"Dwuzawodowość" kontra samodzielność - położne boją się o przyszłość zawodu
Położnictwo stanie się specjalistyczną ścieżką dla pielęgniarstwa, a nie osobnym, autonomicznym zawodem - alarmuje środowisko położnych w odniesieniu do propozycji resortu zdrowia. Ministerstwo utrzymuje, że zmiany były uzgodnione, samorząd pielęgniarek i położnych zaprzecza jednak tej tezie. Tymczasem na położne nakładana jest coraz większa odpowiedzialność, również w związku z likwidowaniem specjalistycznych oddziałów porodowych. Dlatego kierunkiem powinna być specjalizacja, a nie ograniczanie wiedzy ściśle związanej z wykonywaniem zawodu.

Projekt nowej ustawy o zawodzie pielęgniarek i położnych został przekazany do konsultacji publicznych w połowie maja. Od razu wzbudził jednak spore emocje – m.in. ze względu na proponowane zmiany związane z kształceniem.
- Położne mają pełne prawo obawiać się o przyszłość swojego zawodu, ale też o przyszłość i bezpieczeństwo kobiet. Chciałabym absolutnie wyraźnie podkreślić, że rozwiązania dotyczące odejścia od samodzielnego kształcenia na kierunku położnictwo nie były rozwiązaniami, które zostały wypracowane przez zespół – podkreśliła podczas konferencji prasowej na temat projektowanych rozwiązań Mariola Łodzińska, pielęgniarka, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.
Chodzi o zespół do spraw opracowania projektu przepisów regulujących zawody pielęgniarki i położnej, który został powołany w 2023 r. To na efekty jego pracy resort zdrowia powołuje się w uzasadnieniu zaproponowanych rozwiązań. Tyle że, jak wskazuje Mariola Łodzińska, nie mają one nic wspólnego z tym, co faktycznie trafiło na biurko ministra zdrowia.
Dostosowania demograficzne czy likwidacja zawodu?
Projekt przewiduje bowiem rozwiązania istotnie zmieniające system kształcenia zawodowego położnych. Zakłada, że położna uzyska kwalifikacje zawodowe po studiach pierwszego stopnia (licencjat) na kierunku pielęgniarstwo. Następnie będzie musiała odbyć co najmniej 18-miesięczne szkolenie (co najmniej 3000 godzin), które będzie obejmowało tę część programu kształcenia położnych, która nie została zrealizowana w ramach równoważnego kształcenia w szkole pielęgniarskiej. Resort zdrowia tłumaczy, że takie rozwiązanie teoretycznie już jest możliwe, brakuje jednak praktycznych rozwiązań, które umożliwiłyby jego zastosowanie.
- Wprowadzony przepis jest odpowiedzią na trudną sytuacje położnych, które w związku ze zmianami demograficznymi i zamykaniem się oddziałów położniczo-ginekologicznych tracą możliwość zatrudnienia. Projektowane rozwiązanie spowoduje, że wszystkie położne byłyby dwuzawodowe i mogłyby pracować - w zależności od potrzeb jako pielęgniarki lub położne. Położne będą miały także możliwość dalszego kształcenia na studiach drugiego stopnia – wyjaśniono w uzasadnieniu projektowanych rozwiązań.
W komunikacie Ministerstwa Zdrowia wskazano też, że w Polsce jest 44 tys. położnych, z czego aż 13 tys. nie wykonuje zawodu. Proponowane rozwiązanie, zdaniem ministerstwa, to poszerzenie możliwości zawodowych, łatwiejszy start zawodowy, większe szanse na zatrudnienie i bardziej elastyczne dopasowanie kompetencji do realnych potrzeb systemu ochrony zdrowia. - Zawód położnej był, jest i będzie, ale musimy myśleć, jak zabezpieczyć rynek pracy dla położnych – tłumaczyła Katarzyna Kęcka, wiceminister zdrowia, na spotkaniu w ministerstwie poświęconemu przedstawieniu propozycji zmian.
Jak zapewniła, „zawód położnej nie zniknie”, a resort jedynie go „wzmacnia”.
Położna nie tylko „od porodów”
Argumenty ministerstwa nie przekonały jednak na razie środowiska. Fundacja „Rodzić po ludzku” w swoim stanowisku wyraziła stanowczy sprzeciw wobec zmian w kształceniu, wskazując, że stanowią one zagrożenie dla jakości opieki nad kobietami, bezpieczeństwa zdrowotnego kobiet i noworodków oraz dla samodzielności zawodu położnej. - Sprzeciwiamy się kolejnemu odbieraniu kobietom prawa do bezpiecznej, godnej, specjalistycznej, a w przypadku kobiet w ciąży wręcz szczególnej opieki zdrowotnej, gwarantowanej przez art. 68 ust. 3 Konstytucji RP – podkreśla fundacja.
Organizacja zaznacza, że nie zgadza się na odbieranie kobietom dostępu do profesjonalnej opieki położnych i degradację zawodu, który odgrywa fundamentalną rolę w ochronie zdrowia kobiet. Przypomina przy tym, że położna nie jest jedynie osobą „od porodów”.
- Sprawują opiekę w nad kobietą planującą macierzyństwo, w ciąży, połogu, podczas laktacji, również w sytuacji poronienia. Wykonują USG, zlecają badania i leki. Zajmują się noworodkami oraz kobietami w menopauzie i później. Pracują w przychodniach i oddziałach szpitalnych lub jako niezależne specjalistki. Ich kompetencje wymagają specjalistycznego, kierunkowego kształcenia. Oddanie tego obszaru w system edukacji pielęgniarskiej skoncentrowany przede wszystkim na chorobie i patologii jest krokiem wstecz – oceniono w stanowisku. Zaapelowano przy tym o natychmiastowe wycofanie się z propozycji.
