do wdrożenia unijnych przepisów o ochronie danych osobowych (RODO).  

Wciąż jest dużo do zrobienia

I choć liczba dostępnych e-usług się wydłuża, to wciąż jest wiele do zrobienia. - Bez problemu można stworzyć o wiele dłuższą listę projektów, które się nie udały i spraw, których nie załatwiono. Chodzi np. o Centralną Ewidencją Pojazdów i Kierowców czy mocno ograniczoną w swej funkcjonalności e-tożsamość (elektroniczny dowód osobisty). Cały czas brakuje wymiany danych pomiędzy systemami e-administracji zarządzanymi przez różne urzędy, co znacznie utrudnia załatwienie spraw online - wymienia Piotr Wołejko. Zauważa też, że nie udało się też przeprowadzić aukcji na częstotliwości niezbędne do wdrożenia sieci mobilnej 5G. W ramach tzw. tarczy antykryzysowej zostały przeforsowane przepisy odwołujące aukcję oraz – w pakiecie – prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej, który za nią odpowiadał. - Cyfryzacja – zwłaszcza w okresie pandemii – jest ważna, potrzebna i nie ma od niej ucieczki. Przedsiębiorstwa stają się coraz bardziej zdigitalizowane, nowoczesne technologie wkraczają w kolejne obszary życia społeczno-gospodarczego, a okres lockdownu i czas po nim pokazały, że praca, rozrywka, zdrowie czy nawet sport mogą całkiem efektywnie zostać przeniesione do Internetu. Ktoś musi pilnować tego, by administracja nadążała za tymi globalnymi trendami i również przechodziła do sieci - podsumowuje Wołejko.