Jasnoniebieski globus z laską Eskulapa będącą symbolem lekarzy, a także charakterystyczna czcionka Frutiger Bold Condensed w napisach – to cechy, które wyróżniają logo Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Rozpoczęła ona działalność w 1948 r. jako wyspecjalizowana agenda Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ), jej członkiem od razu została też Polska. Siedzibą WHO jest szwajcarska Genewa.
Ochrona logo i emblematu WHO
- Użycie emblematu i logo WHO regulowane jest rezolucją Pierwszego Zgromadzenia Światowego Zdrowia (rezolucja WHA1.133), która stanowi, że należy podjąć odpowiednie środki zapobiegające używaniu bez zgody Dyrektora Generalnego, a w szczególności w celach komercyjnych za pomocą znaków towarowych lub etykiet, emblematu, oficjalnej pieczęci oraz nazwy WHO, oraz skrótów tej nazwy poprzez użycie jej początkowych liter – czytamy na oficjalnej stronie WHO. Chodzi m.in. o to, aby nie używać nazwy, emblematu ani logo organizacji do promowania konkretnych firm, produktów lub ideologii. - W większości państw członkowskich WHO wprowadzono później przepisy mające na celu ochronę emblematu, logo i nazwy Organizacji. Godło, logo, nazwa i skrót WHO są również chronione przed rejestracją jako znaki towarowe na mocy art. 6 Konwencji Paryskiej o ochronie własności przemysłowej z 1883 r. – dodają władze WHO, które taki obowiązek wprowadziły już w 1948 r. WHO wnikliwie monitoruje wykorzystanie swojego logo. Przykładowo, w 2020 r. WHO interweniowała w przypadkach naruszenia zasad stosowania logo wobec niektórych organizacji pozarządowych w Nepalu, a także do komercyjnego marketingu niektórych produktów w Pakistanie.
Sprawdź również książkę: Prawo międzynarodowe publiczne w zarysie >>
Polska zdecydowała się na ochronę prawną tego logo w dekrecie z 26 kwietnia 1949 r. o ochronie godła i nazwy Światowej Organizacji Zdrowia (Dz. U. z 1949 r. Nr 25, poz. 185). To o uchylenie tego dekretu apeluje jeden z naszych Czytelników w ramach akcji „Poprawmy prawo”. Przewiduje on, że prawo używania godła, nazwy lub skrótu nazwy WHO służy wyłącznie tej organizacji oraz osobom fizycznym i prawnym, upoważnionym do tego przez Dyrektora Generalnego WHO. Ponadto dekret zawiera opis chronionego logo - ale bez załącznika graficznego - co jest o tyle istotne, gdyż w przeciągu prawie ośmiu dekad istnienia WHO logo to było modyfikowane (choć podstawowe jego elementy pozostają te same).
Dekret przewiduje też katalog kar, które można wymierzyć za używanie godła, nazwy lub skrótu WHO – albo znaku będącego naśladownictwem. Osoba taka – przynajmniej w teorii - podlega karze grzywny do 2500 złotych lub aresztu do 3 miesięcy albo obu tym karom łącznie. Co ciekawe, w 1949 r. kwota kary wynosiła 150 tysięcy złotych, co stanowiło mniej więcej wysokość trzech przeciętnych miesięcznych pensji. Przedmioty opatrzone bezprawnie godłem, nazwą lub skrótem nazwy WHO albo też znakiem stanowiącym naśladownictwo, mogą ulec przepadkowi, choćby nawet nie można było ścigać sprawcy. Po wielu dekadach jego treść może trącić myszką, gdyż dekret nie był ani razu nowelizowany. Dlatego – zdaniem naszego Czytelnika - dekret powinien zostać uchylony ze względu na upływ czasu. -Powinna na miejsce tego dekretu zostać uchwalona nowa ustawa uwzględniająca inne realia czasowe – pisze nasz Czytelnik. Póki co, nowej ustawy jednak nie ma i dekret nadal obowiązuje. Trudno byłoby go jednak prawidłowo zastosować, na co zwracają uwagę także autorzy Wolters Kluwer: Wojciech Kotowski i Bolesław Kurzępa w komentarzu do wykroczeń pozakodeksowych. Przypominają, że – po pierwsze – obecnie o tych wykroczeniach nie orzekają organy administracji, a sądy rejonowe. Kara 2500 zł jest też nieadekwatna, gdyż za wykroczenia przewidziane są widełki od 20 do 5000 zł. Zdaniem Kotowskiego i Kurzępy, kara aresztu zawarta w dekrecie została uchylona już z dniem 1 stycznia 1972 r., jak weszły w życie przepisy wprowadzające kodeks wykroczeń.
Alternatywą dla osobnej ustawy ws. WHO być może byłaby nowelizacja art. 137 kodeksu karnego, który przewiduje karnoprawną ochronę flag i symboli obcych państw, ale nie obejmuje on instytucji i organizacji międzynarodowych.
Nie zapytasz Poznania, co zamierza Genewa
Na temat WHO wypowiedział się również Naczelny Sąd Administracyjny – nie chodzi jednak o logo tej agendy ONZ, ale prowadzoną przez nią politykę. Sędziowie (wyrok z 8 bm., III OSK 41/25) musieli zdecydować, czy dane o WHO stanowią informację publiczną, której można żądać od Sanepidu. Z szeregiem wnikliwych pytań do poznańskiego oddziału Państwowej Inspekcji Sanitarnej wystąpiły dwie osoby. Jedno z pytań dotyczyło właśnie WHO. Wśród kilkunastu zagadnień, dociekliwi obywatele pytali również, czy prawdą jest, że Światowa Organizacja Zdrowia zaleca szczepienia ochronne. - Czy zaleca przymuszanie do szczepień? Jeśli tak, to w jakiej formie? – dociekali pytający, którzy – jak wynikało z kontekstu także innych pytań do Sanepidu – nie należą do zwolenników szczepień. NSA uznał, że nie jest informacją publiczną zagadnienie dotyczące działalności WHO. Działalność organizacji międzynarodowej nie dotyczy bowiem polskich władz i gospodarowania mieniem publicznym.
Obywatele z Wielkopolski pytali zresztą Sanepid również o inne sprawy, w tym o sposób dochodzenia odszkodowania za wystąpienie niepożądanych odczynów poszczepiennych. NSA podkreślił jednak, że nie stanowią informacji publicznej zagadnienia z zakresu wiedzy medycznej, farmakologii, jakości i skuteczności leków i szczepień, ochrony zdrowia oraz metod postępowania leczniczego. Organ w trybie informacji publicznej nie jest zobligowany do odpowiedzi na pytania dotyczące wiedzy prawniczej, zmierzające do udzielania porady prawnej lub dokonania przez organ wykładni przepisów.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów w programie LEX jest zależny od posiadanych licencji.














