Odkładana od dawna nowelizacja ustawy o publicznym transporcie zbiorowym  jest według zapewnień ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka prawie gotowa. - Projekt ustawy, dzięki której możliwe będzie przywrócenie wielu połączeń autobusowych, jest na ukończeniu - powiedział w czwartek rzecznik Ministerstwa Infrastruktury Szymon Huptyś.

Rząd zapowiada rewolucję – zapewnienie nowych połączeń autobusowych we współpracy z samorządami. - Resort infrastruktury posiada pełne analizy, gdzie nowe połączenia autobusowe są potrzebne. Chcemy także przy realizacji programu współpracować z samorządami, bo bez nich projekt się nie powiedzie - deklaruje minister Adamczyk.

Teraz decyduje rachunek ekonomiczny

Jak nam wyjaśnia Grzegorz König, prokurent spółki PKS Gdynia S.A., co do zasady w Polsce transport autobusowy poza miastami realizowany jest przez przewoźników działających zgodnie ze swoim rachunkiem ekonomicznym i na swoje ryzyko. - W przeciwieństwie do transportu miejskiego i kolejowego, przewoźnicy nie otrzymują dopłat do realizowanych przewozów, a jedyne środki publiczne, które są im przekazywane, to refundacje utraconych przychodów z tytułu honorowania ulg ustawowych oraz środki przeznaczane przez gminy na dowóz dzieci do szkół - mówi.

Marszałek województwa kujawsko-pomorskiego Piotr Całbecki mówi, że transport komunikacji samochodowej wewnątrz- i międzyregionalnej jest obecnie „gehenną”. – Nie ma żadnych regulacji, jest wolna amerykanka – dodaje.

Zofia Bacior-Michalska, sekretarz bieszczadzkiej gminy Lutowiska, podkreśla, że dla takich gmin jak jej, zorganizowanie przewozów zawsze będzie wielkim wyzwaniem. W soboty i niedziele autobusów po prostu nie ma, bo gminy nie stać na finansowanie przewozu bez gwarancji, czy będą pasażerowie. – Trudno mieć pretensje do przewoźnika, bo przecież wozi przeważnie powietrze – mówi.

Jak zaznacza Barbara Żarkowska, rzecznik prasowy Starostwa Powiatowego w Kolbuszowej, obecnie trasy, które są dla przewoźników nierentowne, są likwidowane. - To znacznie utrudnia dostanie się młodzieży do szkół średnich, znajdujących się w naszym powiecie - zaznacza.

Kto powinien organizować transport publiczny?

Według Piotra Całbeckiego, marszałka województwa kujawsko-pomorskiego, transport w Polsce powinien być zorganizowany podobnie jak w Niemczech, gdzie odpowiedzialna jest za to sfera publiczna. Nie zawsze organ administracji jest tam właścicielem spółki przewozowej i często zleca zadanie w przetargu prywatnym podmiotom, ale stanowi lokalne prawo i udziela koncesji na połączenia zgodnie z planem, jaki wcześniej przyjmuje. - Wszystko jest regulowane odgórnie i nikt nie może na tych liniach konkurować, czy odbierać pasażerów, jak dzieje się obecnie – mówi.

Według Adriana Misiejki, doktoranta w Katedrze Prawa Administracyjnego i Nauki o Administracji na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, istnieje kilka możliwych rozwiązań, które dają nadzieję na likwidację tzw. "białych plam transportowych". Ich wspólnym mianownikiem jest aktywna rola organizatora publicznego transportu zbiorowego. - Jednak bez względu na przyjęty model, jego skuteczność będzie zależeć zarówno od ustanowienia czytelnych i precyzyjnych regulacji prawnych, jak i zaproponowania znaczących środków finansowych na organizację publicznego transportu zbiorowego - mówi.

