W sierpniu 2018 r. pod auto kierowane przez Romana T. wbiegła nagle wataha dzików licząca około 30-40 sztuk. Do zdarzenia doszło na zakręcie drogi. W wyniku kolizji poważnie został uszkodzony samochód.

Mężczyzna odpowiedzialnością za szkodę obciążył Zarząd Dróg Powiatowych w Ostródzie. Zarzucił mu, że miejsce zdarzenia nie było oznaczone znakiem ostrzegawczym A-18B „zwierzęta dzikie”, przez co został narażony na niebezpieczeństwo.  

 


Zarządca dróg czekał na informacje

Ubezpieczyciel Zarządu Dróg Publicznych odmówił przyjęcia odpowiedzialności zastępczej za szkodę. Podniósł, że do zaistnienia odpowiedzialności Zarządu Dróg Powiatowych doszłoby, gdyby pomimo zgłoszeń dzierżawcy lub zarządcy obwodu łowieckiego o bytowaniu zwierząt w rejonach zdarzenia, nie oznakował on drogi znakiem ostrzegawczym A-18B „dzikie zwierzęta”. Zarząd nie otrzymał żadnych informacji o ścieżkach migracyjnych zwierząt, wobec czego zarządca drogi nie zaniechał ciążących na nim obowiązkach. Odpowiedzialność zarządcy nie ma charakteru absolutnego.

Zdaniem ubezpieczyciela wtargnięcie zwierzyny na drogę jest zdarzeniem losowym, nagłym i niespodziewanym, z którym liczyć winien się każdy kierowca, niezależnie od tego, czy przy drodze ustawione są stosowne ostrzeżenia.

Zobacz linię orzeczniczą w LEX: Odpowiedzialność odszkodowawcza zarządcy drogi za zaniechanie ustawienia ostrzegawczego znaku drogowego A-18b "dzikie zwierzęta" >

 

ZDP nie znał skali problemu

Sąd Rejonowy w Ostródzie uznał roszczenie za zasadne. Sąd ustalił, że dzikie zwierzęta, przede wszystkim dziki, wielokrotnie poruszały się w miejscu, gdzie doszło do zdarzenia. Dochodziło tam także do innych kolizji z dziką zwierzyną. Przypadek Romana T. nie był jednostkowy o charakterze wyjątkowym, nieprzewidywalnym.

Nadto, w związku z migracją zwierząt w miejscu, gdzie doszło do zdarzenia, były zgłaszane szkody łowieckie. Tym bardziej, że liczne oparzeliska i trzcinowiska, bliskość pól uprawnych obsiewanych często wielohektarowymi plantacjami kukurydzy, sprzyjają siedliskowości zwierzyny. A od 2017 roku, tj. przekazania nowych odcinków drogi ekspresowej, która została zagrodzona na całej długości stalową siatką zmieniły się dotychczasowe naturalne ciągi zwierząt łownych.

Sprawdź w LEX: Kto odpowiada za stan techniczny drogi, która jest własnością Skarbu Państwa, ale nie ma wskazanego zarządcy? >

Tymczasem zarządca drogi nie przeprowadzał badań zagrożenia w wyniku migracji zwierzyny w okresie od listopada 2017 roku do lutego 2019 roku. Nie zasięgał informacji dotyczących ilości i lokalizacji wypadków drogowych na sieci dróg będących w jego zarządzie z udziałem dzikich zwierząt. To umożliwiłoby określenie skali problemu, pozwalając jednocześnie na ustalenie odcinków dróg, gdzie uzasadnione będzie wprowadzenie dodatkowego oznakowania znakami ostrzegawczymi A-18b "zwierzęta dzikie"

Czytaj też: Uwaga jeż na drodze – znak nielegalny, ale pożyteczny

Zarządca drogi musi podejmować własną inicjatywę

Sąd wskazał, że od zarządcy drogi wymaga się aktywnego badania stanu zagrożenia na drodze oraz dbania o aktualizację informacji w tym zakresie i przekazywania jej użytkownikom dróg poprzez umieszczanie (lub znoszenie) odpowiednich znaków ostrzegawczych. Zaniechanie lub wadliwe wypełnienie tych obowiązków i będące z nim w związku przyczynowym zdarzenia wywołujące szkody może prowadzić do powstania odpowiedzialności odszkodowawczej po stronie zarządcy drogi. Czyli do odpowiedzialność zarządcy dochodzi w sytuacji, jeżeli do zdarzenia doszło na obszarze, gdzie ostrzegający znak drogowy powinien zostać, ale nie został, ustawiony.

Sprawdź w LEX: Czy dopuszczalne jest zgłaszanie roszczeń do zarządcy drogi przez osoby, które poniosły szkodę w wyniku złego stanu drogi w przypadku, gdy zarządca jest ubezpieczony od wypadków związanych ze złym stanem nawierzchni? >

Tak było i w tej sprawie. Posadowienie znaku spowodowałoby przynajmniej minimalną ostrożność po stronie kierującego, co stworzyłoby możliwość uniknięcia kolizji.

Kierowca nie przyczynił się do szkody

Sąd nie znalazł jednocześnie dowodów na to, że kierujący przyczynił się do szkody. Biegły z zakresu techniki samochodowej wskazał, że prędkość ok. 60 km/h z jaką poruszał się samochód (przy prędkości administracyjnej na tym odcinku wynoszącej 90 km/h) była prędkością bezpieczną w istniejących warunkach drogowych. Powód mógłby uniknąć szkody, gdyby poruszał się z prędkością mniejszą niż 21 km/h, ale taka prędkość stwarza zagrożenie dla innych uczestników ruchu na drodze krajowej.

Ubezpieczyciel ZDP ma więc zapłacić właścicielowi pojazdu ponad 7 tys. zł odszkodowania za zniszczenia w samochodzie oraz za koszty prywatnej ekspertyzy.

Wyrok sądu rejonowego już się uprawomocnił.

Wyrok Sądu Rejonowego w Ostródzie z 30 stycznia 2020 r. sygn. akt I C 403/19