Czytaj także: Nieprzestrzeganie standardu okołoporodowego też może być błędem medycznym
Likwidacje porodówek to ryzyko nie tylko dla kobiet w ciąży, ale też noworodków
Ogromna odpowiedzialność
Jolanta Budzowska, radca prawny z Kancelarii BFP, pełnomocnik poszkodowanych pacjentów i autorka bloga „Błąd przy porodzie”, zauważa, że propozycje resortu są sprzeczne choćby z tym, co znajduje się w obecnie obowiązującym standardzie opieki okołoporodowej. Dokument, który – przypomnijmy – jest powszechnie obowiązującym źródłem prawa, o czym szczegółowo pisaliśmy na łamach Prawo.pl, w swojej najnowszej wersji przewiduje dość restrykcyjne wytyczne dotyczące opieki nad kobietą rodzącą, która prosi o znieczulenie zewnątrzoponowe.
- Standard przewiduje, że przy dożylnej podaży opioidów wymagane jest monitorowanie ciągłe oraz bezpośredni nadzór położnej anestezjologicznej nad jedną kobietą rodzącą. Podkreślam: ma to być położna anestezjologiczna, czyli posiadająca specjalizację. Proszę sobie wyobrazić, że na oddział trafiają jednocześnie trzy rodzące, które proszą o znieczulenie. Mają do tego prawo, jeśli szpital oferuje to na swojej stronie internetowej. Każda z rodzących musi być w takiej sytuacji pod opieką położnej anestezjologicznej. Dlatego powinniśmy stawiać na kształcenie wyspecjalizowanych położnych, a nie obniżać jakość kształcenia – ocenia mec. Budzowska.
I zaznacza, że w sytuacji niżu demograficznego i wynikającego z niego ograniczenia liczby ofert pracy na oddziałach położniczych bardziej racjonalnym kierunkiem mogłoby być dostosowanie limitów przyjęć na studia do rzeczywistych potrzeb rynku. Oznaczałoby to kształcenie mniejszej liczby położnych, ale na wyższym, bardziej specjalistycznym poziomie. Obniżanie jakości kształcenia nie jest właściwym kierunkiem, zwłaszcza biorąc pod uwagę ogromną odpowiedzialność, jaka ciąży na położnej.
W praktyce to właśnie położne stosunkowo często są oskarżonymi w procesach związanych z błędami medycznymi. Bo trzeba przypomnieć, że, dopóki nie mamy do czynienia z żadnymi patologiami, to one odpowiadają samodzielnie za przebieg porodu fizjologicznego. I to zarówno od strony odpowiedzialności karnej, jak i cywilnej. A że najczęściej pracują na kontraktach, a nie na podstawie umowy o pracę, to odpowiadają całym swoim majątkiem, nie chroni ich prawo pracy. Mają więc z jednej strony daleko idącą odpowiedzialność, z drugiej – ministerstwo chce ograniczać im dostęp do wiedzy i wysokich standardów przygotowania zawodowego – konkluduje mec. Budzowska.
Od samodzielności do odbierania autonomii
Halina Serafin, położna z wieloletnim doświadczeniem, podkreśla, że zawód położnej zarówno w Polsce, jak i w Unii Europejskiej, jest traktowany jako silnie autonomiczny. Propozycja ministerstwa to natomiast krok w bardzo niepokojącą stronę. – Z jednej strony dążymy do zamykania porodówek, oddziałów położniczych, mamy kierować kobiety w ciąży na SOR-y, co nakłada dodatkową odpowiedzialność na położną w zakresie zabezpieczenia kobiety rodzącej i rozpoznania ewentualnych zagrożeń w przebiegu porodu. A z drugiej proponujemy zmiany, które całkowicie odbierają położnym autonomię. Położnictwo będzie co najwyżej dodatkową ścieżką dla pielęgniarstwa, swego rodzaju specjalizacją. Od wielu lat pracuję w zawodzie i dla mnie położnictwo jest samodzielną dziedziną wiedzy medycznej, a nie dyscypliną czy specjalizacją – podkreśla.
Ekspertka zaznacza również, że, choć porody to niezwykle istotna część praktyki zawodowej, nie można zapominać, że położna to również autonomiczny ekspert w dziedzinie zdrowia kobiety, od wieku dziecięcego aż do menopauzy. Wspiera ją choćby w zakresie zdrowia intymnego, reprodukcyjnego, seksualnego, czy w niektórych chorobach onkologicznych. Ekspertka przypomina również, że skoro ministerstwo chce mówić o demografii, warto przypomnieć, ile położnych niedługo odejdzie na emeryturę – to znaczna część obecnie funkcjonujących w zawodzie osób. Jeśli przepisy weszłyby w życie w takiej formie, kształcenie nowych kandydatek do zawodu znacząco się wydłuży. Może też zwyczajnie nie być na nie chętnych. – Tożsamość zawodowa, którą uzyskałyśmy jeszcze przed drugą wojną światową na mocy rozporządzenia marszałka Józefa Piłsudskiego, jest nam odbierana w sposób całkowicie niezrozumiały i zaskakujący – podsumowuje Halina Serafin.
Do końca maja trwają jeszcze uzgodnienia i konsultacje w zakresie zaproponowanych zmian. W piątek (29 maja br.), w trakcie posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Pielęgniarek i Położnych, odbędzie się też dwugodzinna dyskusja na temat projektu.
Linki w tekście artykułu mogą odsyłać bezpośrednio do odpowiednich dokumentów w programie LEX. Aby móc przeglądać te dokumenty, konieczne jest zalogowanie się do programu. Dostęp do treści dokumentów LEX jest zależny od posiadanych licencji.