 


Zintegrowane plany transportu w regionach mają powstać do końca roku

Piotr Całbecki, powiedział nam, że zgodnie z prawem, samorządy województw mają obowiązek przygotowywać plany transportu publicznego na obszarze województwa. Plan wyznacza się długoterminowo, polega na zintegrowaniu wszystkich środków transportu publicznego. Regiony czekają na ustawę, bo plany muszą powstać do końca roku, a czasu jest coraz mniej. Marszałek podkreśla, że zgodnie z prawem  każdy przewoźnik, który spełnia odpowiednie standardy funkcjonowania i uzna, że może działać na danym terenie, może zażądać zgody na obsługę linii i musi ją uzyskać.

Jak wyjaśnia Grzegorz König, przewoźnik chcący realizować przewozy na określonej linii, musi spełnić szereg wymogów administracyjnych, takich jak uzyskanie zgód na korzystanie z przystanków od wszystkich zarządców na trasie przewozów oraz uzyskanie zezwolenia wydawanego przez właściwy dla przebiegu linii organ (wójt, burmistrz, starosta, marszałek województwa, prezydent miasta na prawach powiatu). -  Uzyskanie zezwolenia lub jego zmiana niejednokrotnie trwa kilka miesięcy, co nie pozwala odpowiadać np. na zmiany rozkładu kolejowego, które mają miejsce co dwa-trzy miesiące – podkreśla.

Czytaj też: Brak dofinansowania wśród powodów wykluczenia transportowego>>

Trudno zapewnić transport, gdy gmina duża, a ludzi mało

Zofia Bacior-Michalska przyznaje, że z zapewnieniem transportu mieszkańców na terenie gminy są ogromne problemy. Lutowiska to gmina rozległa terytorialnie, ale mieszka w niej mało ludzi. Kursują autobusy, które wożą dzieci do szkoły, ale w dniach wolnych od zajęć lekcyjnych autobus już nie dociera.

- Nie mam pomysłu na gminy bieszczadzkie – mówi sekretarz. Dodaje jednak, że rozwiązaniem mogłoby być wsparcie gminy w możliwości dofinansowania transportu prywatnego. Transport szkolny, żeby było taniej, zorganizowały wspólnie trzy bieszczadzkie gminy: Lutowiska, Czarna i Ustrzyki.

Grzegorz König potwierdza, że większość linii, na których funkcjonują polscy przewoźnicy autobusowi, ma niską i pogarszającą się rentowność. - Rosnące koszty wynagrodzeń i niestabilne ceny paliw oraz brak jakiegokolwiek dofinansowania ze strony państwa i samorządów sprawiają, że coraz trudniej pokryć koszty realizowanych przewozów przychodami z biletów.  W praktyce duża część terenu Polski nie jest w ogóle obsługiwana w weekendy i w godzinach pozaszczytowych, a część połączeń ma niższą niż społecznie oczekiwana częstotliwość - przyznaje.

PKS Gdynia S.A. w przypadku ograniczania komunikacji zwraca się do samorządów z propozycją wsparcia nierentownych kursów. - Jednak zwykle spotykamy się z odmową z uwagi na brak środków - mówi Grzegorz König. 

Wszyscy czekają na nowelizację ustawy o publicznym transporcie zbiorowym

Jak zaznacza Barbara Żarkowska, kwestię dotyczącą organizacji transportu zbiorowego w powiecie kolbuszowskim rozwiązałaby nowelizacja ustawy o publicznym transporcie zbiorowym. - W znaczący sposób rozwiązałyby problem dotyczący organizacji transportu zbiorowego na terenie poszczególnych gmin - mówi.

Według Piotra Całbeckiego bezład prawny powoduje ogromne straty finansowe – z jednej strony regiony dopłacają do połączeń kolejowych, które są „niedopełnione”. Z drugiej strony likwidowane są nierentowne linie, na dotowanie których nie starcza pieniędzy. Przyspieszenie nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym mogłoby to zmienić i uporządkować oraz sprawić, że transport byłby bardziej nowoczesny i ekologiczny. – Wiedzielibyśmy, w jakiej perspektywie możemy inwestować w tabor i zlikwidowalibyśmy „białe plamy” w tym obszarze, szczególnie tam, gdzie jest on najbardziej potrzebny, a się nie opłaca – mówi.

