Gminy apelują o szybkie wdrożenie ROP. Bez zmian mieszkańcy zapłacą jeszcze więcej za odpady
Samorządy mówią jednym głosem: przepisy o rozszerzonej odpowiedzialności producentów są pilnie potrzebne. Koszty gospodarowania odpadami stają się bowiem nie do zaakceptowania dla mieszkańców. Co więcej, szybko rosnące opłaty za odpady nie wystarczają już na pokrycie wydatków systemu, gminy muszą dopłacać do niego z własnych budżetów. Samorządowcy alarmują, że zwłoka we wdrożeniu ROP oznacza dalsze przerzucanie kosztów opakowań na mieszkańców i lokalne budżety.

System gospodarowania odpadami przestał się bilansować, a od lat zmagamy się z rosnącą luką finansową – mówi Małgorzata Izdebska, sekretarz gminy Wołomin, reprezentująca Związek Miast Polskich.
Podkreśla, problem dotyczy zarówno największych, jak i średnich miast. Wobec braku innych możliwości samorządy są zmuszone do łatania tej luki poprzez podwyżki opłat dla mieszkańców lub dopłaty z własnych środków.
Jak wyliczyła Unia Metropolii Polskich, w latach 2013–2024 roczne koszty funkcjonowania systemu gospodarowania odpadami w miastach należących do Unię Metropolii Polskich im. Pawła Adamowicza wzrosły aż o 565 proc. – z 458 mln zł do ponad 3 mld zł. W skali całego kraju średni koszt odbioru i zagospodarowania jednej tony odpadów wzrósł w latach 2019–2024 o 62 proc. Jedną z przyczyn takiej sytuacji jest fakt, że gminy odpowiadają za organizację systemu, ale nie mają żadnego wpływu na to, ile i jakiej jakości opakowań trafia na rynek.
Przeczytaj także: ROP w impasie. Brak zgody co do kształtu systemu
Małym gminom jeszcze trudniej
W dużych metropoliach widzimy to jak na dłoni: koszty systemu rosną w tempie, które po prostu uderza w mieszkańców. Zostaliśmy postawieni w paradoksalnej sytuacji. Odpowiadamy za organizację całego systemu zbiórki odpadów, ale nie mamy żadnego wpływu na to, ile plastikowych czy szklanych opakowań producenci wprowadzą na rynek. Mieszkańcy płacą coraz wyższe rachunki, a producenci, którzy kształtują ten strumień odpadów, dokładają się jedynie w symbolicznym stopniu – podkreśla Piotr Kryszewski, dyrektor zarządzający ds. zielonego Gdańska, reprezentujący Unię Metropolii Polskich.
Z kolei Mariusz Marszał ze Związku Gmin Wiejskich RP zwraca uwagę, że zbieranie odpadów opakowaniowych w rozproszonej zabudowie wiejskiej jest jeszcze kosztowniejsze niż w miastach. Jego zdaniem wprowadzenie ROP oraz środków finansowych, które z tego tytułu trafiałyby do gminnych budżetów, pozwoliłoby wyrównać szanse małych i dużych samorządów.
Niezbędna, ale niechciana
Eksperci samorządowi są zgodni, że bez wdrożenia projektu ustawy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych, znanego jako UC100, nie da się utrzymać stabilności systemu. Tymczasem projekt od blisko roku znajduje się na stronach Rządowego Centrum Legislacji, a jego zmieniona wersja została opublikowana w marcu br. Nadal nie wiadomo jednak, kiedy trafi pod obrady Sejmu. Pojawiają się również obawy, że parlament może nie zdążyć uchwalić nowych przepisów przed końcem kadencji.
Zgodnie z projektowanymi regulacjami to podmioty wprowadzające produkty w opakowaniach miałyby ponosić koszty związane z opakowaniami trafiającymi na rynek wraz z towarami – takimi jak torby, pudełka, puszki czy butelki. Przedsiębiorcy przekonują jednak, że projekt oznacza nałożenie na nich kolejnego podatku. Jak dotąd skutecznie opóźniają więc prace nad nowymi przepisami.
W efekcie Polska pozostaje ostatnim krajem Unii Europejskiej, który nie wdrożył jeszcze pełnego systemu rozszerzonej odpowiedzialności producentów. Wprowadzenie systemu kaucyjnego, będącego jednym z elementów ROP, obejmuje jedynie fragment tych regulacji i – przynajmniej na razie – nie wyczerpuje wszystkich wymagań przewidzianych dla takiego systemu.
Nie może być tak, że odpowiedzialność biznesu za produkt kończy się w momencie jego sprzedaży. Jeśli firma wprowadza na rynek opakowanie, którego recykling jest kosztowny lub wręcz niemożliwy, kosztów tej decyzji nie mogą ponosić gminy i mieszkańcy. Projekt UC100 nie jest przywilejem dla samorządów. To szansa na przywrócenie elementarnej równowagi rynkowej – mówi Małgorzata Izdebska, sekretarz gminy Wołomin.