Adrian Misiejko zauważa, że ustawodawca może określić minimum dostępności transportowej tak, jak ujęto to w jednym z projektów nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym. Jednak jak podkreśla, faktyczna dostępność nie może być utożsamiana wyłącznie z samym istnieniem połączeń między określonymi miejscowościami, gdyż nie mniej ważna jest częstotliwość przejazdów. - Należy pamiętać, że transport zbiorowy jest zadaniem własnym - zbyt szczegółowe określanie zakresu obligatoryjnych działań mogłoby pozbawić jednostki samorządu terytorialnego niezbędnej samodzielności - mówi.

Czytaj też: Transport to jedno z najważniejszych zadań samorządu>>
 

Rząd chce przywrócenia zredukowanych połączeń autobusowych

Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk zapewnia, że rząd planuje stworzenie warunków do tego, aby nawet osoby mieszkające w bardzo małych miejscowościach nie czuły się wykluczony komunikacyjnie.

Szczegóły programu nie są jeszcze znane. Wiadomo, że program realizowany będzie w ramach nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym oraz zmian w budżecie. Resort infrastruktury posiada pełne analizy, gdzie nowe połączenia autobusowe są potrzebne. Przy realizacji programu niezbędna będzie współpraca z samorządami.

Adrian Misiejko jest zdania, że optymalnym rozwiązaniem mogłoby być wskazanie jednego szczebla samorządu terytorialnego, na którego barkach spoczywałoby obligatoryjne organizowanie ponadlokalnego transportu drogowego. - Nie należałoby jednak pozbawiać pozostałych samorządów  możliwości dobrowolnego organizowania przewozów uzupełniających. Wymaga to ponownego przemyślenia całości systemu – podkreśla. Zauważa też, że istotna jest kwestia organizacji integracji biletowej między przewozami autobusowymi, a także autobusowymi i kolejowymi, zwłaszcza w odniesieniu do ulg ustawowych.

Czytaj też: Są plany likwidacji tzw. białych plam komunikacyjnych>>
 

Wszelkie zmiany na wniosek przewoźnika

Jak wynika z interpelacji, którą poseł Urszula Pasławska skierowała do ministra infrastruktury, wiele osób skarży się na brak aktualnych rozkładów jazdy na przystankach i stronach internetowych, brak informacji o likwidacjach linii umożliwiających przejazd z domu do pracy i o odwołaniu autobusu w danym dniu i o danej godzinie.

Z informacji, które poseł otrzymała od marszałka województwa warmińsko-mazurskiego wynika, że do jego kompetencji nie należy usytuowanie przystanków komunikacyjnych, obiektów dworcowych. Wszelkie decyzje dotyczące zwiększenia pojemności i dostosowania do potrzeb lokalnej społeczności godzin odjazdu i miejsc zatrzymywania się autobusu muszą być poprzedzone wnioskiem przewoźnika.

Według Grzegorza Königa organizowanie komunikacji przez organy kilku szczebli samorządu może powodować konflikty na liniach, które przebiegają przez kilka gmin czy powiatów. - Dzisiaj zdarza się, że zezwolenia na kursy w dokładnie tych samych godzinach otrzymuje kilku różnych przewoźników - jeden na podstawie zezwolenia wydanego przez marszałka na przewozy międzypowiatowe, kolejny na podstawie zezwolenia starosty na przewozy międzygminne, ale w ramach jednego powiatu, a pozostali na podstawie zezwoleń wydawanych przez wójtów na kursy w granicach gminy - . Przewoźnicy konkurując ze sobą "ścigają się", kto pierwszy przyjedzie na przystanek i zabierze pasażerów na zbieżnych odcinkach, a później następuje np. dwugodzinna przerwa w jakiejkolwiek komunikacji na danej linii.

Czytaj też w LEX:

Dopłaty do ulgowych i bezpłatnych przejazdów środkami publicznego transportu

Opłaty za korzystanie z przystanków komunikacyjnych lub dworców jednostek samorządu terytorialnego – problemy praktyczne

Darmowy dojazd do pracy autobusem wolny od PIT